Efektowny hołd dla post-punka.
„Jak będziesz tańczył w dyskotece/ Kiedy śmierć będzie disc-jockeyem?” – pytał Robert Brylewski w piosence „Danse Macabre” zespołu Kryzys, umieszczonej na jego pamiętnej płycie, wydanej we Francji za Żelazną Kurtyną w 1981 roku. Ten punk-funkowy numer w stylu The Pop Group był oczywiście zainspirowany słynnym nagraniem Public Image Ltd zatytułowanym „Death Disco”. Kiedy singiel ten ukazał się w 1979 roku wszyscy byli w szoku: połączenie zgrzytliwych gitar i zawodzenia Johna Lydona przy mikrofonie z dyskotekowym podkładem tanecznym zaskakiwało swą odwagą i nowatorstwem. Nic więc dziwnego, że utwór ten stał się fundamentem post-punka. Dziś jego tytuł powraca jako nazwa brytyjskiego duetu, tworzonego przez artystów z zupełnie odmiennych muzycznie regionów.
Pomysłodawcą powstania Death Disco jest Samuel Kerridge – ceniony twórca industrialnego techno i eksperymentalnej elektroniki. Jego kariera zaczęła się w 2013 roku za sprawą debiutanckiego albumu „A Fallen Empire”, który był jednym z najważniejszych wydawnictw dających zaczyn do tworzenia post-punkowej wersji nowoczesnego techno. Od tamtej pory angielski producent zrealizował pięć kolejnych płyt dla tak cenionych wytwórni, jak Downwards czy Blueprint, dając wyraz swej chuligańskiej ekspresji w postaci brutalnej i mrocznej muzyki. Jego towarzyszem w Death Disco jest gitarzysta Maxim Barron z indie-rockowej formacji Toy. Efektem współpracy obu tych muzyków jest płyta „Death Notes”, wydana obecnie na CD przez wiedeńską Klanggalerie.
Dziesięć znajdujących się na krążku nagrań to potężny cios prosto między oczy. Zaczyna się od rozedrganego post-punka w „Goat Reverse”, łączącego przesterowaną gitarę z fabrycznymi odgłosami i grobową partią basu. „Self Discipline” nawiązuje tytułem do Throbbing Gristle – i faktycznie otrzymujemy tu industrial wpisany w formę eksperymentalnej piosenki. Bardziej gotycki ton ma „Breathe Light”, zespalając skrajnie zbasowane akordy z wycofaną wokalizą Kerridge’a i świdrującą smugą noise’u. „Spiral” jest oparty na miarowymi rytmie, który wnosi przetworzone wrzaski i dronowy pasaż gitary rodem z Killing Joke.
W „Death Disco March” muzyka nabiera zgodnie z tytułem tanecznego charakteru, lokując się w formule czegoś, co można by nazwać proto-EBM. Dalej tym tropem idzie „Valves Of Sensation”, w którym duet serwuje nam mechaniczne electro o metalicznym pulsie i wokalizie w stylu Alana Vegi z Suicide. „Ingest” to czytelny hołd dla DAF: zamaszysty killer wiedziony brzęczącymi klawiszami i ozdobiony rytmicznym skandowaniem spod znaku Gabiego Delgado. Finałowy „Kick” eksploduje wyjątkowo mocną energią, łącząc szybki bit i industrialne deformacje z psychodelicznym solo na przetworzonej gitarze.
Samuel Kerridge dał się już poznać jako wielbiciel ekstremalnego metalu w projekcie UF. Tym razem z pomocą Maxima Barrona oddaje hołd post-punkowym brzmieniom z pierwszej połowy lat 80. I trzeba przyznać, że w Death Disco wypada bardziej stylowo i przekonująco. Nie brak w tych nagraniach erudycyjnych nawiązań do klasyków gatunku sprzed ponad czterdziestu lat, ale też własnego wkładu obu artystów, nadającemu im współczesne brzmienie. Efektem jest prawdziwa petarda: brudna, hałaśliwa, mroczna i agresywna elektronika, pokazująca, że rebeliancka muzyka sprzed czterech dekad jest nadal żywa.
Klanggalerie 2026


Skomentuj