Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.



Clarice Jensen – The experience of repetition as death

Sztywne ramy.

Od pewnego czasu towarzyszy mi problem z rozróżnianiem dni. Nie gubię się jeszcze w kołowrotku siedmiu dni danego tygodnia, ale dłuższa perspektywa sprawia mi kłopot. Właśnie zachodzę w głowę czy w domu siedzę od 13 czy od 18 marca. Spotkała mnie też zaskakująca przygoda związana ze świętami, które dopiero co minęły. Otóż przyszły, według mojej percepcji, o tydzień za wcześnie. W ogarnięciu się, które kiedyś musi nastąpić, nie pomoże mi Clarice Jensen. Choć właśnie wydała płytę wyjątkową, co u niej jest stanem normalnym (choćby tu).

Już sam tytuł – „The experience of repetition as death” – mówi wiele o zawartości krążka. Nie mówi natomiast o tym, co skłoniło artystkę do wyrażenia się w ten sposób. Album powstał w chwilach kiedy jej matka umierała na białaczkę (proszę zwrócić uwagę, że to drugi taki przypadek w tym roku, jeśli chodzi o płyty). Częstotliwość wizyt u lekarza i w szpitalu wpłynęła wprost na jej muzykę. Na potężne fale wiolonczeli z początku „Metastable” zostają nałożone dźwięki organów, które przypominają sugestywne dźwięki medycznej aparatury. Doświadczenie o niemal hipnotycznym wymiarze znalazło swe miejsce w samym środku albumu.

Tych powtórzeń jest tu pod dostatkiem. Ich cel jest terapeutyczny, a monotonia jest ich siłą. Muzyka ma przynieść nam wytchnienie, a żeby tak się stało to musimy przymusić się do obcowania z naszym istnieniem (ze śmiercią włącznie), aby wyjść poza nie. Jensen podeszła do rzeczy bardzo skrupulatnie fundując nam sztywne ramy, żebyśmy nie mogli wypaść z transu. Owymi ramami są utwory „Daily” i „Final”. Dopiero po czasie powinno dotrzeć do was, że stanowią one lustrzane odbicia. Pierwszy jest wyraźny, klarowny z pewnie prowadzonymi partiami wiolonczeli, a drugi został zgnieciony.

Początek najdłuższego utworu „Day Tonight” jest zainspirowany twórczością Gasa. Moment uwznioślenia, silnie podbity, przypada w pierwszej połowie, a drugą część utworu zamyka fragment wprost odwołujący się do Steve`a Reicha. Monumentalne piękno ma w sobie, obdarzony najczulszym nerwem, „Holy Mother”. Z racji wymowy całego dzieła, właśnie ten utwór musiał zawierać skanalizowane emocje artystki. Słyszę tu, obsesyjną wręcz, chęć przerwania muzycznych kręgów. Często przy okazji recenzowania płyt sięgam po przymiotniki związane z rzemiosłem danego muzyka, gdyż nasuwają się najszybciej. Jednak w przypadku dzieła Jensen, poza zwyczajowymi zachwytami nad jej mistrzostwem i formą, dodać należy jeszcze jedno określenie. Bardzo inteligentny.

130701 / Fat Cat Records | 2020
Bandcamp
FB
FB 130701
FB FatCat

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. Basscadet

    Cooo, Nowa bez red. Kaczmarskiego? Ale jak to tak? Jak jeszcze red. Gzyla nie będzie to chyba przestaję was czytać! Ale tak na serio to ostatnio red. Szczęsnego pisanie bardzo polubiłem a i płyty zacne poleca. No i szacun za „W sieci od 2003 roku”, chyba tylko Porcys jest starszy. Z tym że Porcys to gówno a Nowa to klasa xD

  2. Michał

    Witam, ja w innej sprawie ale redaktor naczelny nie odpisuje na maile, to piszę tutaj. Mianowicie chodzi o to, że w składzie redakcji nie widzę Macieja Kaczmarskiego a link do jego tekstów nie działa. Czy te tekst są jakoś dostępne i czy M.K. nie będzie już pisał dla Nowej Muzyki?

    Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam,
    Michał