Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.

Upsammy – Zoom
Paweł Gzyl:

Zbliżenie na kruche piękno.

Alois – Azul
Łukasz Komła:

Stąpać po niebieskim.

Sote – Moscels
Jarek Szczęsny:

Ku wizjonerskiemu futuryzmowi.

Moodymann – Taken Away
Jarek Szczęsny:

Pląsy w dusznym pomieszczeniu.



Roly Porter – Kistvaen

Wrota do innego świata.

Debiutancki album Roly Portera z 2011 roku wydaje się być jednym z najważniejszych wydawnictw z kręgu nowej elektroniki dla kończącej się dekady. Brytyjski producent, mając za sobą przeszłość w tworzącym bass music duecie Vex’d, wykorzystał zdobyte w nim doświadczenia z potężnymi brzmieniami, do stworzenia porywającej muzyki ilustracyjnej, łączące dronowe eksplozje z ambientowym wyciszeniem i neoklasycznym patosem. Nic więc dziwnego, że „Aftertime” stało się szybko wielce wpływową płytą, która zainicjowała cały nurt tego rodzaju muzyki.

Porter kontynuował dźwiękowe poszukiwania, zwracając się w stronę niekonwencjonalnych kooperacji. Pierwszym tego efektem była wspólna płyta artysty z grającą na elektrofonie Cynthią Millar – „Live At Aldeburgh” – a potem jego koncert z Sinfoniettą Cracovią podczas Unsound Festivalu. Tak naprawdę Brytyjczyka ciągnęło jednak w stronę bardziej ekstremalnej muzyki. Efektem tego okazały się jego dwa kolejne albumy, idealnie definiujące estetykę, którą krytycy ochrzcili mianem „power ambient”. „Life Cycle Of A Massive Star” i „Third Rule” wyczerpały na pewien czas kreatywność artysty, bo zamilkł on aż na pięć lat.

Inspiracja do stworzenia nowego materiału przyszła spoza muzyki. Porter zainteresował się pogańskimi grobowcami, które można znaleźć w regionie Dartmoor w południowo-zachodniej części Wielkiej Brytanii. Te granitowe kopce, oryginalnie nazywane „kistvaen”, okazały się dla niego na tyle ciekawe, że dokonał w ich rejonie terenowych nagrań. Stały się one punktem wyjścia do premierowych kompozycji, przy tworzeniu których artysta skorzystał z wokalnych talentów trójki ludowych śpiewaków: Mary Ann Roberts, Ellen Southern i Phila Owena. Muzykę tę najpierw usłyszeli bywalcy festiwalów Atonal w Berlinie i Unsound w Krakowie, a teraz trafia ona na płytę opublikowaną przez Subtext.

Początkowo wydaje się, że będziemy mieli do czynienia z nagraniami mocno nasyconymi elementem etno – bo otwierający zestaw „Assembly” łączy ambientowe smugi i tektoniczne efekty z ludowym śpiewem. „Burial” sprawia, że wrażenie to pryska. Porter szybko bowiem przechodzi do muzyki znanej ze swych poprzednich płyt, koncentrując się na rozedrganych dronach i orkiestrowych modulacjach. „An Open Door” rozpoczyna się jednak znów od eterycznej wokalizy, która pomysłowo zostaje wtopiona w noise’owe spazmy.

„Inflation Field” wiodą wijące się przestery, podszyte warczącym basem. Z czasem zamieniają się one jednak w symfoniczne fale, których rytm wyznacza głęboko zbasowany puls. W „Pasagae” muzyka nabiera jeszcze bardziej majestatycznego tonu. Ale i tu Porter rozbija narastający patos niespodziewanym wtargnięciem ziarnistego noise’u. Całość wieńczy najspokojniejszy utwór na płycie: płynący spokojnie ambientowym strumieniem onirycznych dźwięków „Kistvaen”.

Brytyjski producent dostrzegł w dawnych grobowcach wrota do innego świata. I rzeczywiście jest w tych nagraniach jakieś metafizyczne światło. Wyjątkowo wyraźnie „widać” je w tych utworach, w których prym wiedzie ludzki (przetworzony lub nie) głos. Dlatego trochę szkoda, że w większości nagrań element ten jest przytłoczony typowymi dla tego artysty morderczymi warkotami i zgrzytami. Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu z dwoma poprzednimi albumami, „Kistvaen” i tak jest spokojną płytą. To dobrze – bo nadmiar ekspresji w muzyce Portera stawał się już nieznośny.

Subtext 2020

www.subtextrecordings.net

www.facebook.com/subtextrecordings

www.rolyporter.com

www.facebook.com/pages/Roly-Porter

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze