Wpisz i kliknij enter

Roman Poncet – The Raging Swells Crushing The Cliff Of My Love

Pożegnanie z gorącym latem.

Jest jedną z najważniejszych postaci francuskiej muzyki klubowej. Znamy go przede wszystkim z projektu Traumer, który od początku minionej dekady dorobił się sążnistej dyskografii, na której znalazło się całe mnóstwo tanecznych killerów w formule minimalowego tech-house’u. Ale to nie wyczerpuje jego kreatywności. Pod pseudonimami Brako i Jinjer serwuje breakbeat i house, jako Amina Laje nagrał w zeszłym roku trip-hopowy album, a własnym imieniem i nazwiskiem firmuje mocne techno, które publikuje mu sam Len Faki nakładem swej wytwórni Figure.

Tak było przynajmniej do tej pory. Bo oto teraz ukazuje się płyta „The Raging Swells Crushing The Cliff Of My Love”, która przynosi zdecydowanie inną muzykę. To ponoć najbardziej osobisty materiał Romana Ponceta w jego karierze, powstał bowiem w czasie, kiedy bardzo tęsknił za swą ukochaną. Efektem tego uczucia jest wydawnictwo, które umieścił w swym katalogu butikowy pododdział hamburskiej wytwórni Smallville, działający  pod malowniczą nazwą Fuck Reality. Choć osiem nagrań z krążka ma intymna genezę, to oddaje najpełniej to, jakim francuski weteran jest didżejem.

Mamy tu bowiem przede wszystkim korzenny deep house o detroitowym rodowodzie. Takie nagrania, jak „Ma Douce Tempere” czy „Suffering Cliffs” mogłyby z powodzeniem znaleźć się na płytach Moodymana czy Theo Parrisha. Ich rytmiczny szkielet tworzą podszyte szeleszczącymi hi-hatami niespieszne bity, które oplatają masywne basy, a wszystko to zanurzone jest w ciepłej i organicznej elektronice. Znakiem firmowym Ponceta są zgrabnie pocięte i splecione loopy wokalne i instrumentalne. Mamy je i tutaj – choćby zmysłowe szepty w „Forever Yours” czy jazzową gitarę w „MDR”.

Drugą odsłonę „The Raging Swells Crushing The Cliff Of My Love” stanowią wycieczki w stronę miarowo pulsującego dub-house’u rodem z klasycznych krążków Maurizio. Taką muzykę przynoszą na krążku utwory „SAID” i „Distant De Touchs”, gdzie dostajemy twardsze bity, wsparte pogłębionymi basami,  uzupełnione rwanymi akordami i metalicznymi korozjami. Mimo to jest tu też miejsce na nieoczywistą melodię – tak, jak w „Furious Stanza”, gdzie rozbrzmiewają wycięte skądś dźwięki onirycznego Rhodesa.

Roman Poncet potrafi tak żonglować elementami typowymi dla deep house’u i dub-house’u, że nie ma wątpliwości kto jest autorem słuchanej muzyki. Choć zapewne nagrania te powstały na ulubionym przez francuskiego producenta Abletonie, słychać tu też dźwięki analogowych syntezatorów. Pojawiają się także winylowe trzaski w „MDR” czy szum magnetofonowej taśmy w „SAID”. Wszystko to splata się w zmysłową muzykę do tańca, uwodzącą swym nieco rozmarzonym i sennym klimatem. Tak brzmi gorące lato – bez względu na to czy mamy u boku ukochaną osobę czy też tęsknimy za nią, jak było to w przypadku autora tego wydawnictwa.

Fuck Reality 2026

www.facebook.com/romanponcet







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy