Wpisz i kliknij enter

KMRU – Logue

Równowaga między mikro i marko.

Szerzej dał się poznać światu poprzez swój zeszłoroczny album „Peel”. Raczył nas wówczas ambientem ciężkim i spokojnym jednocześnie. Po niespełna roku otrzymujemy kolejny długogrający krążek. Tytuł brzmi „Logue”. Artysta – KMRU (właściwie Joseph Kamaru) zabiera nas tym razem w przeciwnym kierunku. Z ambientu wkraczamy w świat rytmu. W świat bardziej różnorodny, złożony. Ciśnie mi się na usta określenie: dojrzalszy. Takie mam przeświadczenie właśnie, że ta płyta swoją okazałość zawdzięcza właśnie dojrzałości twórcy. I wyjątkowej zręczności w obrębie muzyki elektronicznej.

Dziewięć utworów zawiera krążek. Utwory nakładają się na siebie. Płynność zmian jest zauważalna po pierwszym przesłuchaniu. Drugą istotną kwestią jest to, że stanowią one nierozerwalną całość, co zawdzięczamy nie tylko mądremu rozplanowaniu ich, ale również spajającemu całość duchowi radości. Do tej pory wszystko brzmi spójnie, prawda? Piszę tu o dojrzałości, wspólnej duchowości i celowości. Tymczasem najciekawsze jest to, że „Logue” powstał wcześniej niż „Peel”. Mamy tu nagrania z lat 2017-2019. Więcej, nowa-stara płyta Kamaru podoba mi się bardziej niż poprzednia. I bądź tu człowieku mądry.

Sprawa jest o tyle ciekawsza, że utwory powstawały w różnym czasie i miejscu. Były wydawane osobno, a niniejsza płyta jest formą kompilacji. Niemniej cały materiał brzmi spójnie. W dodatku jest bardzo wciągający. Niesamowite doznania towarzyszą nam już przy otwarciu. „Argon” odkrywa swój potencjał powoli. Nerwowa rytmika wychodzi na plan pierwszy, ale tło robi wrażenie. „Jinja Encounters” ma w sobie uzdrawiające elementy nagrań terenowych zawierających naturę. Jest również łagodna melodia. Przyroda wraca do nas jeszcze w „A Meditation of Listening”, gdzie tytuł mówi wszystko o utworze.

Jednym z kluczowych momentów jest „OT”. Silny związek między instrumentami strunowymi a elektroniką daje głębokie rezultaty. Taneczną żywiołowość reprezentuje utwór „11”, a tytułowy kawałek jest uporczywie minimalistyczny. Blisko japońskiej elektroniki KMRU ląduje w „Bai Fields”, gdzie słychać specyficzne zdrewnienie dźwięku. Artysta łączy świat zachodni (ambient) z muzyką, która towarzyszyła mu w trakcie dorastania. Osiąga równowagę między mikro i makro. Choć upatrywałbym jeszcze w albumie hymnu na cześć różnorodności. Niezależnie od wszystkiego album wprawia w stan zamyślenia i jest po prostu rajski.

Injazero Records | 2021
Bandcamp
FB
FB Injazero







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy