Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.



Lawrence English – Lassitude

Doskonała pustka.

Pora ogłosić maj miesiącem muzyki elektronicznej. Wysyp płyt z elektroniką, jaki ma miejsce w maju jest zaskakujący i w pełni absorbujący. Nie chodzi jedynie o liczbę nowych wydawnictw, ale o ich jakość, czy nawet znakomitość. Oto kolejny przykład i obiecuję, że nie ostatni. Tym razem bohaterem będzie sam Lawrence English, który postanowił uraczyć nas albumem składającym się jedynie z dwóch utworów, ale za to jakich. Album nosi tytuł „Lassitude” (znużenie, ospałość), który dobrze oddaje nastrój.

W pobliżu australijskiego domu Englisha w Brisbane znajduje się Stare Muzeum. Wewnątrz znajdują się organy zbudowane w XIX wieku przez producenta Williama Andersona. Na nich właśnie muzyk zagrał minimalistyczno – dronowe utwory tworząc jednocześnie przeżycie duchowe i przestrzenne. Zszedł w głąb dźwięku w sposób wysoce fascynujący, który wymagał od niego koncentracji. Jej też nie powinno zabraknąć słuchaczowi.

Utwór „Saccade” jest monumentalnym hołdem dla twórczości Éliane Radigue, francuskiej kompozytorki muzyki elektronicznej. Muzyka Australijczyka jest surowa i powolna. Jakiekolwiek zmiany następują stopniowo. Nie ma nagłych zwrotów akcji. Właściwie można odnieść wrażenie, że wszystko się kurczy, zwija. „Lassitude” czerpie z twórczości Philla Niblocka, amerykańskiego kompozytora. To kompozycja cięższa, o jeszcze wolniejszym stopniu oscylacji.

Często piszę, że muzyka potrafi się rozpłynąć, ale nie tu. Na „Lassitude” ona wsiąka, zanika, a na końcu zostaje wręcz urwana. Artysta okazuje się znakomitym manipulatorem, który nie chce, aby słuchacz poświęcał się jakiejkolwiek analizie, a zaczął ją odczuwać z oszałamiającą wyrazistością. W drugim utworze dochodzi jeszcze pogłębienie. Muzyk posiłkuje się przy tym absolutnym minimalizmem. Na albumie brakuje jakichkolwiek ozdobników. Powściągliwość twórcy przynosi efekt w postaci doniosłości. Lawrence English zrobił rzecz rzadką. Otóż pozbawił melodię, ton czy nawet akord zasadniczego sensu. W to miejsce zaproponował doskonałą pustkę.

Room40 | 2020
Bandcamp
FB
FB Room40

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze