Wpisz i kliknij enter

Henryk Debich – Zbliżenie

Drapieżna melodyjność.

Umarli ostatnio: Charlie Watts, Richard H. Kirk i Lee „Scratch” Perry, a więc powodów do smutku nie brakowało. Niektórzy twierdzą, że demokracja umiera. Inni z kolei do listy nieboszczyków dołożyli niedawno dziennikarstwo. Odkąd pamiętam krytyka muzyczna umiera regularnie co dwa lata. Z drugiej strony najgłośniejsze występy polskich muzyków w ostatnim czasie dotyczyły wyłudzeń w VAT i jazdy pod wpływem alkoholu. A jednak to właśnie branża muzyczna znana jest z możliwości zmartwychwstań. Oba wątki można zgrabnie połączyć w osobie zmarłego w 2001 roku polskiego dyrygenta Henryka Debicha.

Od zeszłego roku mamy do czynienia z prawdziwym festiwalem muzycznych uciech dotyczącym jego twórczości. Za sprawą czystej krwi pasjonatów docierają do nas zaginione perły polskiej muzyki. Nieustający w poszukiwaniach GAD Records wydał dwa albumy: „City” oraz „Horyzonty”. Do stawki wszedł również Astigmatic, który na początku tego roku wrzucił małą płytę „Monika / Zabawa w ciemności”, a teraz wydaje pełnometrażowe dzieło pod tytułem „Zbliżenie”, które jest zbiorem nagrań z lat 1974 – 1977 znalezionych w archiwum Radia Łódź.

Nieprzypadkowe to miejsce, gdyż największe dokonania Debicha łączą się nierozerwalnie z łódzką Orkiestrą Polskiego Radia i Telewizji. Nagrania na „Zbliżeniu” są wysoce rozrywkowe, porywające, soulowe i funkowe. Nad brzmieniem niniejszego wydawnictwa czuwał Marcin Cichy. Jest w tej muzyce również piorunująca moc i niewymuszona elegancja. Utwór „Puma” otwierający zestaw prezentuje możliwości orkiestry Debicha. Kompozycja Jacka Malinowskiego uwalnia ducha kolektywnej melodii, ale nie zapomina o indywidualnych popisach.

„Wampiry” z kolei wchodzą w rolę muzyki ilustracyjnej, której przydałby się film. „Wewnątrz i na zewnątrz” dopełnienia szuka w jazzie, a to za sprawą fletu, na którym gra Zbigniew Karwacki, a to za sprawą saksofonu w rękach Jacka Delonga. W ten sposób docieramy do „Marzanny”, w którą zatapiam się z dużą przyjemnością. Jakże umilają czas smyki, które przechodzą – za sprawą fletu – w taneczną strukturę. Słuchając „Zbliżenia” myślę głównie o bogactwie brzmieniowym, które się tu objawia. Nie ma monotonności, jest głębia, ale również błyskotliwość.

Wsłuchajcie się dobrze w „Sjestę”, aby przekonać się jak cała orkiestra sprawnie funkcjonuje, jaką pstrokatością mieni się jej muzyka i w końcu jaką swobodę osiąga. „Błyski i cienie” to już majstersztyk, ale najlepsze dostajemy na końcu. „Ostinato – Riff” jest małym, zaczepnym arcydziełem. Posługuje się drapieżną melodyjnością. Łagodność smyków pogrubia kapitalny bas. No jest to coś od czego nie sposób się oderwać. Jak i od całej płyty. Słucham tego z niekłamanym podziwem. Mam poczucie, że plan muzyczny został zaplanowany perfekcyjne, a jeszcze lepiej wykonany. Na pełnym groovie.

Astigmatic | 2021
Bandcamp
FB Astigmatic







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy