Wpisz i kliknij enter

Electric Indigo – Ferrum

W atomowym silosie.

Susanne Kirchmayr to jedna z najważniejszych postaci austriackiej elektroniki. Mimo ponad trzydziestoletniego stażu didżejskiego i niewiele krótszego producenckiego, pozostaje jednak dla wielu fanów elektroniki mało znana, ponieważ wyraźnie nie przykłada wielkiej wagi do fonograficznego utrwalania swoich dokonań. Choć debiutowała na klubowej scenie już w 1989 roku, jej debiutancki album ukazał się dopiero w… 2018 roku. Teraz dostajemy kolejną płytą artystki i to dobra okazja do przypomnienia sobie jej sylwetki.

Zaczynała od grania jazzu, soulu i funku – by na początku lat 90. dać się porwać fali mody na techno, która dotarła do Wiednia z Berlina. Zanim zasiadła do produkcji własnych nagrań, współpracowała z innymi ważnymi osobistościami austriackiej i niemieckiej sceny klubowej, od Patricka Pulsingera po DJ Hella. Pierwszą autorską EP-kę wydała już w 1993 roku, a potem wyjechała do stolicy Niemiec, by pracować w słynnym sklepie Hard Wax. W międzyczasie zdobyła opinię świetnej didżejki i z powodzeniem grała na takich imprezach, jak Mayday czy Love Parade.

Z drugiej strony z czasem zainteresowała się eksperymentalną elektroniką. Dlatego nawiązała współpracę z galeriami sztuki i różnymi festiwalami, gdzie mogła prezentować swoje instalacje dźwiękowe. Szybko doceniono jej kreatywność – i austriacka artystka zaczęła zbierać prestiżowe nagrody od świata sztuki. Doceniono także jej działalność na rzecz wspierania kobiet na elektronicznej scenie, czemu miała służyć powołana przez nią w 1998 roku internetowa platforma Female:Pressure.

Debiutancki album wydał jej dwa lata temu Robert Henke – i nic w tym dziwnego, bo twórczość tej pary artystów lokuje się bardzo blisko siebie. Dowodem tego również najnowsze dzieło Austriaczki, tym razem opublikowane przez jej krajana – Petera Rehberga i jego legendarną wytwórnię Mego. Zgodnie z tytułem krążka, Kirchmayr wykorzystała do jego stworzenia dźwięki wydawane przez metal. Punktem wyjścia dla siedmiu kompozycji były więc nagrania terenowe, poddane potem studyjnej obróbce. Jakie są tego efekty?

Okazuje się, że Austriaczka potrafi stworzyć z dosyć ograniczonej palety brzmień zaskakująco efektowne utwory. „Ferrum 1_2” to fascynujący ambient o industrialnym sznycie, w którym jest miejsce na oniryczną elektronikę i fabryczne odgłosy. Glitchową obróbkę dźwięku w stylu artystów Raster Noton otrzymujemy w „Ferrum 3”. Kirchmayr nie rezygnuje również z techno – i dostajemy je w „Ferrum 4” i „Ferrum 5”, gdzie zamaszyste bity oplatają blaszane chroboty i stuki. W „Ferrum 6” i „Ferrum 8” powraca ambient w izolacjonistycznej wersji, bo tchnący zimnym oddechem o dronowym brzmieniu.

Kompozycje z nowego albumu Electric Indigo ujmują przede wszystkim niezwykłym wyczuciem przestrzeni. Wszystkie te metaliczne stuki i hałasy są radykalnie spogłosowane, dzięki czemu słuchając płyty mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w środku opuszczonego silosu po wyrzutni atomowych rakiet. Nawet kiedy muzyka nabiera tanecznego pulsu, austriacka producentka dba o to, by nie popaść w industrialną dosłowność i raczej zwraca się w stronę dubowej wersji gatunku. Brzmi to wszystko bardzo efektownie i potwierdza, że Susanne Kichmayr jest jedną z najbardziej wyczulonych na dźwiękowy detal artystek na elektronicznej scenie.

Editions Mego 2020

www.editionsmego.com

www.facebook.com/prehberg.emego

www.indigo-inc.at

www.facebook.com/electricindigo







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy