Wpisz i kliknij enter

Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel

Radosne odbicie.

Współpraca Polaka z Niemcem, już dla niektórych, może brzmieć daleko zbyt radykalnie. W świecie muzyki, inaczej niż w mediach (anty)społecznościowych, wszystko jest możliwe. Dowodzi tego album duetu Cel, który właśnie debiutuje, choć jego twórcy debiutantami nie są. Polakiem w tym zestawie jest sam Hubert Zemler, czyli człowiek, którego (liczę na to!) nie trzeba już przedstawiać, za to trzeba słuchać. Niemcem natomiast jest Felix Kubin kompozytor muzyki elektronicznej pochodzący z Hamburga. Jak pisał o nim swego czasu Łukasz Komła: „jego działania zaskakują wszystkich”. Nie chcąc kopiować całych akapitów z tekstów Łukasza, z którymi się zgadzam, zwyczajnie zostawię wam linki do nich: jeden i dwa.

Zresztą przygodę z szalonym umysłem Kubina można również zacząć od albumu „Cel”. Jak wiedzą wszyscy, którzy w życiu przeczytali coś więcej niż książkę telefoniczną, obecnie trwają poszukiwania „czułego narratora”. Na „Celu” takiego nie ma. Co więcej, być nie może, ponieważ muzyka tu nie ma żadnego celu. Po prostu jest. Tworzona w przyspieszonym tempie, może wydać się chaosem, ale nim nie jest. Jest jego radosnym odbiciem. Wystarczy posłuchać „Funkenkammer”, żeby to stwierdzić. Szczególnie samej końcówki, gdzie elementy komiczne mieszczą w sobie elementy kosmiczne, a całość tak bezlitośnie zostaje urwana.

Nie wiem co podpowiedziało twórcom, aby ostatni utwór zatytułować „Jimmy Carter”, ale jest to propozycja energetyczna, która dla co bardziej ekstrawaganckich osobników może stanowić podstawę do tańca. To nawet zabawne, że Cel nie przejmuje się niczym i w chwilach, kiedy budują formę, która może przeobrazić się w okazały utwór, idą raczej w stronę rytmicznych nieregularności, aby niewykształconą jeszcze formę rozwalić („Ping Korridor”). Wprowadzane pętle rytmiczne często usuwają motyw przewodni na dalszy plan. Czy to czemuś służy? Nie musi. Ba, nawet udaje im się wprowadzić nutę niepokoju w postaci znakomitego „Doppelbild”.

A może jedynym sensem jest samo słuchanie, a w zasadzie nasz dobrowolny sposób na zajęcie czymś czasu? Moje myśli podążały w tę stronę w trakcie jak leciał „Das Personal”, który praktycznie nie ma początku ani końca. On jest. Podobnie zresztą miałem przy okazji opętanego pośpiechem „Elektrybalt”. Żeby była jasność płyta jest fascynująca, ale swoją niegrzecznością prowadzi do zmieszania słuchacza. Czas sięgnąć po Paula Beatty`ego, dzięki któremu uda mi się to spuentować: „Zabrało to tylko kilka godzin, ale czułem się jak Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej po czterech latach ciężkiej pracy albo jak Banksy po sześciu dniach przeglądania internetu w poszukiwaniu pomysłów, które mógłby ukraść, i trzech minutach wcielania ich w życie metodą chodnikowego wandalizmu”*. Kurtyna.

Bureau B | 2020
Bandcamp
FB Felix Kubin
FB Hubert Zemler
FB Bureau B

* – Paul Beatty „Sprzedawczyk”, Sonia Draga 2018.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy