Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.



Roza Terenzi – Modern Bliss

Efekt szczęśliwego dzieciństwa.

Naprawdę nazywa się Katie Campbell i pochodzi z Perth. Jej ojciec jest perkusistą w dubowym zespole Beatworld. Nic więc dziwnego, że kiedy córka mu podrosła, od razu zaczęła się garnąć do grania na różnego rodzaju perkusjonaliach, które zgromadził podczas podróży do Afryki czy Azji. Dziewczynka szybko opanowała kilka instrumentów – i wyspecjalizowała się w grze na gitarze w szkolnym zespole jazzowym. Kiedy więc przyszło do wyboru studiów, odpuściła prawo, nad którym się wcześniej zastanawiała i wybrała akademię sztuk pięknych.

Tam zainteresowała się elektroniką, a efektem tego stały się jej pierwsze nagrania. Firmowała je pseudonimem Catlips i oscylowały one wokół tanecznego electro-popu. Z czasem Katie pogłębiła swą znajomość nowych brzmień i zachwyciła się połamanymi rytmami, na które trafiła na płytach Aphex Twina czy Venetian Snares. To sprawiło, że postanowiła tworzyć instrumentalną muzykę. W tym celu przyjęła pseudonim Roza Terenzi – od włoskiej astrofizyczki Fiorelli Terenzi, która zamienia sygnały dźwiękowe z kosmosu na… muzykę.

W ciągu następnych trzech lat australijska producentka zalała klubowy rynek własnymi produkcjami. Od 2017 roku do dziś dostaliśmy aż jedenaście jej winylowych dwunastolaclówek, w większości zrealizowanych samemu, bądź ewentualnie z duetach z innymi artystami. Jedną z najbliższych współpracowniczek Campbell stała się mieszkająca w Vancouver producentka D. Tiffany, prowadząca własną wytwórnię Planet Euphorique. Wydała ona najpierw EP-kę młodej Australijki, a teraz jej debiutancki album.

„Modern Bliss” otwierają plemienne bębny – i to świetny początek breabeatowego utworu „In The Jungle”, który idealnie wprowadza nas w klimat całości. Tribalowe perkusjonalia odgrywają również ważną rolę w „Elevate”, choć tym razem mamy już do czynienia z energetycznym techno. Podobnie galopujący rytm jest podstawą „Modern Bliss”, w którym rozbrzmiewają jednak również nastrojowe syntezatory o detroitowym brzmieniu. Stąd już krok do electro – i zostaje on uczyniony w „Yo-Yo”, pulsującym w takt szybkich breaków i drgającego basu.

„That Track” zabiera nas znów na terytorium dynamicznego techno, w którym jest też miejsce na klimatyczne syntezatory utrzymane w duchu Motor City. „Spiral” i „Total Eclipse” to już zdecydowanie brytyjska muzyka: masywny breakbeat podrasowany dubowymi pochodami basu i acidowymi efektami. Ale tu również nie brak bardziej przestrzennej elektroniki. Na pierwszy plan wychodzi ona dopiero w „Eternal Lust”, bo to klasyczne techno w detroitowym rozumieniu tego słowa. Całość kończy pomysłowa ekwilibrystyka rytmiczna, wiodąca od pompującego bitu na 4/4 do sprężystych breaków, wzbogacona plemiennymi perkusjonaliami.

Katie Campbell miała szczęśliwe dzieciństwo i młodość. Ojciec niczego jej nie narzucał, a kiedy przyszło do wyboru studiów zaakceptował to, że jego córka chce zostać muzykiem. Australijka mogła więc swobodnie rozwijać swoją pasję. Pierwszym tego szerszym efektem jest jej debiutancki album. „Modern Bliss” nosi trafny tytuł, bo znajdująca się na nim muzyka jest radosna, świetlista, ciepła i pozytywna. Blisko jej do twórczości innych młodych artystek z klubowego kręgu, które również uderzają w łagodniejszą stronę techno – choćby Shanti Celeste czy rRoxymore.

Planet Euphorique 2020

www.facebook.com/planeteuphorique

www.facebook.com/rozaterenzi

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze