Manu Delago – Parasol Peak
Jarek Szczęsny:

Wspinaczka z instrumentami.

Emika ‎– Falling In Love With Sadness
Mateusz Piżyński:

Czy uptempo to dobra kanwa na smutne opowieści?

Terence Fixmer – Through The Cortex
Paweł Gzyl:

Nastrój, nie energia.

Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Jarek Szczęsny:

Albo i nie.

Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.

Various Artists – Air Texture Vol. VI – Selected By Steffi & Martyn
Paweł Gzyl:

Breakbeatowa wersja ambientu.

Szun Waves – New Hymn To Freedom
Jarek Szczęsny:

Pasuje jak ulał.



Snuff Crew – Behind The Masks

Wydany trzy lata temu przez Gigolo debiutancki album Snuff Crew był jednym z pierwszych sygnałów powrotu mody na chicagowskiego brzmienia, z której dzisiaj korzysta choćby modna wytwórnia L.I.E.S.

Od tamtego czasu niemiecki duet zdążył przemierzyć świat, występując w wielu znanych klubach, jak berliński Berghain, tokijski Womb, moskiewska Solyanka czy paryski Social. O jego umiejętności remikserskie upomnieli się również bardziej znani koledzy po fachu – Remute, Robert Owens, Billie Ray Martin czy Ellen Allien. I kiedy przyszedł czas opublikowania drugiego albumu Snuff Crew – ta ostatnia otworzyła przed muzykami podwoje swego BPitch Control.

„Behind The Masks” powstawało w zupełnie inny sposób niż debiutancki „Snuff Crew” czy opublikowany tylko w cyfrowym formacie „Jack 2”. Tym razem niemieccy producenci nie podchodzili do materii muzycznej, jak do tworzenia klubowego utworu, tylko zupełnie odwrotnie – niczym do pisania tradycyjnej piosenki. Nic więc dziwnego, że nowy album Snuff Crew jest nie tylko bardziej melodyjny i bogatszy brzmieniowo, ale również jest na nim miejsce na wokalnie wspierających duet mniej lub bardziej znanych gości.

Krążek otwiera wspomnienie chicagowskiego house’u z połowy lat 80. Uderzają stukające rytmy Rolanda TB-707, zbasowane klawisze wygrywają chwytliwą melodię, a w tle słychać nostalgiczne tchnienie syntezatorów rodem z new romantic („Lights”). Podobne brzmienia wracają potem w „Let Me Be The One”. Tym razem niemiecki duet zestawia ze sobą soniczne tony surowych klawiszy i emocjonalny wokal Hard Tona. Nie mniej dynamiczny charakter ma „Jack My Heart” – choć teraz w roli głównej pojawia się typowo chicagowska nawijka o mrocznym charakterze.


„New Life” odsłania zupełnie inne oblicze Snuff Crew. To przyjemny dla ucha amerykański house z przełomu lat 80. i 90., w którym jest miejsce na przebojowe piano w stylu italo oraz soulowy śpiew Rachel Row spod znaku Inner City. Jeszcze bardziej euforyczny charakter ma „Move Me” – przypominając matową partią syntezatorów słynny hymn z 1991 roku w wykonaniu Crystal Waters – „Gypsy Woman”. Wątki te kontynuuje „Tearing Me Away”, zgrabnie wpisując je w kontekst nowojorskiego disco. Łagodne tony fortepianu i miarowa pulsacja funkowego basu są tu bowiem podkładem do ekspresyjnej wokalizy Kim Ann Foxmann.

Kiedy rozbrzmiewa „Work It Out”, powracają dźwięki typowe dla „drugiego lata miłości” w 1987 roku. To klasyczny hip-house, w którym rave’owym efektom i hip-hopowym skreczom, osadzonym na tanecznym pulsie, towarzysza sample z Public Enemy („Bring Da Noise”!) i rymowanka Tyree Coopera. Wraz z „Bass!” przenosimy się kilka lat do przodu – bo napakowany acidowymi brzmieniami Rolanda TB-303 utwór, nieodparcie kojarzy się z legendarnym „Aceperience” duetu Hardfloor.

W „What Is Electro” niemiecki duet przypomina, jak naprawdę powinien brzmieć wymieniony w tytule gatunek – odwołując się do klasyki tego gatunku z Motor City w rodzaju Dopplereffekt czy Drexcyi. Na finał Snuff Crew znów wracają w „Joy Of Jelousy” do Chicago – ale w wolniejszym tempie, uspokajając nastrój nostalgicznymi syntezatorami, niosącymi zapadające w pamięć sample telewizyjnego kaznodziei, które już wcześniej słyszeliśmy chyba w jakimś nagrania w stylu EBM pod koniec lat 80. (to był Front 242 czy Borghesia?).

Muzycy ze Snuff Crew śmiało odkurzają dawne pomysły brzmieniowe sprzed ćwierć wieku – i trzeba przyznać, że robią to z prawdziwym wdziękiem. Momentami niebezpiecznie balansują wręcz na granicy plagiatu, ale ta ich bezczelność w żonglowaniu cytatami z klasyki rodem z Chicago, Detroit i Nowego Jorku, ma w sobie dużo z porywającej brawury. A co się kryje pod ich maskami? Oczywiście figlarne uśmieszki na żółtych buźkach.

BPitch Control 2013

www.bpitchcontrol.com

www.facebook.com/BPitchControl

www.snuffcrew.com

www.facebook.com/snuffcrew

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. jędrek

    😉