Natłok słów.
Ile to już lat bujam się w takt muzyki Emade podłożonej pod słowa jego brata Fisza? To już w dziesięcioleciach liczyć muszę. Niespecjalnie zadowolony z tempa upływu czasu, ale zadowolony, że bracia Waglewscy są gdzieś obok. Być może zbyt osobisty ton, ale w przypadku tych artystów inaczej nie umiem, gdyż bliskość generacyjna i emocjonalna na to nie pozwala. Inna sprawa, że najnowszy krążek „Człowiek nie do końca” zaczyna się także mocno, emocjonalnie.
W utworze „Duchy” z miejsca dostajemy plątaninę myśli, z których najważniejsza i najbardziej osobista dotyczy zmarłej matki. Fisz w najnowszym wydaniu unika dystansu. Wychodzi zza swej narracji bliżej słuchających. Tak jest w utworze tytułowym, pełnym wątpliwości, pozbawionym przechwałek. Podkład beatowy jest na miejscu, ale wokal niekoniecznie na nim się skupia, a raczej dąży do tego, by być z boku. Warto by coś o dojrzałości dorzucić, ale zamiast tego chyba lepiej po prostu przywołać utwór „Tyle śladów” z udziałem Sokoła. Sentymentalizm na pełnej.
Bardziej pociągająco jest jednak, gdy Fisz po prostu puszcza swój język na żywioł, gdy niezrównanym gawędziarzem się staje. I w tej gawędzie znajduje miejsce swe Polska. W „Sześciu minutach mądrości” ironicznie przechadza się po świecie internetu albo po świecie zdominowanym przez internet. Oko narratora dostrzega także społeczną stronę zagadnienia, a nie tylko przewiny big techów. Najciekawszy wydaje się czas trwania utworu stojący w kontrze do tyranii utworów krótkich, nieobciążających uwagi widowni.
Najlepszym utworem jest „14 piętro”. Forma mistrza ceremonii najwyższa, muzyka minimalna, dopasowana idealnie. Tekst celowo przegadany, ale przegadania tego końca się nie chce. Natłok słów jest celowy, aż korci zaryzykować, iż był to cel sam w sobie. Stwierdzić należy, że „Człowiek” jest powrotem do strefy bardziej hiphopowej, niż melodyjnej. Jednak jest to powrót na własnych zasadach, z dość ciężkim bagażem doświadczeń. Piosenkową stronę broni „Po wsze czasy” z gościnnym udziałem Marka Pospieszalskiego.
Nim skończę, to jeszcze kilka słów napiszę o słowach zapadających w pamięć z utworu „Impulsy”. Gotowe cytaty wypadają jeden za drugim. Gorzki posmak tworzący się na podniebieniu przypadkowym nie jest. Naprawdę nieźle wypada Taco Hemingway. Ulubieńcem mas Fisz nigdy nie był i zapewne nigdy nie zostanie, co najnowsza płyta potwierdza. W kwestii krytyki, to powiedziałbym, że kilka utworów mogło odpaść („Londyn” na przykład), ale w ostatecznym rozrachunku większego znaczenia to nie ma.
Grand Imperial/Dwa Ognie | 2026


Skomentuj