Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.



Long Arm – Silent Opera

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Po prostu ewoluował. Lata 90. to najtłustszy, jak dotąd, okres dla tego gatunku muzycznego. Wymienianie zespołów Portishead czy Massive Attack wydaje się zbędne z mojego punktu widzenia, ale urodzeni po 1999 roku być może ich nie znają. Choć z trudem, to jednak dopuszczam taką myśl i stąd obecność powyższych nazw. Tymczasem mamy rok 2020 i przed nami ląduje album wysmakowany brzmieniowo i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, który bierze z trip-hopu lat 90. to co najlepsze i przesuwa obecne tam, ale nie nadmiernie, akcenty na plan pierwszy.

Zanim przejdę do szczegółowego omówienia tych zmian, przedstawię twórcę płyty zatytułowanej „Silent Opera”. Jest nim rosyjski muzyk i producent Georgy Kotunov znany bardziej jako Long Arm. Związany z niemiecką wytwórnią Project Mooncircle, która skupia się głównie na muzyce elektronicznej, ale kładzie również nacisk na grafikę i design. Stąd chociażby obraz Williama Barrasa na okładce. W każdym razie twórca od czasu swojego debiutu „The Branches” skupiał się coraz bardziej na nagrywaniu instrumentów akustycznych. Właśnie one przejęły rolę wiodącą na najnowszym krążku Kotunova. Mimo tego, że „Silent Opera” przypomina nieco replikę szerzej znanych płyt, to jednak nie uznałbym tego za tanią retromanię.

Ma to związek z akustycznymi wyróżnikami. Chociażby partie fletu w „Sprouts of the big forest”. Zresztą nie tylko sam flet robi tam klimat, ale są też poprowadzone partie dęte czy strunowe – słowem operowe. Orkiestrowość brzmienia słychać również w „Wait for a Wonder!”, gdzie kłania się ksylofon, który sąsiaduje z beatami. To dość pojemny album, na którym zmieściła się również forma daleka od elektroniki, czyli „Time waits for no one”. W zamyśle twórcy ma to być album, który stara się uchwycić różne stany ludzkiej duszy na tle współczesnego świata. Tak należałoby traktować otwarcie płyty w postaci „How I Loved That” z przejmująco wybrzmiewającą tytułową frazą. Ambicje twórcy widać były spore, ale nie zawsze znajdywały udane zwieńczenie („Falling Piano/Fly Alone”).

Ci, którzy tęsknią za nerwowością rodem z Bristolu powinni posłuchać „Unlearned Lesson”. Mnie bardziej zajęły inne utwory. „He`s afraid to eat” to kapitalna jazzowa wklejka. Odpowiednio postarzona oraz wzbogacona (skrzypce, plemienne chóry). Przede wszystkim jednak wskazałbym na utwór tytułowy. Kinematograficzny klimat wycieka z każdej sekundy utworu. Misterne przybrudzenia ustępują, kiedy na plan pierwszy przesuwa się fortepian. „Silent Opera” to zwięzła płyta, która nie przytłacza swoim bogactwem. Pomimo symfoniczności niektórych fragmentów wszystko jest raczej utrzymane w kameralnym tonie.

Project Mooncircle | 2020
Bandcamp
FB
FB Mooncircle

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Nieosłuchany

    Płyta jest niesamowita, wielowarstwowa, więc do odkrywania.
    Dzięki Jarku za wrzucenie tej płyty.
    pozdrawiam