Wpisz i kliknij enter

Roman Flügel – Eating Darkness

Niemiecki weteran nadal w świetnej formie.

To był 1987 rok. Starszy brat kupił Romanowi na gwiazdkę  prezent. Okazała się nim kompilacja „Street Sounds”, wydana przez chicagowską wytwornię Trax. Młody chłopak był zaskoczony: dziwne nazwy nic mu nie mówiły. Kiedy jednak położył winylowy krążek na gramofonie, dobiegły go dźwięki, jakich nigdy wcześniej nie słyszał. Oczywiście znał wcześniej Kraftwerk czy Depeche Mode, ale muzyka, którą zawierała składanka, była czymś zupełnie nowym. Zaczął więc wertować muzyczne czasopisma i poszukiwać wszelkich informacji o fenomenie określanym mianem „house”.

Kilka lat później był już stałym bywalcem klubu The Omen we Frankfurcie, w którym Sven Väth serwował pierwsze miksy łączące techno i trance. Roman studiował muzykologię, ale coraz bardziej ciągnęło go w stronę dźwięków nie mającej wiele wspólnego z klasyką. Zaczął od didżejowania i w ciągu następnych kilku lat wyrobił sobie dobrą markę, pozwalającą mu z powodzeniem grać nie tylko w Niemczech, ale i w całej Europie. Znakiem rozpoznawczych jego setów był eklektyzm, bo pozwalał sobie łączyć nagrania z różnych gatunków, stawiając przede wszystkim na element zaskoczenia.

Nie inaczej stało się z jego własnymi produkcjami. Zaczynał w duecie z Jörnem Ellingiem Wuttke, tworząc legendarne już dziś projekty Acid Jesus, The Primitive Painter, Alter Ego i Sensorama. Różna to była muzyka: od subtelnego IDM-u do muskularnego techno-rocka. W pełni autorskie produkcje zaczął tworzyć dopiero na początku XXI wieku. I tutaj sięgał po różne gatunki, raz serwując minimalowy house jako Soylent Green, a kiedy indziej – eksperymentując z abstrakcyjnym techno jako 8 Miles High.

Tour De Force niemieckiego producenta okazała się albumowa trylogia dla hamburskiej wytwórni Dial, wydana na przestrzeni minionej dekady. Nagrania z „Fatty Folders”, „Happiness Is Happening” i „All The Right Noises” wydestylowały to, co najlepsze w jego twórczości: połączenie producenckiej maestrii z upodobaniem do głęboko emocjonalnych melodii. Jakby dla kontrastu Flügel zakończył ubiegłe dziesięciolecie dwoma krążkami z bardziej abstrakcyjną i minimalistyczną muzyką: „Themes I-XIII” i „Tracks On Delivery”. Pierwsza zawierała ambientowe miniatiury, a druga – minimalowe killery z lat 2000-2002.

Wiosną tego roku niemiecki producent otworzył nowy rozdział w swej twórczości. Wtedy na rynek trafiła jego nowa EP-ka zrealizowana dla prowadzonej przez Gerda Jansona wytwórni Running Back. Jest ona znana przede wszystkim w kręgu nowego disco – i takież też nagrania zawierała dwunastocalówka Flügela. To przede wszystkim dwie wersje utworu „D.I.S.C.O.”, w których frankfurcki artysta złożył hołd klasyce gatunku spod znaku Giorgio Morodera. Nie zabrakło na krążku i zwiewnego techno – a był nim przestrzenny utwór tytułowy. Całość wieńczył stylowy IDM – „Eating Darkness”.

Tytuł tego nagrania stał się tytułem ukazującego się teraz nowego albumu Flügela. To dziewięć nagrań, z których każde jest prawdziwym majstersztykiem. Zaczyna się od nastrojowego electro w „Magic Briefcase” i „Chemicals”, które łączą kruche breaki z melodyjnymi partiami klawiszy rodem z lat 80. Podobne brzmienia słychać w „Wow”, choć jest to raczej finezyjne disco o niespiesznym pulsie. „Jocks & Freaks” wnosi na płytę gorące tchnienie chicagowskiego acid house’u. Techno rozbrzmiewa z kolei w „Cluttered Homes” – choć i tu słychać Rolanda TB-303.

W „The Best Is Yet To Come” powraca electro, ale tym razem wystylizowane na bajkowy IDM. To wstęp do finałowego segmentu płyty, który utrzymany jest w całości w takim odrealnionym klimacie. „Eterenal” zabiera nas do krainy eleganckiego IDM-u, w którym jest miejsce zarówno na tęskne akordy piano, jak i komputerowe efekty. „Locked” przypomina klasykę downtempo z połowy lat 90., samplującą jazzowe perkusjonalia. Całość wieńczy soundtrackowy „Charles”, przywołując wspomnienie dziecięcych melodyjek w stylu Plone z płyty „For Begginer Piano”.

„Anima” i „Eating Darkness” tworzą razem fenomenalny wręcz zestaw. Roman Flügel pozostaje w szczytowej formie – i jego muzyka na obu tych krążkach ujmuje gracją i wdziękiem, bez względu na to, czy jest to taneczne „D.IS.C.O.” czy refleksyjny „Eternal”. Odcięcie od grania didżejskich setów z powodu pandemii paradoksalnie przysłużyło się niemieckiemu weteranowi. Jeszcze bardziej doszła do głosu głęboka emocjonalność, która od zawsze pozostawała ważnym elementem jego twórczości. Dzięki temu utwory z obu krążków zostały nasycone tęsknymi melodiami, które nadają im wyjątkowo intymny nastrój.

Running Back 2021

www.running-back.com

www.facebook.com/runningbackrecords

www.romanfluegel.de

www.facebook.com/romanfluegel







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
night
night
2 miesięcy temu

kapitalny album, chyba najlepszy w jego dyskografii

abstrakt
abstrakt
2 miesięcy temu

zawsze na topie. dzięki za wyczajkę 🙂 !!!!!

Polecamy