Wpisz i kliknij enter

Uniri oraz Mirt

Pożytek z powtórnych przesłuchań.

Przy takim natłoku premier płytowych, oddawaniu się obowiązkom dobrego rodzica i próbie sensownego prowadzenia życia zawodowego pośpiech bywa czasem złym doradcą podczas przesłuchiwania w locie kolejnych płyt. Pewnie nie powinienem się do tego przyznawać, ale mam na koncie kilka zbyt szybko odrzuconych płyt, do których wracałem z podkulonym ogonem na skutek rekomendacji przeczytanych w różnych źródłach. Poza nauką pokory płynie z tego wniosek, że można do płyty wrócić i przesłuchać ją w dogodniejszym momencie. Oba poniższe przypadki są przykładami autorefleksji niżej podpisanego.

Album zespołu Uniri odrzuciłem z powodu, że nie jest arcydziełem. Myślałem, że jak coś z okolic jazzowych nie urywa głowy, to nie warto jej taką muzyką karmić. Zadziałało zaufanie do wydawcy Astigmatic Records i tak raz po raz wracałem do „Infinite Reflections” doceniając coraz bardziej relaks jaki ze sobą niesie. Składem dowodzi Chiminyo (znany z Cykady), który do prywatnego studia zaprosił Amane Tsuganami, Al Macsweena i Luke’a Wyntera celem swobodnego grania. Ta swoboda udziela się również słuchaczowi. Album zapełniają ciepłe syntezatory, które dodają zarówno uroku jak i delikatnej psychodelii. Tak jest praktycznie w każdym utworze, a ja dla przykładu wyciągnę pierwszy z brzegu „Outer Sea”.

Grający reprezentują londyńską scenę, a więc muszą się pojawić ślady hip hopu, które odnaleźć można choćby w „Cetus”. Choć ja wolę kiedy przywdziewają skafandry kosmiczne i zabierają nas na orbitę, co czynią w ujmującym lekkością „Oneiric Voyage”. Przy tak dużej różnorodności stylistycznej nie brakuje także wędrówek w stronę rytmiczną („Earth-Driver”) czy elektroniczną („Astra`s Charge”). Zasadniczo jest to album wielce przyjemny, naprawdę elektyczny i bardzo odprężający. I właśnie o ten relaks chodzi, tak silnie podkreślony na sam koniec albumu utworem „Asteroidea”.

Normalnie do nowych wydawnictw Mirta podchodzę z nabożnym nastawieniem, ale w ostatnich dniach nie mogłem się zgrać z jego najnowszym krążkiem „Wanderlust”. Za dużo na głowie, za szybko, zbytnio się nie przykładałem do słuchania – tym tłumaczę swoje nieprzygotowanie. Warto wiedzieć, że Mirt należy do artystów wymagających od osób słuchających cierpliwości i skupienia. Pozbawieni możliwości zastosowania obu nie zbliżajcie się do jego płyt, a tych, którzy uzbrojeni w nie zasiądą do słuchania czeka nagroda. Bo właśnie dla tych najwytrwalszych Mirt przygotowuje swoje wykwintne dania.

„Wanderlust” jest czymś na pograniczu nagrań terenowych i elektronicznego pejzażu muzycznego. Fascynujące jak w tym mikroświecie Mirt zaciera granica między rzeczywistością z otoczenia, a syntetyczną tkanką. Największe wrażenie robią tu często mikro-dźwięki, jakieś niekompletne fragmenty melodii, krzykliwe piknięcia czy niespodziewane dzwonki (druga minuta drugiego utworu). Tomasz Mirt ubogaca swoją narracyjną muzykę gęsto. Prowadzi całość pewną ręką do tego stopnia, że oba utwory trwają równo po dwadzieścia minut. Jest perfekcjonistą. Mnie, jak już siadłem na spokojnie z uregulowanym oddechem, ponownie zachwycił. Zabrał w abstrakcyjną podróż, której nikt inny by nie wymyślił. Oszołamia mnie jego wyobraźnia, a jeszcze bardziej fakt, że potrafi ją przetworzyć na muzykę.

Uniri – Infinite Reflections | Astigmatic 2024
Mirt – Wanderlust | Wyd. własne 2024


Bandcamp 1: https://uniri.bandcamp.com/album/infinite-reflections
Bandcamp 2: https://mirt.bandcamp.com/album/wanderlust-2
FB Uniri: https://www.facebook.com/profile.php?id=61555970914640
FB Mirt: https://www.facebook.com/mirtusernameisntavailable
FB Astigmatic: https://www.facebook.com/astigmaticrecords


 







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Sławek
Sławek
12 dni temu

Odnośnie Uniri – Infinite Reflections i pierwszego kawałka „Soar”, to wiele dźwięków jest łudząco podobnych do kawałka Youssef Dayes – Tioga Pass z albumu Black Classical Music. Celowo nie użyłem słowa skopiowanie lub mniej elegancko, ale proszę porównać. Dzięki z góry za zwrotne opinie.

Sławek
Sławek
8 dni temu

Przy okazji dziękuję za Twój wkład w NM. Dużo zaczerpnąłem.

pablo
pablo
20 dni temu

No więc całkiem przypadkiem tutaj się znalazłem ale potwierdzam to co kolega pisze (choć ja tylko prywatnie odsłuchuję płyty sobie) – także mi się zdarza wrócić do płyty, która na pierwszym odsłuchu coś nie koniecznie się zgrywała. Z przyjemnością później się taką muzykę odkrywa… Zdarza mi się również definitywnie odrzucić płytę, która na początku ochy i achy wzbudzała więc doceniam w tych sytuacjach potrzebę zaistnienia odpowiedniej koincydencji, że tak się mądrze wyrażę 🙂 Pozdrawiam serdecznie bo ja nie tylko słuchać ale i czytać o muzyce strasznie lubię a widzę, że tu dobrze się pisze!

Polecamy