Wpisz i kliknij enter

Leo Pol – Be Mine

Nowoczesne retro.

Kiedy Leo-Pol Poirel był nastolatkiem, grał w paryskich zespołach punkowych. Ta pasja do energetycznych występów na żywo została mu do dzisiaj. Dlatego tworząc klubową elektronikę, sięga przede wszystkim po oldskulowe syntezatory. Efekty są godne podziwu, bo w swe gościnne progi zapraszają go tak znane kluby jak Panorama Bar w Berlinie, Printworks w Londynie, Robert Johnson we Frankfurcie czy Shelter w Amsterdamie. Nie wzięło się to znikąd: najpierw młody paryżanin szlifował swój program na własnym terenie – poczatkowo w nieistniejącym już Concrete, a potem w słynnym Rex Clubie.

Choć dla nas Leo Pol to mało znana postać, funkcjonuje na fonograficznym rynku już ponad pięć lat. Debiutował w 2015 roku od minimalowego tech-house’u, by potem przejść bardziej w stronę słonecznego deep house’u i nastrojowego electro. Choć nagrywał dla różnych tłoczni, najwięcej jego muzyki ma w swym katalogu wytwórnia IILE, którą założył w 2016 roku z kolegą ukrywającym się pod pseudonimem JB. Ma ona swój wyjątkowy pododdział – Uniile, którego nakładem francuski producent opublikował słynny już dziś utwór „You Got The Funk” (początkowo jako anonimowy artysta).

Singiel z tym nagraniem sprzedał się w ilości ponad 10 tysięcy egzemplarzy w 66 krajach. Nic dziwnego, że trafił do setów takich didżejów, jak Kerri Chandler czy Margaret Dygas, a Mr G uznał go za najlepszy utwór 2016 roku. Choć w międzyczasie Leo Pol doczekał się dwóch większych zestawów swych nagrań, na stworzenie debiutanckiego albumu z prawdziwego zdarzenia trzeba było jednak poczekać aż pięć lat. Warto było jednak zachować cierpliwość, bo powstał dojrzały materiał, w nagraniu którego wsparli paryżanina tacy koledzy po fachu, jak Pekko czy Bambounou.

Krążek otwiera „Tritonite” – zrelaksowane electro o spowolnionym pulsie i funkowym brzmieniu. „Track 1” przenosi nas już do Detroit, serwując nocną podróż przez miasto w takt połamanych rytmów i nastrojowej elektroniki. Podobnie rzecz się ma z „Another One For Me”, który wypada niczym cudem odnalezione nagranie Drexcyi. „Brazil” to idealny podkład do breakdance’u, łączący sprężyste bity z pastelowymi akordami. Bardziej nastrojowy charakter ma „A Picture Of Cairo”, w którym odżywa brytyjskie techno w stylu B12 i Stasis z początku lat 90.

Taneczna energia powraca wraz z „The Original Jamming” – bo to zmysłowy electro-funk o bujającym rytmie i melodyjnym brzmieniu. A potem niespodzianka: dwie taneczne petardy, przywołujące złote czasy angielskiego rave’u. W „Be Mine” dostajemy szeleszczący drum’n’bass, a w „Misty Rain” – ekspresyjny breakbeat. Oba nagrania ozdobione są kobiecymi wokalami, wyśpiewującymi soulowe nuty, wpisane w klubowy kontekst. Płytę wieńczy niezwykły utwór: trwający trzynaście minut „Drake”, łączący w zaskakujący sposób hip-hopowy rytm z nowofalowym basem i „czarną” wokalizą.

Już z powyższego opisu widać, że „Be Mine” to zróżnicowany zestaw. Mimo tego muzyka z debiutanckiego albumu Leo Pola brzmi dosyć jednorodnie. Tworzą ją bowiem dźwięki wspomnianych na wstępie oldskulowych syntezatorów analogowych i automatów perkusyjnych. Dzięki nim dziewięć nagrań z zestawu ma wdzięczny sznyt retro. Utwory te z powodzeniem mogłaby powstać w latach 80. i szturmować pierwsze kluby z nową taneczną elektroniką w Chicago, Detroit i Nowym Jorku. To ponadczasowe brzmienie – dlatego „Be Mine” robi świetnie wrażenie również dzisiaj.

IILE 2021

www.iilerecords.com

www.facebook.com/leopolofficial







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy