Alessandro Adriani – Morphic Dreams
Paweł Gzyl:

Syntetyczne sny.

Ellen Allien – Alientronic
Paweł Gzyl:

„Berlinette” na twardo.

Hoera. – Jaunu
Łukasz Komła:

Chóralne imaginacje.

jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.



Songwriting Op!era Festival – relacja z imprezy w Białymstoku

Festiwal otworzył białostocki duet Lifemotiv. Michał Czarnecki i Kamil Łukomski prezentują tzw. miejską poezję obserwacyjną, która opisuje m.in. sprzedawców z bazaru „Madro”, tajemniczą śmierć chomika czy damsko-męskie spotkania autobusowych spojrzeń.

Białoruską duszę lirycznie i akustycznie wyśpiewała 18-letnia bardessa – Palina Respublika.

Tęsknotę, smutek, tragedie wojny i partyzancki los na folkową nutę zagrali i wyśpiewali Ludzi na bałocie.

Następnie na scenie wystąpiła Alina Orlova. 24-letnia Litwinka, nieśmiała i nieco speszona przy zapowiadaniu piosenek zmieniała się nie do poznania podczas występów. Wokalistkę i multiinstrumentalistkę (grała na pianinie i akordeonie) od stóp po burzę włosów wypełniała muzyka. Jej bardzo ekspresyjne wykonania autorskich piosenek, a także utworów do teksów m.in Williama Blake’a czy Puszkina wbiły festiwalową publiczność w fotele. Nie bez przyczyny zachwyca się Orlovą zachodnia Europa. Nie bez przyczyny artystka i towarzyszący jej zespół młodziutkich muzyków otrzymali owacje na stojąco. Zjawiskowy i niesamowity występ.

Zupełnie inne klimaty i emocje przeniósł koncert Maritna Halla. Duńczyk wystąpił po raz pierwszy w Polsce. U nas mało znany, a na rodzimej scenie występuje od 30 lat. Pierwszy zespół w nurcie new wave, new romantic założył mając 17 lat. W Białymstoku wystąpił z chłodnym, przestrzennym brzmieniem północy. Niezapomniany występ Martina Halla.

Pierwszy dzień koncertowy zakończyła polska legenda – Lech Janerka. Mimo późnej pory,(koncert zaczął się po północy), punkrockowa energia, teksty kultowych piosenek śpiewała razem z nim wierna publiczność.

Nieszablonową wersję songwritingu z zachodu pokazały koncerty w niedzielę, 10 czerwca. Ten dzień rozpoczął Low Roar. Amerykański artysta przeniósł się na Islandię, gdzie tworzy swoją muzykę. Jego występ był przesiąknięty specyficznym duchem tego miejsca, a jego zawodzące śpiewanie miejscami przypominało najsłynniejszy zespół z północnego kraju – Sigur Rós. Przepiękny występ tego artysty.

Chyba najmniej do schematycznego wizerunku songwritera pasował Sébastien Schuller. Francuski artysta zaserwował elektronicznego seta autorskich piosenek z ciekawymi wizualizacjami, który równie dobrze mógłby wybrzmieć na klubowej imprezie lub festiwalu o zupełnie innym profilu.

Dwudniowe wydarzenie zamknął amerykański duet The Mountain Goats. Legendarna grupa zagrała pierwszy raz w Polsce, a co ciekawsze, artyści dotarli do Białegostoku bez swoich gitar. Te prawdopodobnie zostały na lotnisku w Nowym Jorku. Szczęśliwie pożyczono im instrumenty od lokalnych muzyków. Koncert intymny, choć niezwykle ekspresyjny, pełen szczerych emocji, ale i liryzmu. Kapitalny występ The Mountain Goats.

A na koniec słowa Ilony Karpiuk (jeden z organizatorów Halfway Festival), które będą doskonałą puentą:

„Otrzymaliśmy muzyczne emocje na wysokim poziomie. Ale to nie wszystko. Chyba na żadnym festiwalu w Polsce, artyści nie byli tak blisko publiczności. Każdy kto tylko chciał mógł porozmawiać i z Low Roar i z Johnem Darniellem z The Mountain Goats i z Martinem Hallem, Sébastienem Schullerem. A na koniec odbyło się muzyczne spotkanie w połowie drogi – jam session muzyków białoruskich (Ludzi na bałocie), Low Roara, Sébastiena Schullera i The Mountain Goats”.

Niespełna czterominutowy film, który jest podsumowaniem tego, co mogliśmy muzycznie doświadczyć podczas Songwriting Op!era Festival.

9-10 czerwca 2012, Opera i Filharmonia Podlaska – Europejskie Centrum Sztuki, Białystok, Songwriting Op!era Festival

Zdjęcia wykonała: Agata Sakowicz.

www.halfwayfestival.com

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. rafal

    to musial byc kapitalny koncert pejzazowej muzyki w roznych stylach i odczuciach z roznych stron swiata i w roznych specyfikacjach muzycznych. Pozdrowienia dla autora za przedstawienie tak obrazowej ilustracji tego festiwalu pordro
    rafal

  2. Aga

    Witam! Super, że ktoś wspomniał, o tym festiwalu na tej stronie 🙂 . Bardzo fajna relacja z całej imprezy i ciekawe zdjęcia. Kto nie był, niech żałuje i szykuje się na drugą część festiwalu – Folk. Mega gwiazda zagra 1 lipca w Białymstoku, czyli Wovenhand :-).