Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.



Fabric

Matthias Tanzmann – Fabric 65

 

 

Fabric, znajdujący się w Londynie, to najpopularniejszy na Wyspach klub grający szeroko pojęte EDM oraz hip-hop i r&b. Fabric nie ogranicza się tylko do działalności klubowej, funkcjonuje także jako wytwórnia muzyczna, skupiająca się na wypuszczaniu głównie CD mixów. Wydawali tam m.in Robert Hood, Carl Craig, Ricardo Villalobos i Luciano.

Matthias Tanzmann jest założycielem aż dwóch wytwórni muzycznych- Moon Harbour Records (2000) i Cargo Edition (2006). Tanzmann od 2007 roku jest rezydentem podczas cyklu imprez Circo Loco na Ibizie i był trzykrotnie nominowany do Ibiza DJ Awards. Gra głównie house i tech-house.

Jego mixy tętnią życiem, dzięki rozbuchanym wokalizom i rozmaitym instrumentom w tle, które zazwyczaj rozbrzmiewają w tonacji durowej. Nie inaczej jest w przypadku Farbic 65. Tu jednak na intro przypada owiane tajemnicą tech-house’owe, delikatnie jazzujące ‚Venus’ autorstwa Minimono. Później wkomponowany w mix jest utwór Clockwork&Avatism pt. ‚One Trick Pony’, który klimatem bardzo przystaje do poprzedniego, aczkolwiek teraz na drugim planie słychać zamiast saksofonu pełne niepokoju uderzenia klawiszy. Później ‚Sources From The Past’ od Monkey Maffia, któremu towarzyszy seksualny, odbijający się echem wokal i plemienne tam-tamy, które wprowadzają już nieco inny klimat. Potem już tylko ‚Not Listening’ Mayi Jane Coles, która jak wiadomo rzadko kiedy smęci i cała reszta zgrabnie wplecionych w całość kawałków. W miarę posuwania się mixu naprzód nastrój ewoluuje w coraz to bardziej pozytywny.

 

http://www.facebook.com/matthiastanzmann

http://www.matthiastanzmann.com/

http://www.moonharbour.com/live/index.php

http://cargoedition.tumblr.com/

 

Levon Vincent – Fabric 63

 

Nie dalej jak dwa albo trzy miesiące temu na popularnym serwisie społecznościowym mignęła mi informacja, że kolejny miks z serii Fabric nagra Levon Vincent. Ucieszyłem się bardzo na tę wiadomość, zwłaszcza mając w pamięci ostatnie nieudane wydawnictwa z katalogu londyńskiego klubu. Po czym momentalnie przyszła mi na myśl autorefleksja. Dlaczego tak bardzo się cieszę, skoro bohatera zbliżającego się albumu tak naprawdę nie znam?

Tak, Levon Vincent to postać nad wyraz skromna. Jego historia nie jest osnuta wokół klubowej zawieruchy, jest dość prosta, konsekwentna, a przede wszystkim świadczy o jego talencie, profesjonalizmie i dystansie do tego, co robi. A czym ujmuje nowojorski producent, wieszczący, że jego prawdziwym domem jest Berlin? Kompozycje wychodzące spod pióra (właściwie rąk) Levona mają charakter niby typowych dj tools, ale po przyjrzeniu się bliżej ich formie i treści, można zauważyć tkwiący w nich większy potencjał, zwłaszcza w nietypowym podejściu do rozwoju danego tracka czy używania różnych analogów w zgrabnej symbiozie z industrialnymi pogłosami.

Levon Vincent od strony kunsztu didżejskiego prezentuje się równie okazale, bardzo starannie dobierając utwory, w ten sposób, by z harmonii uczynić sobie sprzymierzeńca, a elementy zaskoczenia, czy kontrapunktu odrzucając jako główne składowe efekciarstwa a nie godne narzędzia do tworzenia mozaik równie tanecznych, co ujmujących estetyką wyciszoną, okrojoną, ale nie ubogą.

Bywalec Berghain, nieodżałowanego Tape Club, Rex, czy samego Fabric oczywiście, zgrabnie lawiruje pomiędzy przegródkami swoich płyt, by urządzić zestaw składający się na zaspokajającą ucztę w której daniami głównymi jest deep house już na tyle flagowy i korzenny, by swobodnie przechodzić do motywów bliskich katalogowi Ostgut, czyli współczesnego techno, wzmocnionego metalicznymi odgłosami, niepokojącymi pogłosami i motoryką na tyle sprzyjającą dobrej zabawie co i kontemplacyjnemu podejściu do słuchania, że ani na moment miks się nie nuży, a wręcz przeciwnie. Z utworów, które są znane od dłuższego czasu (tak, to jedna z niewielu kompilacji z tej serii, gdzie niespodzianek nie ma), Vincent wydobywa ich całą esencję, nie siląc się na tanie efektowne rozwiązania, tylko delikatnie cyzelując każdą minutę, pozwalając sobie jedynie na jeden moment przestojowy (ale za to jaki!) w autorskim The End, które stanowi preludium do momentu kulminacyjnego, jakim jest wreszcie oddychające pełną piersią Early Reflections, również autorstwa samego Vincenta. Choć warto dodać, że nie on sam jest bohaterem seta, w którym na równych prawach poruszających swą szlachetnością utworów są również kompozycje kolegów z Underground Quality Joeya Andersona, DJ Jus-Eda, czy innych, takich jak DJ Qu czy Fred Peterkin występujący tu pod pseudonimem Black Jazz Consortium.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/451979-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=451979-01″ allowscriptaccess=”always”]

Klimat i aura, w których prawidłach utkane są poszczególne utwory przywodzą na myśl samą okładkę, która, jak rzadko kiedy dla Fabric, perfekcyjnie koresponduje z zawartością, zatem czasami jest chmurnie, czasami mgliście, czasami bardzo wyraziście, jak na pierwszym planie, ale na pewno bardzo atrakcyjnie, przy czym zestaw i sama osoba Levona Vincenta nijak nie mogą się skojarzyć ze sztucznie nadmuchaną bańką mydlaną, co jak najlepiej wróży jemu i jego karierze. Oby tak dalej. A, pewnie ktoś zechce zapytać, czy obcujemy z miksem roku? Jak do tej pory, bez wątpienia.

http://www.fabriclondon.com/

Fabric 2012

Dave Clark – Fabric 60

John Peel nazwał go kiedyś „baronem techno”. I tak zostało. Dave Clarke był zresztą jednym z niewielu twórców współczesnej elektroniki, którym udało się otrzymać zaproszenie od słynnego didżeja Radia One na organizowane przezeń sesje nagraniowe. Być może pewne znaczenie miał fakt, że Clarke jako urodzony w latach sześćdziesiątych, dzielił z Peelem fascynację punkiem i post-punkiem w różnych odmianach. Ten mrok typowy dla tychże gatunków odcisnął zresztą silne piętno na własnej twórczości brytyjskiego artysty – didżejskiej i producenckiej.

Urodzony w Brighton wychowywał się w domu, w którym matka słuchała muzyki disco, a ojciec bawił się sprzętem hi-fi. Nic dziwnego, że sam szybko złapał muzycznego bakcyla. Kiedy rodzice się rozwiedli, uciekł z domu i pomieszkiwał u znajomych. Aby zarobić na życie chwycił się didżejki. Zaczynał od hip-hopu, by szybko sięgnąć po acid house, a potem skręcić w stronę techno i electro. Jako producent objawił się w 1994 roku serią trzech winylowych płyt tworzących gorąco przyjętą serię pod wspólnym tytułem „Red”. Potem sławę przyniosły mu didżejskie sety – przede wszystkim „Electro Boogie” z 1998 roku i „World Service” z 2001 roku, z których ten ostatni został uznany przez „Resident Advisor” za jeden z najważniejszych miksów, jakie ukazały się w minionej dekadzie.

Clarke nie nagrywa zbyt często. Ale kiedy schodzi do swego podziemnego studia (kiedyś w Brighton, teraz w Amsterdamie), powstają rzeczy wybitne. Jego debiutancki album „Archive One” z 1996 roku to fascynujący przykład perfekcyjnej syntezy brytyjskiego breakbeatu i techno, a wydany siedem lat później „Devil`s Advocate” – prekursorski w stosunku do dzisiejszej mody przykład wykorzystania gotyckich klimatów w muzyce klubowej. Jest jeszcze płyta zbierająca jego dzieła rozrzucone – „Remixes And Rarities 1992 – 2005” – która z dzisiejszej perspektywy wydaje się być elementarzem rozwiązań brzmieniowych, jakie powinien znać każdy młody adept nowej elektroniki.

Choć jest winylowym maniakiem, a jego kolekcja płyt analogowych liczy tysiące egzemplarzy, to był jednym z pierwszych didżejów, którzy sięgnęli po cyfrowe granie z Serato. Początkowo odsądzany od czci i wiary przez kolegów, nie stracił jednak popularności, a jego sety do dziś rozpalają noce w najlepszych klubach świata – od belgijskiego FUSE po londyński Fabric. Nic więc dziwnego, że właściciele tego drugiego zlecili mu przygotowanie autorskiego setu na sześćdziesiątą już część publikowanej przez siebie serii didżejskich miksów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1830383-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1830383-02″ allowscriptaccess=”always”]

Clarke zaczyna od stworzenia odpowiedniego nastroju –sążniste kaskady mrocznych syntezatorów sprawiają, że ciarki chodzą po plecach („Shiver” Raudive). Z gęstej chmury toksycznych dźwięków wyłania się połamany rytm wsparty partią metalicznie brzmiącej gitary – to surowe electro ozdobione pomysłowym cytatem z Joy Division („Cnemidophorus Sexlineatus” Crotaphytus).

Industrialne bity o dubstepowym metrum z „Armed 3” Tommy`ego Four Seven prowadzą nas jednak w inną stronę. Serwując „Dark N`Lovely” Marca Romboya w remiksie Kenny`ego Larkina brytyjski didżej zabiera nas do Motor City. W podobnym klimacie utrzymany jest następny utwór – „I.D.F.D.F.I.” duetu Ray 7 & Malik Alston. Dzięki obu tym nagraniom miks nabiera wyraźnego rozpędu.

I wtedy Clarke dosypuje węgla do pieca: uderzają twarde i ciężkie bity, rozlegają się świdrujące dźwięki o acidowym brzmieniu, dudniące basy rezonują z siłą tektonicznych wstrząsów. Tworząc ten segment mocnego techno, angielski didżej sięga po mało znane nazwiska – Cristiano Balduci („Pride”), Cute Hills („Silence”), Stephane Signore („Sacrifice”) czy Gessafelstein („Aufstand”). Wszystko to jednak klubowe killery najwyższej próby, które bez litości zmiażdżyłyby wszystkich nieprzygotowanych na ich siłę rażenia.

Kiedy opada tynk i kurz, Clarke wrzuca do swego didżejskiego kombajnu kolejny zestaw tanecznych petard – tym razem w stylu electro. Mimo połamanej rytmiki, nagrania Scape One („Time Falls”), Exzact („Clarity”), Sync 24 („We Rock Non Stop”), Heliopause („Destination Planet Earth”), Deza Williamsa („Foreign Object”) i Clatterbox (nigdzie niepublikowany „Coolicon”) eksplodują z równie potężną energią, co wcześniejsze utwory techno. Mechaniczne uderzenia bitu łączą się z falującymi akordami o metalicznym brzmieniu, a raperskie rymowanki pulsują w rytm głębokich uderzeń sub-basu. Szaleńcze tempo ustaje wraz z „Alternate Sequence” w1b0 – to również electro, ale rozegrane na zupełnie innych tonach niż zazwyczaj. Prowadzi ono do przywołującego znów atmosferę lat 80. utworu „The Attick” Baza Reznicka – i przy wdzięcznej melodii o dalekowschodniej barwie wpisanej w minimalistyczna elektronikę set dobiega końca.

Brytyjski didżej nie ma sobie równych w tak intensywnym graniu o mrocznym klimacie. W jego miksie jest miejsce na taneczną energię, ale i melodyjne wstawki, nowoczesne brzmienia i wspomnienie przeszłości. „Fabric 60” pokazuje, że mimo upływu lat, Dave Clarke nadal jest klasą samą dla siebie. Impreza promująca płytę odbędzie się oczywiście w londyńskim klubie – 12 listopada. Trudno wymarzyć sobie lepszą porę na taką muzykę.

Fabric 2011

www.fabriclondon.com

www.myspace.com/fabricfamily

www.daveclarke.com

www.myspace.com/daveclarkedj