Wpisz i kliknij enter

Zguba – Znój

Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

Milknę przy dławiącym wzruszeniu, gdy w pobliżu rozbrzmiewa utwór „Łaska” nagrany przez Zgubę i ustawiony na początku jego najnowszej płyty „Znój”. Jako dziecko polskiego systemu edukacji moje myśli mkną ku średniowiecznej pozycji człowieka na Ziemi. Pod wpływem ciężkości tego utworu dokonuje się autogenne zginanie karku przed światłą istotą o ogromnym rozmiarze. Moje zdania zmierzają w stronę baroku i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż tam również swym niepohamowanym przepychem spycha nas artysta.

„Znój” zamyka trylogię zapoczątkowaną przez „Potwarz” i „Pomór”. Wydaje się być najbardziej uduchowioną częścią. To płyta wyjątkowa, jak wyjątkowa jest cała twórczość Zguby. Z tego, co rzekł mi sam artysta, a co powtarza jego wydawca, „Znój” ma być ostatnim jego dziełem. A więc, trzymając się dominującej estetyki, mówimy tu o pogrzebie. Stan radości czy euforii nigdy nie był bliski muzykowi. On pryncypialnie trzyma się buchających chórów, gotyckiej aury i muzyki organowej. Mógłbym nawet rzec, że jest to wręcz szalejąca powaga. I „Znój” jest właśnie taki, a co za tym idzie trudno podejrzewać, aby nagle trafił pod strzechy.

Pomimo takich tytułów jak „Gehenna” czy „Czeluść” płyta ma w sobie dość optymizmu. Zgodnie z intencją ma posłużyć do wewnętrznego oczyszczenia. Jednak droga ku temu wiedzie chwilami przez teren zasadniczo nieprzyjazny człowiekowi. Choćby pełną otchłani „Moją krew”. Na naszej drodze musi stanąć również żałoba silnie obecna w utworze „Niezgoda”. Przywołana przeze mnie „Gehenna” to z kolei utwór wykradziony z nieboskłonu.

Niektórym ten album może podsunąć wyjątkowo śmiałą myśl: może najgorsze już minęło. Nabożny charakter „Chłodni” albo pełen mistycyzmu „Obrzęk” przychodzą z pomocą, gdy ktoś szuka ukojenia. Tylko ten koniec w postaci „(I znów…)” spokoju nie daje. Ewidentnie wojenna atmosfera, dziś podbita grozą rzeczywistą, szybko odziera z nadziei. Daje asumpt do odświeżenia sobie maksymy: Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

Nie umiem nabrać dystansu do tego albumu. Mówiąc wprost działa on na moje niezałatane dziury emocjonalne dając ogromne wzmocnienie. Wiem, że tym uzewnętrznianiem ryzykuję nadzianie się na pospolitą szyderę. Jednak mam silne przeświadczenie, że puszczony publicznie „Znój” spowodowałby całkowite wstrzymanie ruchu kołowego. Koniec projektu Zguby przyjmuję z poczuciem straty. Idąc ścieżką wyznaczoną przez artystę napiszę jeszcze, że dobre rzeczy rozpływają się w nicość, a złe świecą jaskrawo w nieskończoność.

Loża | 2022
Bancamp
FB
FB Loża







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy