Wpisz i kliknij enter

Cosmo Sheldrake – Eye To The Ear

Wszystkie sygnały świata.

Wszechobecne w sztuce dźwiękowej, zwłaszcza w szerokim aspekcie muzyki elektronicznej są elementy studiowania natury na bardzo różnoraki sposób. Artysta, o którym dzisiaj mowa na łamach kilku projektów z wyjątkową dokładnością poddał się analizie konkretnych zwierząt. W taki sposób powstawały albumy z wykorzystaniem odgłosów wielorybów, sów czy pelikanów, a każdy z nich w unikatowy sposób zabierał nas w świat refleksji pomieszanych z rozmarzeniem. Teraz niejako kulminacyjny, złożony z 21 utworów projekt Cosmo Sheldrake prezentuje zabawę z wykorzystaniem bardzo różnorodnych dźwiękowych sfer, od ludzkiego ciała, przez odgłosy przyrody, aż po nierzadko szalenie odklejone elektroniczne pejzaże.

Abstrakcyjne IDM’owe kolarze często wspomagane harmoniami wokalnymi, mimo niełatwej budowy ocierają się o bardzo kojące doznania. Elektroakustyczna, mocno oparta o jazz stylistyka cechuje się tu wyjątkowo głęboką przestrzenią. Bardzo wyraźnie bazujące na soulowych patentach partie wokalne to obraz bogatej wyobraźni kompozytorskiej artysty. I w takim kierunku wraz z rozwojem albumu twórca coraz śmielej zmierza z mocniej rozbudowanymi aranżami.

Pomysłowe wykorzystanie głosu przywodzi na myśl choćby dokonania Jacoba Colliera. Tu jednak cała forma zdaje się być zdecydowanie mocniej wyzbyta zbędnych bodźców, a czysto wokalne utwory, jak choćby kooperacja z kolektywem HOWL, wskazują na niebanalny warsztat. Cały krążek ma w sobie znamiona chęci odkrywania, zabawy formą w bardzo dojrzały sposób. W płynnych przejściach utworów nie gubi ani na chwilę wspólnego mianownika, stawiając na spójność. Eksploracja muzyki fantastycznie sprawdzającej się przy obcowaniu z przyrodą przeplata się z melodyjnymi, sypialnianymi klimatami, a także orkiestrowymi wstawkami. Uczucie jak gdyby zaprosić big band do przyrodniczej ścieżki dźwiękowej.

Nieistotne czy wśród utworów znajdą się krótsze formy instrumentalne, czy bardziej piosenkowe akcenty w pełnym tego słowa znaczeniu, album zdecydowanie wyróżnia kreatywne podejście do tworzenia. Wszystko ozdobione jest dodatkowo subtelnymi wstawkami jak choćby odgłosy dzikich ptaków, znakomite aranżacje żywych instrumentów i elektroniczna podstawa każdego z tracków. Orkiestrowe „Run” sąsiaduje z wyciszonym, bardzo ciekawym rytmicznie „I To The Maybe Go” uzupełnionym o żeński wokal Bunty. Abstrakcyjne kreacje podaje zaś „But Once A Child” łączące kwasowy ambient z całą gamą zwierzęcych sygnałów. Ile kompozycji, tyle ciekawych pomysłów na rozwijanie tej zamkniętej na jednym krążku podróży.

Jazzowy feeling, przymglone akcenty i staranny nacisk na rejestracje każdego jednego odgłosu to poparcie oryginalności twórcy nieziemsko dopracowanym warsztatem, który samodzielnie trzymał pieczę nad  mixem, produkcją i komponowaniem. Album zdecydowanie wywołujący głównie pozytywne doznania, warty odwiedzenia nie tylko jednorazowo.

 

Profil na BandCamp »
Profil na Facebooku »

 

Tardigrade Records 2024







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Andrzej Fleczer
Andrzej Fleczer
1 miesiąc temu

Kolaboracja to zdradziecka współpraca (np. z okupantem), a nie kooperacja. Wracaj pan do podstawówki, panie Pajdak.

Polecamy