Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Smallville

Smallpeople – Afterglow

Deephouse’owi spece znów w studiu.

Czytaj dalej »

Moomin – A Minor Thought

Powrót specjalisty od tworzenia rozmarzonego nastroju.

Czytaj dalej »

Smallville Ways – Ten Years

Porywająca celebracja muzyki z jednej z najważniejszych firm z kręgu wyrafinowanego house’u.

Czytaj dalej »

Julius Steinhoff – Flocking Behaviour

Piękna i stylowa muzyka o ponadczasowym charakterze.

Czytaj dalej »

STL – At Disconnected Moments

Niemiecki producent stawia całkowicie świadomie na skrajny wręcz minimalizm – ale w tej muzyce można się rozsmakować.

Czytaj dalej »

Christopher Rau – Two

Wydany dwa lata temu debiutancki album niemieckiego producenta był jednym z najciekawszych osiągnięć współczesnego house`u. Pochodzący z Hamburga twórca pracował na ten sukces jednak przez całą wcześniejszą dekadę. Dopiero jednak triumf „Asper Clouds” sprawił, że o jego nagrania upomniały się tak renomowane wytwórnie, jak Pampa, Hypercolour czy Mule Musiq. Kiedy przyszło jednak do opublikowania drugiego albumu, Christopher Rau pozostał wierny swym kolegom z Hamburga – Smallville.

Już otwierający całość „Apple Snapple Tracking” oznajmia wyraźne zmiany w brzmieniu muzyki niemieckiego artysty – tym razem podstawę rytmiczną tworzą jednoznaczne breaki, a jazzowe sample zapętlone w melodyjny loop zostają podbite dubowymi efektami. Czyżby młody producent nasłuchał się nowinek z Londynu? Ewidentnie – „Swag Lude” to właściwie UK garage, choć wymodelowany pod względem brzmienia na house`ową modłę. I tutaj w roli głównej są zapożyczone dźwięki – rozbrzmiewający na dalekowschodnią nutę fragment zaszumionego nagrania o orkiestrowym sznycie.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2068865-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2068865-02″ allowscriptaccess=”always”]

„Unlimited Dancemoves” przynosi jednak kolejny zwrot akcji. Tym razem Rau zabiera nas do Chicago – stawiając na surowe bity wsparte nieznacznie plemiennymi ozdobnikami. Oldskulowy podkład rytmiczny uzupełnia zgrabnie pasujący do niego loop, utkany z dźwięków wyciętej skądś gitary. W połowie płyty otrzymujemy mechaniczne electro – „High” wypełnione matowymi pasażami falujących syntezatorów, niosącymi męski głos o wokoderowej barwie, przypomina klasyczne dokonania Juana Atkinsa pod szyldem Model 500. I słusznie – bo na finał albumu przenosimy się na dobre do Motor City.

„Weird Alps” jest jednym z najmocniejszych punktów zestawu. Właściwie to detroitowe techno o lekkim pulsie, w którym rwane akordy klawiszy zalewają oniryczne fale ziarnistego dźwięku. „Girl” i „Sound Shake” przywołują ducha najlepszych dokonań Theo Parrisha – w obu utworach Rau sięga bowiem po klaskany deep house, nasycając go mieniącymi się pastelowymi tonami partiami organicznych syntezatorów. A na koniec wreszcie wspomnienie klimatu z „Asper Clouds” – wysmakowany house o minimalistycznym brzmieniu, w którym zaskakująco ciekawie zestawione zostają drgające akordy preparowanego piano z industrialnymi efektami o wygładzonym ostrzu.

„Two” ma zdecydowanie bardziej urozmaicony charakter – dzieje się tutaj więcej, rytmy są zdecydowanie zróżnicowane, zmienia się też nastrój i melodyka. Może niektórym trudniej będzie się przekonać do takiej muzyki w wykonaniu hamburskiego producenta. Warto jednak włożyć w to nieco wysiłku – a okaże się, że jest ona tak intrygująco wielobarwna, jak firmująca ją okładka.

Smallville 2012

www.smallville-records.com

www.facebook.com/pages/SMALLVILLE-RECORDS

www.facebook.com/pages/Christopher-Rau

Smallpeople – Salty Days

Co miesiąc liczymy kolejne udane płyty – a tu nagle ukazuje się nowy krążek firmowany przez hamburski Smallvile i od razu mamy pewnego kandydata do miana albumu roku w kategorii muzyki house.

Tym razem to wyjątkowy materiał – bo firmuje go duet założony przez właścicieli coraz popularniejszej wytwórni. Pod szyldem Smallpeople ukrywają się bowiem dwaj młodzi producenci – Julius Steinhoff i Just von Ahlefeld. Spod ich rąk wyszły jak na razie cztery winylowe dwunastocalówki – ale od razu ozdobiły one katalogi takich cenionych wytwórni, jak Laid, Underground Quality, no i oczywiście Smallville.

Nic więc dziwnego, że kiedy ogłoszono, że Steinhoff i von Ahlefeld przygotowują debiutancki album – spodziewano się czegoś wyjątkowego. I nie ma rozczarowania – „Salty Days” to rewelacyjna porcja różnych odmian muzyki house, zarówno śmiało odwołująca się do klasyki gatunku, jak i odważnie celebrująca jego teraźniejszość.

Zaczyna się od masywnego deep house`u w stylowej odsłonie – „When Its There” i „Move With Your Vision” pulsują głębokimi bitami i wypasionymi basami, na które nakładają się organiczne dźwięki Hammonda w pierwszym z nagrań i wysamplowany monolog jakiegoś murzyńskiego nawijacza w drugim. Wszystko to osadzone zostaje na pastelowym tle, tworzącym lekko rozmarzony nastrój całości.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1982152-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1982152-02″ allowscriptaccess=”always”]

Potem niemieccy producenci uderzają w mocniejsze tony. „Down Over Me” to fenomenalnie rozegrana wycieczka do Chicago. Tym razem w warstwie rytmicznej dominują twarde uderzenia automatu perkusyjnego, a pomiędzy nimi przeplatają się stonowane akordy o acidowym brzmieniu. Wątek ten kontynuuje umieszczony nieco dalej na płycie „Beauclair”. Tym razem bity są nieco podłamane – a resztę aranżacji tworzą kolejne nakładki syntezatorowych pasaży podbite miarowo wibrującym pochodem matowego basu.

Podobnie oldskulowe brzmienia znajdujemy w dwóch innych kompozycjach. „Black Ice” i „Salty Days” wiodą nas jednak wprost do Detroit. Pierwsza to wysmakowane deep techno o typowo nocnym klimacie – tworzonym przez sążniste fale monochromatycznych klawiszy wypływające z tła utworu. Druga – to już oparty na klaskanym rytmie hard house, który z powodzeniem mógłby się znaleźć w dyskografii mistrzów tego typu grania w rodzaju Blake`a Baxtera czy Eddiego „Flashin” Fowlkesa.

Wraz z „The Loon`s Groove” przenosimy się do Nowego Jorku. Decyduje o tym lekko podrasowane na klasyczne nagrania Masters At Work tribalowy rytm – idealnie pasujący do wypełniających kompozycję odgłosów dzikich zwierząt. Hipnotyczny deep house powraca jeszcze w dwóch nagraniach – „And You And You” i finałowym „Say What You Want To Say”. W pierwszym z nich trafiamy na mistrzowskie wręcz skojarzenia funkowej wibracji giętego basu z ambientowym strumieniem zaszumionego dźwięku, a w drugim – na piętrową aranżację, łączącą acidowe cmoknięcia i nostalgiczne akordy klawiszy w formule nostalgicznej liryki miłosnej.

Co tu dużo pisać – ten album po prostu trzeba posłuchać. Steinhoff i von Ahlefeld prezentują na nim nieprawdopodobne wręcz wyczucie stylu. Gdybyśmy nie wiedzieli, że to dwaj biali producenci z Hamburga – bez problemu dałoby się nam wmówić, że to nowe dzieło któregoś z czarnych innowatorów z Detroit lub Chicago. Jak na razie bez dwóch zdań „Salty Days” to house`owy album roku!

Smallville 2012

www.smallville-records.com

www.facebook.com/pages/SMALLVILLE-RECORDS 

www.myspace.com/juliussteinhoff

www.myspace.com/dionnewashere