Wpisz i kliknij enter

Oiseaux-Tempête / Hifiklub & Mike Cooper

Dwa spojrzenia na muzykę filmową.

Oiseaux-TempêteTlamess (Sortilège) (Sub Rosa | 14.02.2020)

Francuska grupa Oiseaux-Tempête nie ma zamiaru się zatrzymać, a tym bardziej ugrzęznąć z laurem zawieszonym na instrumentach. W Polsce to niestety wciąż słabo znana i niedoceniona formacja, zaś na Zachodzie mają znakomitą prasę oraz na koncie wiele odbytych światowych tras koncertowych. Skład zespołu jest dość płynny, ale oparty o solidny fundament w postaci dwóch muzyków: Frédérica D. Oberlanda i Stéphane’a Pigneula. Obaj uwielbiają współpracować z artystami z libańskiej sceny eksperymentalnej, o czym pisałem w kontekście takich albumów jak Al-‚An ! (2017), Tarab (2018) czy koncertowego The True History of the Tortoise & the Hare According to Lord Dunsany (2018). W ubiegłym roku Oiseaux-Tempête opublikowali świetny studyjny longplay pod tytułem From Somewhere Invisible.

Tlamess (Sortilège) to ścieżka dźwiękowa stworzona do filmu o takim samym tytule i nakręconego przez tunezyjskiego reżysera Ala Eddine’a Slima. Film zebrał rewelacyjne recenzje podczas zeszłorocznego festiwalu w Cannes i nie tylko. Nie jest to pierwsza przygoda Oiseaux-Tempête z filmem, ponieważ ich muzyka już wcześniej towarzyszyła różnym obrazom dokumentalnym i wystawom fotograficznym. Tlamess (Sortilège) to dwanaście instrumentalnych kompozycji napisanych przez D. Oberlanda (melotron, syntezator analogowy, gitary), Pigneula (syntezator analogowy / modularny, bas) Mondkopfa (syntezator analogowy / modularny) i Jeana-Michela Pirèsa (perkusja).


Wydaje się, że to najbardziej elektroniczna płyta w dorobku Oiseaux-Tempête, ale spokojnie, fani ich gitarowej ściany dźwięku znajdą coś dla siebie w miażdżącym Cimetière, a także w dronowym walcu Drone Alpha dociskającym z wielką gracją. W Jettatura gitarowe sprzężenia, jednostajny, mroczny i transowy rytm basu oraz perkusji w połączeniu z syntezatorami dołączają do powyższych fragmentów, jeśli chodzi o dynamikę i napięcie. Nie zabrakło też spokojniejszych utworów, choćby takich jak Canyons (subtelne eksperymenty z marimbą) czy ambientowy Une Etrange Forêt II. No i na koniec gitarowy „kopniak” w Tlamess (Closing Titles) opadający do pojedynczych dźwięków, z który ponownie wyłania się przesterowano-noise’owy potwór na poziomie Sonic Youth czy Crazy Horse Neila Younga. Do pełnej synchronizacji brakuję mi jeszcze filmu, ale póki co bardzo mnie zadowala soundtrack.

Strona Oiseaux-Tempête »
Profil na Facebooku »
Strona Sub Rosa »
Profil na Facebooku »

Hifiklub & Mike Cooper – Aran Stories (Ruptured | 17.05.2019)

Tutaj także mamy filmowe wątki, ale dotyczące zupełnie innej przestrzeni kinowej. Chodzi o niemy i dokumentalny film z 1934 roku pt. „Człowiek z Aran” (obejrzyj) nakręcony przez Roberta J. Flaherty’ego – amerykańskiego podróżnika, kartografa, jednego z pierwszych dokumentalistów w historii kina. To on jest autorem „Nanuka z Północy” (1922), który ostatnio był często wyświetlany w Polsce z muzyką graną na żywo. Wystarczy wspomnień duet Nanook Of The North (projekt w całości dedykowany temu obrazowi) albo występy Jacaszka (jeden z takich setów widziałem latem 2019 roku w cyklu „Kino pod chmurką” organizowanego przez białostockie Kino Forum).

fot. Alexandre Minard

Wracając do historii „Człowieka z Aran” należy wiedzieć, że to jest tzw. fikcyjny dokument, który opowiada o życiu ludzi zamieszkujących archipelag Aran złożony z trzech niewielkich wysp leżących u zachodnich wybrzeży Irlandii. Krajobrazy tego niezwykłego miejsca w połączeniu z folklorem arańskim uważa się za kolebkę irlandzkiej tradycji. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ płyta nagrana przez Mike’a Coopera i francuski zespół Hifiklub jest właśnie swoistą ścieżką dźwiękową do filmu „Człowiek z Aran”. Dodam, że Hifiklub istnieją od 2007 roku, współpracowali choćby Lee Ranaldo, R. Stevie Moore’em, Ikue Mori czy Nelsem Cline’em. W ubiegłym roku ukazał się nowy album Francuzów E Lisboa będący wynikiem kooperacji z eksperymentatorami z Portugalii.

Pomysł na stworzenie utworów na Aran Stories zrodził się w 2017 roku, co w rezultacie dało osiem kompozycji. Cooper zajął się warstwą tekstową, zagłębiając się w twórczości irlandzkiego pisarza Johna Millingtona Synge’a (1871-1909), a dokładnie sięgając po książkę Wyspy Aran z 1907 roku. Cooper nie byłby sobą gdyby nie zrobiłby tego po swojemu, więc przetasował słowa Synge’a na potrzeby nagrań z Hifiklub. Gitarowe sprzężenia, przestery, noise, chwytające za gardło melodie, surowość, drapieżność i poetyckość – tak można opisać Aran Stories. Zapewniam, że nie są to szanty. To muzyka wymagająca uwagi i wnikliwego słuchania, gdyż dużo się dzieje „pod spodem”. A takich pięknych utworów jak From Connemara czy A Shirt At Night nie wywieje wam z pamięci żaden morski wicher.

 

Strona Mike’a Coopera »
Strona Hifiklub »
Profil na Facebooku »
Strona Ruptured »
Profil na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy