BNNT is Michał Kupicz – Multiversion #2
Jarek Szczęsny:

Część druga.

Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.



Snuff Crew – Behind The Masks

Wydany trzy lata temu przez Gigolo debiutancki album Snuff Crew był jednym z pierwszych sygnałów powrotu mody na chicagowskiego brzmienia, z której dzisiaj korzysta choćby modna wytwórnia L.I.E.S.

Od tamtego czasu niemiecki duet zdążył przemierzyć świat, występując w wielu znanych klubach, jak berliński Berghain, tokijski Womb, moskiewska Solyanka czy paryski Social. O jego umiejętności remikserskie upomnieli się również bardziej znani koledzy po fachu – Remute, Robert Owens, Billie Ray Martin czy Ellen Allien. I kiedy przyszedł czas opublikowania drugiego albumu Snuff Crew – ta ostatnia otworzyła przed muzykami podwoje swego BPitch Control.

„Behind The Masks” powstawało w zupełnie inny sposób niż debiutancki „Snuff Crew” czy opublikowany tylko w cyfrowym formacie „Jack 2”. Tym razem niemieccy producenci nie podchodzili do materii muzycznej, jak do tworzenia klubowego utworu, tylko zupełnie odwrotnie – niczym do pisania tradycyjnej piosenki. Nic więc dziwnego, że nowy album Snuff Crew jest nie tylko bardziej melodyjny i bogatszy brzmieniowo, ale również jest na nim miejsce na wokalnie wspierających duet mniej lub bardziej znanych gości.

Krążek otwiera wspomnienie chicagowskiego house’u z połowy lat 80. Uderzają stukające rytmy Rolanda TB-707, zbasowane klawisze wygrywają chwytliwą melodię, a w tle słychać nostalgiczne tchnienie syntezatorów rodem z new romantic („Lights”). Podobne brzmienia wracają potem w „Let Me Be The One”. Tym razem niemiecki duet zestawia ze sobą soniczne tony surowych klawiszy i emocjonalny wokal Hard Tona. Nie mniej dynamiczny charakter ma „Jack My Heart” – choć teraz w roli głównej pojawia się typowo chicagowska nawijka o mrocznym charakterze.


„New Life” odsłania zupełnie inne oblicze Snuff Crew. To przyjemny dla ucha amerykański house z przełomu lat 80. i 90., w którym jest miejsce na przebojowe piano w stylu italo oraz soulowy śpiew Rachel Row spod znaku Inner City. Jeszcze bardziej euforyczny charakter ma „Move Me” – przypominając matową partią syntezatorów słynny hymn z 1991 roku w wykonaniu Crystal Waters – „Gypsy Woman”. Wątki te kontynuuje „Tearing Me Away”, zgrabnie wpisując je w kontekst nowojorskiego disco. Łagodne tony fortepianu i miarowa pulsacja funkowego basu są tu bowiem podkładem do ekspresyjnej wokalizy Kim Ann Foxmann.

Kiedy rozbrzmiewa „Work It Out”, powracają dźwięki typowe dla „drugiego lata miłości” w 1987 roku. To klasyczny hip-house, w którym rave’owym efektom i hip-hopowym skreczom, osadzonym na tanecznym pulsie, towarzysza sample z Public Enemy („Bring Da Noise”!) i rymowanka Tyree Coopera. Wraz z „Bass!” przenosimy się kilka lat do przodu – bo napakowany acidowymi brzmieniami Rolanda TB-303 utwór, nieodparcie kojarzy się z legendarnym „Aceperience” duetu Hardfloor.

W „What Is Electro” niemiecki duet przypomina, jak naprawdę powinien brzmieć wymieniony w tytule gatunek – odwołując się do klasyki tego gatunku z Motor City w rodzaju Dopplereffekt czy Drexcyi. Na finał Snuff Crew znów wracają w „Joy Of Jelousy” do Chicago – ale w wolniejszym tempie, uspokajając nastrój nostalgicznymi syntezatorami, niosącymi zapadające w pamięć sample telewizyjnego kaznodziei, które już wcześniej słyszeliśmy chyba w jakimś nagrania w stylu EBM pod koniec lat 80. (to był Front 242 czy Borghesia?).

Muzycy ze Snuff Crew śmiało odkurzają dawne pomysły brzmieniowe sprzed ćwierć wieku – i trzeba przyznać, że robią to z prawdziwym wdziękiem. Momentami niebezpiecznie balansują wręcz na granicy plagiatu, ale ta ich bezczelność w żonglowaniu cytatami z klasyki rodem z Chicago, Detroit i Nowego Jorku, ma w sobie dużo z porywającej brawury. A co się kryje pod ich maskami? Oczywiście figlarne uśmieszki na żółtych buźkach.

BPitch Control 2013

www.bpitchcontrol.com

www.facebook.com/BPitchControl

www.snuffcrew.com

www.facebook.com/snuffcrew

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. jędrek

    😉