Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Moses Sumney – græ Part 1

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Siedzenie w domu w zakresie dotąd niespotykanym w moim życiu wymaga w pierwszej kolejności cierpliwości, ale pójście na kompromis też się przyda. W tym może pomóc rozlegający się wokół dźwięk. I tak dochodzimy do zasadniczego problemu: jaką muzykę wybrać? Chodzi o dźwięki, które wszyscy domownicy, w różnym wieku, z różnymi fascynacjami, będą w stanie zaakceptować. Ciężka sprawa, ale znalazł się jeden wykonawca, który nie wzbudził kontrowersji, a nawet zebrał na swoim (niepełnym, o czym za chwilę) albumie momenty, przy których każdy z domowników przyjął z zadowoleniem. Owym artystą jest Moses Sumney.

Wydał właśnie pół albumu pod tytułem „græ”. Brakujące utwory wypuści w maju, ale patrząc na listę utworów na portalu Bandcamp, to zasadniczą część płyty już mamy. Jego debiut z 2017 roku „Aromanticism” odbił się szerokim echem i była to płyta, którą warto znać i do niej powrócić w wolnym czasie. Następca prezentuje się równie okazale, a w niektórych chwilach wręcz rewelacyjnie. Zacząć chwalenie można od głosu Sumney`a. Zarówno mnogość barw oraz giętkość sprawiają bardzo dużo frajdy. Wokalista jest człowiekiem obdarzonym dużą pomysłowością, gdyż z wielu, czasami bezbarwnych urywków, jest w stanie zmontować przejmującą całość.

„Cut Me” ma zaszyty fragment “Take my breath away” zespołu Berlin. Sumney prezentuje się jako arcynowoczesny pieśniarz soul, by za chwilę uciec się do stylistyki D`Angelo w „In Bloom”. Przewidywalność trafia szlag w „Virile”. Złączone tu elementy tworzą przebogatą scenerię: harfa, flety, perkusyjne naloty, pop, epicka formuła, a wszystko z osobistym piętnem subtelności. Czuć to również w progresywnym, w części elektronicznym „Conveyor”. Żeby jeszcze bardziej zmylić słuchaczy pojawiają się jeszcze jazzowy „Colouor” oraz ballada z akustyczną gitarą „Polly”.

Punktem centralnym jest „Gagarin”. Dostajemy prawdziwe show. Sumney moduluje swój głos, przy akompaniamencie fortepianu wyśpiewuje kryzys egzystencjalny. Po chwili jednak pojawia się syntezator, który rozszerza brzmienie, a całość wpada w niekontrolowany dryf. Sugeruję jeszcze wsłuchać się dobrze w dynamikę takich utworów jak „Neither/Nor” oraz „jill/jack”. Szczerze sądzę, że „græ Part 1” powinna sprawdzić się nie tylko w rodzinnym gronie. Moses Sumney będzie w stanie zainteresować fanów muzyki z przeróżnych środowisk, których ścieżki mogły dotąd się nie przeciąć. Dzięki swojemu talentowi i inteligencji kapitalnie porusza się w przestrzeni okrojonej ze skrajności.

Jagjaguwar | 2020
Bandcamp
FB
FB Jagjaguwar

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze