„Who Let the Dogs Out?!”, czyli odświeżająca przewózka po breakach pachnących przełomem wieków.
Napisać, że Paweł Stachowiak, to jeden z najbardziej zapracowanych muzyków w kraju, to nic nie napisać. Basista Błota, EABS, Lumbago, Lowpass, Siema Ziemia, ale też producent np. Pauliny Przybysz, czy rapowego duetu Pal Secam, czy popowego Keiko. Tym razem Wuja HZG zakasał rękawy, by podłubać przy gatunkach jungle i drum&bass, tworząc w sumie debiutancki, bo pierwszy solowy, ale też koncepcyjny album skupiony wokół psów. Co ciekawe producent przy tej okazji nie użył ani razu gitary basowej, a raczej sięgnął do hardware’u z czasów końcówki lat 90.
Na longplay składa się dziewięć utworów, silnie inspirowanych twórczością pionierów połamanych gatunków (m.in. Goldie, High Contrast, Photek czy Roni Size), a zmieszczonych w niespełna czterdzieści minut (pod długość wosku). Tym samym zastajemy tu szeroko rozciągnięte ramy breakbeatu. Są podkłady rozlane i przestrzenne („Lusia”), drillująco-kroczące („Psiarnia”), liquid funkowe („Psy Dupami Szczekają”), ale też szaleńczo rozpędzone, poharatane glitchami i ciasno związane kaskadami synkop („Siad”).
To co zwraca szczególną uwagę w tym materiale, to bardzo drobiazgowe pokłonienie się nad brzmieniem, aranżem i produkcją. Masa detali, też rozłożonych stereofonicznie, otwiera obszerne pole do słuchowych poszukiwań. Nie jest to kolejny dwunastocalowy materiał, pod imprezy (choć w niejednym secie zażre), ale pełnoprawny album, gdzie średnio czterominutowe kawałki, są pieczołowicie poukładane – czuć, że poszczególne klocki konstruował doświadczony muzyk, za pan brat będący z budowaniem napięcia i szerzej teorią kompozycji.
Wszechstronność Pawła Stachowiak może zawstydzać. Fan djentowego Meshuggah, na co dzień kojarzony ze zjawiskami jazzowymi może wejść z dużą odwagą w sam środek dość konkretnie obostrzonego granicami gatunku i w oparciu o klasyczne rozwiązania pionierów zaserwować swoją wizję połamanej muzyki i to ze wszystkich jej biegunów.
31.08.2026 | BZR RECORDS


Skomentuj