Wpisz i kliknij enter

Ramón Oliveras feat. Łukasz Polowczyk – what remains when nothing is left

Ramón Oliveras i Łukasz Polowczyk opowiadają o podziemnej i fascynującej instalacji dźwiękowej. Pustka może być wypełniona oceanem doznań.  

4 lutego 2021 r., w głębi zimnego, betonowego korytarza bunkra znajdującego się pod Zurychem, został zamontowany głośnik, z którego o godzinie 14:06 popłynął dronowy utwór zatytułowany what remains when nothing is left. Wybrzmiał tylko raz! Nie było tam nikogo poza Ramónem Oliverasem, który mógł tego doświadczyć.

Lukasz Polowczyk
fot. instalacja what remains when nothing is left

Oliveras to szwajcarski kompozytor i perkusista. Lider post-jazzowego kwintetu IKARUS, opisywanego na łamach Nowej Muzyki. Pod tym szyldem wydał trzy cenione albumy. Współpracuje również z projektem JPTR i Dali Puma, komponuje także muzykę na potrzeby tańca współczesnego.

W nagraniu what remains when nothing is left słyszymy wyjątkowy głos Łukasza Polowczyka – wokalisty, kompozytora, poety, promotora, nauczyciela i artysty dźwiękowego, którego znamy chociażby ze znakomitego i ubiegłorocznego projektu aint about me. Tutaj przeczytacie moją rozmowę z Łukaszem przeprowadzoną po wydaniu aint about me.

What remains when nothing is left powstało w oparciu o krótki wiersz zaczerpnięty ze zbioru wierszy Polowczyka pt. Chroma Key (ukaże się wkrótce), który następnie został zrekonstruowany. Pierwotną wersję zarejestrowano jeszcze w 2018 roku w berlińskim Tolcha Studio. Pulsujący dron wyzierający z tej kompozycji stworzono na bazie mowy Łukasza, a dokładnie z pojedynczych fraz rozciągniętych w czasie efektem „zamrożenia”. – Wiersze w tym zbiorze są niezwykle minimalistyczne, czasami mają tylko kilka słów. Są jak polaroidy dokumentujące codzienne życie, ale robione tak jakby miały na celu usunięcie kontekstu, a biała ramka była integralną częścią kompozycjiwyjaśnia Polowczyk na łamach magazynu CLOT.

Proces odtwarzania wiersza odbył się trzykrotnie, jeden po drugim, zapisując go w formie wideo, by ukazać sekwencję poszczególnych słów rozłożoną w czasie. What remains when nothing is left to hołd dla tradycji zen, która jest bliska obu artystom. Nagranie ma podkreślić ideę kultywowania uważności i pogląd, że prawdziwy dostęp do rzeczywistości jest zapewniony poprzez aktywne obcowanie z nieustannie rozwijającą się teraźniejszością. W świetle obecnej sytuacji i jej destabilizującego wpływu na społeczne aspekty kultury w świecie rzeczywistym, utwór nabrał szerszego znaczenia. Pada też pytanie ze strony artystów: Jeśli życie jest tak kruche, to jak trwałe są więzi międzyludzkie?

W czasie pisania bardzo zainspirowała mnie praca Johna Cage’a i to, jak udało mu się przenieść modalność Zen do swojej pracy. Pomyślałem sobie, że jeśli jemu się to udało z kompozycjami muzycznymi, to może mnie się uda to zrobić z poezją. Nie jestem do końca tego pewien, ale przynajmniej taki był cel opowiada Łukasza dla magazynu CLOT.

W moim odczuciu what remains when nothing is left jawi się jako minimalistyczna kompozycja, łapiąca za „gardło” siłą przekazu, a przy tym poruszająca wiele wewnętrznych rezonatorów, wywołujących bardzo różne stany emocjonalne – od krańcowego poczucia pustki, po świdrujące umysł oszołomienie przemieszane z oczyszczeniem. Wypowiadane przez Łukasza słowa wybrzmiewają w poszczególnych kanałach w towarzystwie szorstkich dronów Oliverasa – niekiedy w prawym, innym razem słyszymy jego głos w lewym głośniku albo jednocześnie w obu. Jedyne co mogę dodać to, że zazdroszczę Ramónowi, iż mógł sam wysłuchać tej kompozycji w podziemnym korytarzu.   Lukasz Polowczyk

–  Wiersz, który Ramón wybrał do stworzenia kompozycji, czyli „what remains when nothing is left” jest formalnie blisko koanowi (jedna z metod praktyki buddyzmu zen – przyp. Ł.K.), jak tylko to było możliwe w tamtym czasie. Uwielbiam ten moment, kiedy dosłownie pozostajesz z niczym jako czytelnik i jesteś zmuszony do kontemplacji nad tym, czym jest to „nic”. Albo nie jest. Jestem zachwycony, jak Ramón zinterpretował  koncepcję „pustki”, dekonstruując wiersz; najpierw na poziomie składni, następnie oddzielając dźwięk od znaczenia, przez powolne odrywanie słów, aż do osiągnięcia „nicości” doprecyzowuje Łukasz na łamach CLOT.

Łukasz Polowczyk Polowczyk i Oliveras specjalnie dla Nowej Muzyki przygotowali rozmowę wokół projektu what remains when nothing is left.

ŁP: Wiesz, że to mój pierwszy utwór muzyczny, który nie został ukształtowany poprzez ideę przyjemności estetycznej? Nawet moje noise’owe produkcje, nad którymi pracuję, odzwierciedlają to co uważam za interesujące lub nie. Przygotowując tę kompozycję, położyłeś nacisk na proces, a utwór, który został zarejestrowany jest w pewnym sensie tylko efektem ubocznym…

RO: Tak. Kiedy zacząłem pracować nad tym utworem, miałem pomysł oparty na dźwięku drona generowanego efektem „zamrażania”, którego użyliśmy do nagrania. Najwięcej pracy włożyłem w znalezienie rozwiązań technicznych, takich jak np. opracowanie partytury w formie małej aplikacji oraz przygotowanie studia pod naszą sesję. Mam spore doświadczenie w nagrywaniu minimalistycznych utworów, w których czasami nie można odpuścić, ponieważ trzeba myśleć z wyprzedzeniem lub robić coś bardzo skomplikowanego. Więc proces nagrywania tego utworu bardzo mnie zaskoczył!

ŁP: Pamiętasz, jak czas się wykrzywił, kiedy to nagrywaliśmy? Za każdym razem, gdy kończyliśmy ujęcie, czułem się, jakbym został wypluty z jakiejś rozszerzającej się bańki czasoprzestrzennej i wracał z powrotem do liniowej rzeczywistości.

RO: Tak, to było jak medytacja. Stworzenie aranżacji służyło jako „obiekt skupienia”, aby wejść w ten odmienny stan, dla mnie był to twój głos, ponieważ musiałem reagować na to co mówisz.

ŁP: Bardzo mnie ciekawi, kiedy i jak zainteresowałeś się dronami i noise’em?

RO: Szczerze mówiąc, nie miałem wcześniej dużego doświadczenia związanego z muzyką dronową i noise’ową poza wszechświatem współczesnej klasyki. Słuchałem dużo Ligetiego i Alvina Luciera, obaj byli dla mnie wielką inspiracją w kontekście pracy nad what remains when nothing is left. Bardzo lubię też Meshuggah. Ale ogromny wpływ wywarł na mnie album Splendor & Misery clipping. Napisałem nawet pracę magisterską o tym afro-futurystycznym dziele sztuki i nadal jest to jedna z moich ulubionych płyt. Doznania w trakcie komponowania współczesnej, groove’owej muzyki jazzowej na potrzeby mojego zespołu Ikarus, były moją największą inspiracją przy tworzeniu what remains. Ale wiem, że ty masz o wiele dłużą historię z dronami / noise’em… Jak się zanurzyłeś w tym świecie?

ŁP: Moją bramą była płyta Kill’Em All Metalliki. Miałem jakieś 12 lat, kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy. Kumpel z osiedla puścił ich kasetę z małego monofonicznego boomboksa. Wydawało mi się to tak obce i szorstkie, ale wkręciło mnie od razu! A rzecz w tym, że odsłuchiwanie tych nagrań na tym gównianym boomboksie podkreślało właśnie fakturalną stronę muzyki i sprawiało, iż brzmiał to nie jak ciężki rockowy utwór, ale bardziej jak eksperymentalny krajobraz dźwiękowy. To doświadczenie otworzyło mi drogę do ekstremalnego metalu, punka i hardcore’a. Nie trzeba było długo czekać na moment, kiedy trafiłem na sesje Napalm Death’s Peel, a to było równie piękne.

RO: Tak, ciągle szukam nowych dźwięków. Ale w ostatnich latach bardziej interesuje mnie kontekst niż radykalizm. Lubię to, co jest nieoczekiwane. Popularny popowy utwór z popieprzoną strukturą i syntezatorową solówką jest dla mnie równie interesującym doświadczeniem, jak album hip-hopowy, który łączy wspólne tropy tego gatunku z awangardowym hałasem.

ŁP: Mam podobnie. Nie dyskryminuję, ale chcę usłyszeć coś, co mnie zaskoczy. Co też, nawiasem mówiąc, staje się coraz trudniejsze do osiągnięcia ze względu na ilość muzyki, którą konsumowałem w ciągu całego mojego życia. Inną rzeczą, która mnie dopada, jest emocjonalna szczerość. Nie obchodzi mnie już gatunek / konwencja czy sposób w jaki ta prawda została wyrażona, w momencie kiedy istnieje czytelny zapis czyjejś świadomości. 

RO: Bardzo się cieszę, że opracowaliśmy what remains when nothing is left jako instalację, która nie ma publiczności…

ŁP: Zgadzam się. Myślę, że to bardzo trafny komentarz odnośnie tego jak pandemia zaburzyła kulturę i stosunki społeczne. Uważam też, że ta forma dodaje jasności wierszowi, ponieważ podkreśla przemijający charakter rzeczywistości. Tak naprawdę nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, ale jak brzmiał what remains when nothing is left, kiedy tworzyłeś wideo?

RO: Nagranie miało oczywiście dużo więcej pogłosu, co dodawało głębi i więcej średnich częstotliwości. Ale wizualny element posępnych i wąskich betonowych ścian oraz bycie jedynym słuchaczem spektaklu wywarło na mnie ogromny wpływ. Większość swojej muzyki tworzę sam, a nawet jeśli nie to zawsze z myślą o publiczności, ale w tym przypadku nie liczę się jako członek widowni, ponieważ jestem kompozytorem. Tak więc bycie jedynym odbiorcą tego dzieła było czymś oczyszczającym i wyjątkowym, ponieważ rzadko się zdarza okazja, aby doświadczać własnej muzyki od strony widowni.

ŁP: Odkąd zaczęliśmy pracować razem, ja zacząłem również siedzieć nad moimi nagraniami terenowymi i moimi eksperymentami z noise’em, a to zbiegło się z moim powrotem do medytacji. Jestem bardzo wdzięczny, że w moim życiu istnieje taka pętla sprzężenia zwrotnego pomiędzy muzyką a medytacją. To jak podchodzę do tworzenia i słuchania jest wypadkową medytacji, która wpływa na moje codzienne medytowanie, a to z kolei wzmacnia związek z moją zmysłową rzeczywistością.

RO: To brzmi bardzo inspirująco. Nie mam takiej świadomej praktyki, która w tej chwili przenosi się na moją sztukę. Moja uważność jest bardziej zakorzeniona w małych rytuałach, które przeżywam przez cały dzień. Jak przygotowywanie zielonej herbaty, ćwiczenie trudnej polirytmii przez dłuższy czas lub wykonywanie masaży. Rozciąga się to nawet na wybór dziwacznej ekstrawaganckiej odzieży i założenia jej do sklepu na zakupy spożywcze.

ŁP: Najważniejsze jest to, że jesteś obecny i że masz sposoby na przebicie się przez hałas w swojej głowie, to, w jaki sposób to robisz, nie jest aż tak ważne.

Czy planujesz stworzyć więcej takich kompozycji w oparciu o proces? Wiem, że jesteś zaangażowany w wiele różnorodnych projektów…

RO – Wraz z pandemią wpadłem w to błędne koło. Ze względu na zastój i brak koncertów pracowałem dużo więcej niż normalnie. Wypuszczenie materiału wiąże się z jakąś reakcją publiczności, do której tak naprawdę nie doszło, więc pracowałem jeszcze więcej, itd. Dlatego w nadchodzących miesiącach chciałbym znaleźć więcej spokoju i chciałbym bardziej skoncentrować się na moich istniejących projektach, zwłaszcza na moich zespołach: Ikarus i Dali Puma. Wkrótce wydam płyty pod tymi szyldami. Poza tym pracuję z choreografem nad solowym utworem perkusyjnym do inscenizacji. To będzie głębokie zanurzenie w pracy opartej na procesach, uważności i transie. A jakie są twoje plany?

ŁP: Nie mogę się doczekać, kiedy opublikuję kolekcję mikro-poezji Chroma Key, z której wziąłeś ten wiersz. W końcu będę mógł pokazać, jak moja twórczość poetycka odnosi się do moich zdjęć czy kolaży – i jak te rzeczy wyglądają odnośnie tego jak brzmią moje eksperymenty z noise’em. Kiedy widzisz którąkolwiek z tych prac poza kontekstem, każdą z nich można interpretować na różne sposoby, ale kiedy widzisz to całościowo – widać, że funkcjonuje to jak swego rodzaju język.

RO: Naprawdę nie mogę się tego doczekać!

ŁP: Będziesz jedną z pierwszych osób, które to zobaczą, zresztą wiesz o tym!

 

Strona Ramóna Oliverasa: www.ramonoliveras.com

Łukasz Polowczyk / Aint About Me: www.aintaboutme.bandcamp.com







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy