Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.

Korzeniecka, Rucki – 2 x perkusja
Jarek Szczęsny:

Nieoczekiwany splot pałeczek i bębnów.



The Great Harry Hillman – Live at Donau115

Pod powieką.

Intrygująca nazwa post-jazzowego kwartetu The Great Harry Hillman już od 11 lat przyciąga wzrok słuchaczy. No, ale ta ciekawość nie kończy się wraz z odczytaniem intencji artystów co do obranej nazwy, wręcz przeciwnie – w jakiś metafizyczny sposób łączy się z najważniejszym czynnikiem, czyli muzyką. Wypada wyjaśnić skąd wziął się pomysł na The Great Harry Hillman. Chodzi tu o słynnego amerykańskiego lekkoatletę Harry’ego Livingstone Hillmana, który zdobył 3 złote medale na igrzyskach olimpijskich w Saint Louis w 1904 roku. W 2009 roku, kiedy David Koch (gitara), Samuel Huwyler (bas), Dominik Mahnig (perkusja) i Nils Fischer (klarnet basowy) zakładali zespół, obchodzono 105. rocznicę sportowych wyczynów Hillmana.

fot. Samuel Huwyler Humus

Być może gitarę Kocha już znacie z nagrań grupy Vsitor, która w ubiegłym roku opublikowała bardzo dobry album Keep On Running. Znajdziecie go także na mojej liście z podsumowaniem roku 2019. Pozostali członkowie TGHH – jak i sam Koch – są niesamowicie uzdolnionymi i porządnie wykształconymi muzykami. Live at Donau115 to ich czwarte wydawnictwo i tym razem koncertowe. Poprzedni materiał TGHH – Tilt ukazał się nakładem prestiżowej amerykańskiej oficyny Cuneiform Records. Pod skrzydła tego labelu nie trafiają przypadkowi artyści – lecz tacy, którzy wychodzą z oryginalną stylistyką, brzmieniem itd. A ci młodzi Szwajcarzy zdecydowanie do takich należą.

To, co wyróżnia ich twórczość, to z pewnością brak sztywnych podziałów / zasad na koncertach, przybierających formę swobodnych improwizacji, lewitowania wokół konkretnego tematu czy spontanicznych wariacji z tzw. setlistą. – Po 11 latach występowania na żywo w różnych miejscach opracowaliśmy bardzo unikalny sposób interakcji ze sobą. Przestaliśmy grać z setlistą i zaczęliśmy improwizować z kolejnością naszych utworów oraz przejściami między nimi – tłumaczą TGHH. Mówią też o telepatycznym porozumieniu, co można zaobserwować wpatrując się w ich koncertowe wideo z zeszłorocznej edycji Jazz Festival Willisau. Materiał na Live At Donau115 pochodzi jednak z berlińskich koncertów w klubie Donau115. TGHH wyselekcjonowali siedem fragmentów, które ułożyły się w spójną, wielowątkową i nieustannie rozwijającą się podróż.


Otwierający Der Vogel jest splotem kolektywnej improwizacji w duchu fusion z przesterowanym noise’em gitary, który bynajmniej nie milknie, ale szarpie za nieco inne struny wrażliwości w kolejnym Cruise Tom Cruise mającym coś z muzyki drogi, avant bluesa i filmowych obrazów migoczących w ciemnej sali kinowej. Amorficzna hybryda The Bunch głaszczę lirycznym tematem, a jak trzeba to pobudzi noise’ową, szorstką frazą. Po czym zatrzymujemy się i „wsiadamy” do innego filmowego wagonu, gdyż Lost (Highway?) idealnie nadawałby się do surrealistycznych, nieoczywistych kadrów Davida Lyncha.

Wręcz niepostrzeżenie, przy zamkniętych jeszcze powiekach, przy ledwie odrywających się rzęsach wyobraźni wpada pod nie powoli tlący się zgiełk free jazzu i echo szamańskiego rytuału (Eidechsen Sie). Ten trans przerywa euforia i aplauz publiczności, po którym nadciąga świetny podmuch w postaci Stellar. Kapitalnie brzmią w tym fragmencie! Zapachniało melancholijną stylistyką płynącą szerokim strumieniem z norweskiej wytwórni Hubro. Z wieńczącego Taube Taube emanuje filmowa intymność, przestrzeń, oddech i niepisane fin du film.

Wsłuchując się w Live at Donau115 pamiętajcie, że dzieje się to tu i teraz, to gęsty splot interakcji na scenie – i co ważne – nie są to kompozycje wcześniej przećwiczone i skrupulatnie zaaranżowane. The Great Harry Hillman wyróżniają się na tle setek tysięcy post-jazzowych kwartetów właśnie tym, że potrafią sceniczną kreatywność przemienić w swoisty proces bezszwowego sklejania wielu drobiazgów, po czym zaszczepić je w wyobraźni słuchaczy. Nie czekajcie dłużej, zajmijcie wygodne pozycje i stwórzcie własny film z muzyką The Great Harry Hillman.

16 kwietnia 2020 | self-released

 

Strona The Great Harry Hillman »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze