Wpisz i kliknij enter

Astrokot – Astrokot i Przyjaciele z Odległych Galaktyk

Chrapanie lub mruczenie.

Przed przystąpieniem do słuchania debiutu długogrającego (EP`kę debiutancką można posłuchać na Bandcampie) musiałem ustalić czy muzyczny Astrokot ma coś wspólnego z Astrokotem – bohaterem książek dla dzieci, który obecny jest w mojej bibliotece. Po krótkotrwałym śledztwie ustaliłem, że zachodzi tu niezamierzona zbieżność, której tematyką wspólną jest kosmos i postać kota. Dalej następują już wyraźne różnice. Otóż muzyczny Astrokot przynosi pięć zlewających się ze sobą utworów. Wzmiankowanie zlewanie nie jest zarzutem, a zwykłym stwierdzeniem faktu.

Raz rozpoczęta płyta płynnie trwa aż do samego końca. Jedynie obserwacja własnego odtwarzacza pozwoli na wychwycenie momentu zmiany utworu. Nie czyniłem tego zbyt często w trakcie delektowania się nią, ale na potrzeby niniejszej recenzji zmusiłem się do czynności wynikających wprost z recenzenckiego obowiązku. I tak na początku otrzymujemy „Mruczydło”, które swym pochrapywaniem lub też mruczeniem wprowadza nas znakomicie w klimat płyty, która może być przecież jedynie snem jakiegoś kota o podróżach kosmicznych.

Ze stanu drzemki zostajemy wprowadzeni na orbitę przy pomocy długiej i psychodelicznej fali dźwiękowej, z której wyodrębnić można wyraźnie ambient i saksofon jako wiodące muzyczne ukorzenienie całego albumu. „Pseudokot” należy już do gatunku pełnowymiarowych kompozycji o bardzo płynnej konsystencji. Pomimo wielobarwności faktur oraz migotliwości ozdobników trudno zarzucić mu ciężkość. Wszakże tam na górze panuje raczej stan zawieszenia, co dobrze słychać w utworze „Szantra”.

Cięższe brzmienia zamieszkują ostatnie dwa utwory z płyty. „Walc Orbitalnej Ośmiornicy” zmierza w stronę postrockową przy dzielnym udziale saksofonu (co narzuca skojarzenia z zespołem Lonker See). Zamykający całość „Om” z początku oferuje astralne zaśpiewy i rozmytą, perkusyjną płaszczyznę, ale już w samej końcówce mamy gitarową eksplozję zamkniętą, no cóż, chrapaniem lub mruczeniem. Nie sposób traktować tej płyty do końca serio, ale nie można też nie docenić jej wielobarwności i lekkości. Album swoją niecodzienną aurę zawdzięcza wyskakującej od czasu do czasu abstrakcji, poczuciu humory oraz wodewilowemu zabarwieniu. Miła odskocznia.

Opus Elefantum | 2020
Bandcamp
FB
FB Opus







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy