Wpisz i kliknij enter

Slowthai – Tyron

Dwie twarze.

Odpuszczę sobie słynny test drugiej płyty, gdyż bardziej zajmuje mnie rzeczywistość rynku muzycznego. Gdyż oto zjawia się wykonawca zdeterminowany, gniewny i utalentowany. Błyszczy płytą debiutancką, a jego arogancja balansuje na granicy komiksu i wyrachowania. Niemniej ma w sobie sporo magnetyzmu podpartego talentem. No i dochodzi do wydania drugiej płyty, która nie tylko jest przypakowana nowoczesnością, co po prostu w końcowym rezultacie wypada w części rozczarowująco. Czy to efekt nadmiaru wyeksploatowania? Czy jednak niewystarczającego talentu? A może po prostu takie mamy czasy? Pewnie wszystkiego po trochu, ale „Tyron” nie ułatwia sprawy.

Tak się sprawy mają z nową płytą chwalonego przeze mnie przy debiucie Slowthaia. Jego płyta musiała również wpaść w ucho Damonowi Albarnowi, gdyż ten zaprosił go na płytę Gorillaz. Raper poczuł się na tyle pewnie, że nawet posunął się do niewłaściwego zachowania na gali NME, za co zresztą przeprosił i ujął w utworze „Enemy”. Tym razem nasz bohater, co sugeruje już tytuł, postanowił się skupić na sobie prezentując dwie twarze. Rozumiem, że takie są zasady gry, ale spodziewałem się po nim czegoś innego. Może pójścia pod prąd albo pewnego nagięcia tychże. Tyron Framptom (prawdziwe dane rapera) zaczyna mocno i dynamicznie niezłym „45 Smoke”. Dalej pojawia się Skepta i razem wykonują całkiem dobry, sterydowy „Cancelled”.

A$AP Rocky nie kradnie mu show w „Mazza”, ale sam utwór, bezczelnie przebojowy, jednak nie zachowuje się dłużej w pamięci. Bałagan w głowie muzyka prezentują utwory „Dead” i „Play with fire”. Oba bombastyczne, pokręcone, a nad nimi świszcze bat Slowthaia, który czuje się jak ryba w wodzie. Tylko robił to już lepiej w poprzedniej odsłonie. Druga część „Tyrona” jest bardziej refleksyjna, a przez to ciekawsza. Zaczyna się od „I tried”, gdzie sięga po amerykańskie wzorce, słodką melodię i przystępność. I to jest dobra zmiana. Natomiast „Focus” kieruje nas znowu w koleiny oczywistości. Podobnie jest z nietrafionym i oczywistym „Terms”. Sytuację ratuje Deb Never w balladzie „Push”.

Skaczący od banału po głębię, od głupiego wybryku aż po powagę „Nhs” jest takim Slowthaiem, jakiego lubię najbardziej. Trudnym do uchwycenia i odważnym w komentowaniu swoich napadów depresji. Najwięcej uwagi przykuje „Feel away”, gdzie gośćmi są James Blake i Mount Kimbie. Do romantycznego nastroju lepszych majstrów nie było, ale się opłaciło. Na koniec jeszcze mamy „Adhd” bardziej ponury, mocniejszy akcent. Nie będę roztrząsał czy artysta próbuje się rehabilitować czy zaciemniać swój wizerunek. To pozostawię słuchaczom. Dla mnie „Tyronowi” brakuje siły przebicia pierwszej płyty oraz jej żarliwości. Nie chodzi jedynie o polityczny wydźwięk, ale pójście do przodu i wyprowadzenie pomysłów na krawędź. Zamiast tego mamy w sumie bezpieczny, trochę niechlujny album.

Method | 2021
Bandcamp
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy