Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu. W lutym słuchaliśmy na łamach NM singla Forever Only zapowiadającego pierwszy długogrający album szwajcarskiego zespołu Kush K, a cała płyta Lotophagi pojawiła się pod koniec kwietnia. Domyślam się, że tytuł ich krążka od razu poprowadził wasze skojarzenia w […]

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.



Kush K – Lotophagi

Zjadacze lotosu.

W lutym słuchaliśmy na łamach NM singla Forever Only zapowiadającego pierwszy długogrający album szwajcarskiego zespołu Kush K, a cała płyta Lotophagi pojawiła się pod koniec kwietnia. Domyślam się, że tytuł ich krążka od razu poprowadził wasze skojarzenia w stronę mitologii greckiej, ale zapewne też w rejony buddyzmu. Bo jak wiadomo termin lotophagi, czyli zjadacze lotosu, jest przypisywany mitycznej rasie, którą starożytni Grecy utożsamiali z mieszkańcami południowo–wschodniej Afryki. Pisał o nich nawet Herodot w swoich słynnych Dziejach.

Powstała także legenda o pięknej bogini, która utopiła się w błocie nazywanym lotosem. Młoda bogini przez tysiące lat walczyła o wolność i udało się jej wydostać, ale w momencie kiedy zamieniła się w kwiat lotosu. Ta postawa symbolizuje wytrwałość i dążenie do celu. W buddyzmie kwiat lotosu jest siedzibą albo tronem Buddy, a oznacza on boskie narodziny. Sam kwiat jest małym dziełem sztuki natury, gdzie w nocy jego płatki się zamykają a kwiat nurkuje pod wodę, by wraz ze wschodem słońca wypłynąć i raczyć pięknym zapachem.

Jak się mają te opowieści o lotosie do twórczości Kush K? Mnie najbardziej przekonuje efekt zapomnienia po spożyciu kwiatu lotosu (Odyseusz, coś o tym wie), w którym upatrywałbym swoistego narkotyku. Atmosfera zapomnienia lub oderwania się od tafli codzienności wypełnia nagrania Catii Lanfranchi (wokal, syntezatory, organy), Paula Amerellera (perkusja, wokal), Pascala Eugstera (bas, gitara, wokal) i Nicola Habeggera (gitara, bas, skrzydłówka, wokal).

Piosenki, jakie znalazły się na Lotophagi, to owoc nocnych i często improwizowanych sesji przy blasku lamp wzmacniaczy analogowych i delikatnie migoczących diod syntezatorów. Niektóre utwory zostały zarejestrowane tylko przy jednym, centralnie ustawionym mikrofonie przekazującym dźwięki wprost na taśmę. Chodziło o uchwycenia momentu, spontaniczność i przepływ energii.

Możesz myśleć o tej płycie jak o książce z fizyki kwantowej i duchowości, w której nagle widzisz, że ludzkie dążenia do władzy i sukcesu tracą wszelkie znaczenie. Jeśli chodzi narracje względem codzienności, to jest jak nowoczesna powieść z krótkimi historiami o przyjaciołach, kochankach i przypadkowych nieznajomych, którzy zajmują się swoimi sprawami w dość niespokojnym mieście – wyjaśnia Lanfranchi.

Analogowa atmosfera – dająca podmuch ciepła, lekkości i eteryczności – jest nieodłącznym stanem muzycznych uniesień Kush K. Wędrujemy do psychodelicznej krainy usytuowanej w latach 60. i 70. (Rest for the Wicked), a niekiedy bliższej lat 80. i 90. spod znaku choćby Cocteau Twins czy This Mortal Coil (Special, Her). Piękna ballada Young Gun z pewnością przyciągnie uwagę fanów Angel Olsen. Forever Only z kolei porwie do psychodelicznego tańca, by w znakomitym transowym Long Time No See oderwać się całkowicie i zanurzyć w intymnym skrawku nocy. Do tego fragmentu pasowałby jakiś melancholijny obraz rozkołysanej na wietrze dżungli. Gitarowy groove w MRK być może złapie za ucho miłośników Sonic Youth, zaś wieńczący całość Yasumi to ambientowo-dronowa otulina, niebędąca muzakiem, wręcz przeciwnie – bardzo zacnie zaaranżowana elektronika.

Mogłoby się wydać, że rozstrzał stylistyczny na Lotophagi doprowadzi muzyków do stworzenia ośmiu singli, nie tworzących spójnego przekazu. Okazało się, że jest silna więź pomiędzy wszystkimi utworami, które ułożyły się w bardzo dojrzałą i wciągającą opowieść. Wyjątkowa wrażliwość i barwa głosu Catii Lanfranchi rozkwitają w towarzystwie muzyki i na odwrót. Schowano także dużo ciekawych detali w różnych warstwach, więc zachęcam do uważnego słuchania. Kush K są wytrawnymi smakoszami własnej rzeczywistości i rzecz jasna lo(to)su!

24 kwietnia 2020 | BlauBlau Records ‎

 

Strona Kush K »Profil na Facebooku »Strona BlauBlau Records »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze