Wpisz i kliknij enter

Christian Löffler – Lys

Piosenka jest dobra na wszystko?

Kiedy na początku minionej dekady mocne techno zaczęło być wypierane przez lekki tech-house, nikt się chyba nie spodziewał, że drugi z tych gatunków z czasem wejdzie w niespodziewany flirt z indie-popem. Pierwszymi zwiastunami tego typu połączenia były płyty wykonawców z takich wytwórni, jak Kompakt czy Dial – The Field, Lawrence’a i Pantha Du Prince’a. Pod koniec minionego dziesięciolecia dołączyła do nich inna niemiecka tłocznia – Ki z prowincjonalnego Greisfaldu. Jej sztandarowym artystą od początku był jeden z jej założycieli i właścicieli – Christian Löffler.

Jego debiutancki album z 2012 roku tchnął nowe życie w tech-house, bo jego autor nie rezygnując z klubowej motoryki, nasycił ją popowymi melodiami i specyficznym klimatem, nadającymi tego rodzaju muzyce głęboki oddech. „A Forest” otworzył niemieckiemu producentowi drogę do wielkiego sukcesu, który mierzony był kolejnymi trasami klubowymi (także w Polsce) i występami na wielkich festiwalach. Klasę artysty potwierdził jego drugi album – „Mare”, który stanowił udane rozwinięcie pomysłów z debiutu.

Z trzecią płytą Löffler się nie spieszył. Sporo czasu zajęły mu podróże z koncertami po całym świecie, dlatego, aby przypomnieć się fanom, najpierw zaserwował im przedsmak pełnego krążka – minialbum „Graal (Prologue)”. Objawił on silniejsze ciągoty Niemca do formuły popowej piosenki. Trop ten prowadzi wprost do nowego pełnego krążka, który właśnie trafia na rynek. Na „Lys” wspomaga go aż czworo wokalistów – w tym dobrze znana z poprzednich krążków Mohna. Śpiewa również sam Löffler – i są to nie tylko wokalizy, ale konkretne zwrotki i refreny.

Te piosenkowe nagrania należą do bardziej udanych na krążku: to zaśpiewany przez Josephine Philip w stylu This Mortal Coil elegijny „The End” czy poszyty subtelnym piano tytułowy „Lys” z udziałem Menke. Mohna jak zwykle dodaje kompozycjom swego muzycznego partnera tęsknej nuty – i tak się dzieje w przejmującym „Roth”. Wokale samego Löfflera robią mniejsze wrażenie – ale ich autor zdaje sobie chyba z tego sprawę, bo nie wysuwa ich na pierwszy plan, tylko zatapia w elektronicznych brzmieniach („Versailles”).

Większość nagrań z „Lys” jest podobnie jak muzyka z „A Forest” i „Mare” oparta na tech-house’owych rytmach – spowolnionych, nieinwazyjnych, momentami zredukowanych do minimalowego tonu. Niestety tym razem sprawia to wrażenie niezamierzonej monotonii. Szkoda, że niemiecki producent nie pokusił się o większą inwencję rytmiczną: tylko w „Noah” i „Map” dostajemy lekkie breaki. Można było też umieścić na płycie więcej ambientowych utworów – tutaj dostajemy tylko jeden na zakończenie („Für Immer”).

Muzykę na „Lys” miało zainspirować światło, obserwowane przez Löfflera w jego samotni nad brzegiem Bałtyku. Niespecjalnie znajduje to odbicie w muzyce, która podobnie jak ta z poprzednich płyt jest dosyć chmurna i melancholijna. Brakuje tu jakiegoś radośniejszego wątku, który choć na moment rozjaśniłoby zawartość krążka. „Lys” spodoba się największym fanom niemieckiego producenta, ale wszystko wskazuje na to, że chwytliwa formuła wymyślona przez niego na „A Forest” już się powoli wyczerpuje.

Ki 2020

www.ki-records.com

www.facebook.com/kirecordsofficial

www.christian-loeffler.net

www.facebook.com/christianloefflerofficial







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy