Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.

Conforce – Dawn Chorus
Paweł Gzyl:

Mistrzowski popis holenderskiego producenta.

Tunes Of Negation – Reach The Endless Sea
Jarek Szczęsny:

Problem leży gdzie indziej.

BNNT is Jacek Sienkiewicz – Multiversion #5
Jarek Szczęsny:

Część piąta – finał.



Burial – Rival Dealer

Genre bender*

Każde kolejne wydawnictwo Buriala stanowi wydarzenie. Tajemniczy producent, którego tożsamość nadal jest przedmiotem debaty (oficjalnie to podobno skromny Londyńczyk o nazwisku Will Bevan, według innych to kolejny pseudonim Four Teta lub nawet J.K. Rowling, autorki Harry’ego Pottera; moim zdaniem za projektem stoi David Lynch, na co dowody przedstawiłem w artykule dla magazynu Alterpop), skupił wokół siebie spore grono wielbicieli, dla których świętem jest każde przerwanie milczenia ze strony ich ulubionego artysty. Z drugiej strony Burial ma też wielu krytyków. Obydwie grupy są do bólu przewidywalne – pierwsi bezkrytycznie łykną wszystko, bo „to przecież Burial”. Drudzy – wszystko skrytykują. Dokładnie z tego samego powodu.

Podobnie skrajne emocje wzbudza też najnowsza EP-ka autora Untrue. Tym razem jednak spolaryzowane opinie pojawiają się nawet wśród zagorzałych fanów Buriala. Zawartość Rival Dealer jest bowiem dość szokująca – choć mieści się w kanonie burialowych brzmień, poszerza je o nowe elementy, nie tylko estetyczne, ale i konceptualne. Opisywanie tych trzech utworów mija się z celem – każdy już je słyszał. Każdy zatem zdaje sobie sprawę, że breakbeatowo-jungle’owo-rave’owy utwór tytułowy to bodaj najszybszy i najbardziej taneczny kawałek w dyskografii Buriala. Każdy wie też, że Hiders brzmi jak coś żywcem wyjętego z lat 80., zaś w Come Down To Us słychać downtempowy rytm, dźwięki sitaru, melodię niczym z kołysanki i fragment publicznej przemowy jednej z autorek trylogii Matrix, Lany Wachowski – transseksualistki po operacji zmiany płci – na temat własnej tożsamości płciowej. To wszystko stanowi zaledwie powierzchnię, najbardziej widoczną, ale nie jedyną warstwę muzyki. Warto więc przyjrzeć się podłożu „ideologicznemu” Rival Dealer, bo wydaje się, że takie jest tu obecne.

W wiadomości do Mary Anne Hobbs Burial napisał: „Włożyłem swoje serce w nową EP-kę i mam nadzieję, że ktoś ją polubi. Chciałem, żeby dzięki tym kawałkom ludzie uwierzyli w siebie, przestali się bać, nie poddawali się i uświadomili sobie, że komuś na nich zależy, że jest ktoś, kto nad nimi czuwa. To coś w rodzaju anielskiego zaklęcia chroniącego ich przed podłymi ludźmi, mrocznymi czasami i zwątpieniem w samych siebie”. Z kolei wieńczące EP-kę wyznanie Wachowski dotyka problemu samoakceptacji. Te dwa elementy stanowią klucz do zrozumienia Rival Dealer. Nie musi to oznaczać, że Burial jest transseksualistką czy nawet gejem, który wykorzystał wyznanie Wachowski dla własnego coming outu, trudno bowiem spodziewać się podobnej deklaracji po kimś, kto swą notoryczną enigmatycznością i niechęcią do mediów przebija nawet członków Kraftwerk. To raczej metafora obecnego etapu jego muzycznej twórczości.

W kompozycjach przewijają się takie słowa jak „This is who I am”, „Excuse me, I’m lost”, „Don’t be afraid to step into the uknown”, „It’s about sexuality, it’s about finding the person who you are”, „Sometimes you try to find yourself but you run away, that’s what happened to me”, „Who are you?” czy wreszcie „You don’t have to be alone”. Wszystkie mają oczywisty wspólny mianownik. Tak jak Lana Wachowski borykała się ze swoją płciowością, tak Burial zmaga się ze swoją ewoluującą tożsamością muzyczną, nie będąc całkowicie pewnym jej spójności, nie wiedząc jak ją zdefiniować i w jaki sposób zostanie ona przyjęta przez innych. W tym kontekście Rival Dealer może stanowić zapis wewnętrznego konfliktu, zmagań jednostki z własnym „ja” (osobistym, społecznym, artystycznym, płciowym itd.) i etapów owej walki – początkowego zagubienia, zewnętrznego ostracyzmu i akceptacji samego siebie. Taki zapis miewa działanie terapeutyczne i wyzwalające dla tego, który go dokonuje. Być może jest to też swoisty komentarz do skutków dwuwartościowej logiki, jaką posługuje się większość społeczeństwa: A lub nie-A, czarne lub białe, kobieta lub mężczyzna – i nic pomiędzy.

Zaskoczeni słuchacze zastanawiający się jak Burial mógł nagrać coś takiego (czyli coś wbrew ich oczekiwaniom) lub wręcz uznający całą EP-kę za niewybredny żart, to idealni adresaci przekazu zawartego na Rival Dealer – ludzie, którym trudno pojąć wyjście poza samego siebie (w jakimkolwiek sensie), bo są skrępowani binarnymi kategoriami postrzegania i potrzebują pewnej stałości, przewidywalności czy też powtarzalności doświadczeń. To oczywiście hiperbola, ale taki sam sposób upraszczającego rozumowania prowadzi zarówno do zaszufladkowania Wachowski jako mężczyzny, bo urodziła się z męskimi cechami biologicznymi (choć psychicznie czuje się kobietą), jak i do wrzucenia Buriala (czy kogokolwiek innego) do wąskiego i płytkiego worka z osobistymi, subiektywnymi oczekiwaniami wobec ulubionego artysty. Odnosi się to zresztą również do krytyków Bevana, którzy rozumują w podobny sposób: nie podoba im się charakterystyczny styl Buriala, ale kiedy ten próbuje poszerzyć go o nowe elementy, wówczas utyskują, że odszedł od swojego firmowego brzmienia, które wcześniej z taką zapalczywością atakowali.

Jakby na potwierdzenie tej teorii, EP-ka kończy się następującymi słowami Wachowski (swoją drogą, bardzo „matriksowymi” w duchu): „Ten świat, który sobie wyobrażamy w tym pomieszczeniu, może być wykorzystany do zdobycia dostępu do innych pomieszczeń, innych światów – wcześniej niewyobrażalnych”. Tak, jak gdyby Burial chciał jeszcze dobitniej podkreślić, że działa na przekór wszelkim wymaganiom i przewidywaniom, rzucając słuchaczom wyzwanie i przenosząc ich w muzyczny świat „wcześniej niewyobrażalny”, bo inne stały się dlań zwyczajnie za ciasne. Czy świat ów jest atrakcyjny lub chociaż akceptowalny dla innych, widać po reakcjach krytyki i fanów. Wśród tych pierwszych raczej panuje zgoda, że Rival Dealer to porcja kapitalnej muzyki; ci drudzy z kolei są podzieleni jak nigdy dotąd. Jedno trzeba Burialowi przyznać – trzeba mieć prawdziwe jaja, żeby nagrać taką płytę. I choćby za to należy mu się uznanie.

Hyperdub | 2013

*Gra słów: „genre” oznacza gatunek, „gender bender” to osobnik przekraczający płciowe ograniczenia.

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 25

  1. yulquen

    W siedzibie odejścia duszy, odezwał się metaliczny głos spomiędzy blasku świec i brzęczenia ula – kamienne kręgi, zegary, parowe krosna, tykający mosiężny las zapadek i dźwigni, próżnia schwytana w dmuchanym szkle, elektroniczny poblask w cienkich jak włos włóknach, wielkie układy lamp i przełączników dekodujące wiadomości zaszyfrowane przez inne maszyny… Kruche nietrwałe lampy zmniejszają się, stają się tranzystorami, obwody się integrują, zwierają w krzem…Krzem zbliża się do pewnych funkcjonalnych granic..

  2. Kid Loco

    Burial znowu wszystkich wykiwał. Dla mnie ta EPka to kolejna bomba. Tym się właśnie różni Londyn od Katowic.

  3. Mateusz

    Jestem długoletnim miłośnikiem Buriala. Wiadomo, że wyrobił on sobie wielką renomę w środowisku, jego kawałki są zacne, ale nie będę że tak powiem „srau tęczą” po przesłuchaniu przekombinowanego i słabego wydawnictwa. Nie będę też do tego dorabiał wyszukanej ideologii i teorii.

    . Nie interesuje mnie życie Buriala, nie znam typa/typiary – niech robi co chce. Jeśli utrzyma kierunek zaprezentowany na Rival Dealer, to trudno – nie muszę tego słuchać.

    Rozczarowałem się, bardzo się rozczarowałem, pierwszy kawałek OK reszta to masakra.

  4. elkoza

    No niestety, ale po Kindred już mi te „długie” EPki nie podchodzą. Bardziej wolałbym, żeby tam Kode9 i Burialski sprężyli pupki i wydali te wszystkie niewydane kawałki (Lambeth, Feral Witchild itd) Wtedy bym był wesołym człowiekiem 😀

  5. md

    @ Bartosz Nowicki

    „Nawet nie zwrócilibyście uwagi gdyby ten materiał nagrał ktoś inny.”

    Rzeczy nie żyją w próżni i czasem więcej znaczą w kontekście innych rzeczy niż same w sobie. N-ta płyta Buriala nie będzie pierwszą płytą Buriala.

  6. Hedfunk

    Ładnieś nam pan panie Kaczmarski tu to wszystko rozpisał i rozrysował, ale mam wrażenie, że ta głęboka psychoanaliza Buriala jest z lekka naciągana. Bo skoro nie do końca wiadomo kim jest sam Burial, tym bardziej trudno odgadnąć co nim kieruje, bądź co siedzi w jego głowie. A pan tu używasz takich nadużyć myślowych, jakbyś sam pan był owym Burialem. To po pierwsze. Po drugie nie bardzo rozumiem sformułowanie, – tu cytat: ,,trzeba mieć prawdziwe jaja, żeby nagrać taką płytę’. Odważna, wręcz brawurowa teza, mając na uwadze, iż ,,Rival dealer” to nic wyjątkowego, szokującego, nowatorskiego czy prześmiewczego. Gdyby Burial nagrał coś w stylu ,,P.O.L.O.V.I.R.U.S.A. zespołu Kury, to wtedy może i bym się z tą teza zgodził. A tak uznaje ją tylko jako narzędzie do efektownego zakończenia recenzji. To po drugie. A po trzecie, jest to pierwsze od lat wydawnictwo Buriala które mnie od początku nie odrzuciło Jest inne od wcześniejszych, gdzie w kółko wałkowano te same patenty, gdzie było wtórnie i nudno. Na ,,Rival dealer” widać poszukiwania nowych ścieżek muzycznych i choćby z tego powodu jest ciekawiej, jednak ciągle przeciętnie. Pozdrawiam autora gorąco.

  7. driv3er_

    Na tej epce konczy sie Burial

  8. No niestety ale mydlenie ideami uszu słuchacza nie przesłoni słabości muzyki. Nawet nie zwrócilibyście uwagi gdyby ten materiał nagrał ktoś inny. Potraktowalibyście go jak grafomana, ale że autorem jest Burial, to trzeba stworzyć ideę, która usprawiedliwi, a później wyidealizuje kiepską formę idola.

    Autor napisał: „Zaskoczeni słuchacze zastanawiający się jak Burial mógł nagrać coś takiego (czyli coś wbrew ich oczekiwaniom) lub wręcz uznający całą EP-kę za niewybredny żart, to idealni adresaci przekazu zawartego na Rival Dealer – ludzie, którym trudno pojąć wyjście poza samego siebie (w jakimkolwiek sensie), bo są skrępowani binarnymi kategoriami postrzegania i potrzebują pewnej stałości, przewidywalności czy też powtarzalności doświadczeń”

    Nie spodziewałem się niczego po tym materiale i nawet na niego nie czekałem. Odsłuchałem go bez uprzedzeń i załamałem się nad jego słabością i zupełnym chaosem/bałaganem kompozycyjnym i brzmieniowym.
    Nie uważam się jednak za człowieka opisanego wyżej przez autora. Staram się jednak zdroworozsądkowo myśleć o muzyce i po prostu nie jestem w stanie zaakceptować takiej jakości u twórcy który:
    a) stworzył naprawdę solidne i rzeczy
    b) miał tak długą przerwę w nagrywaniu (w sensie tak dużo czasu na pracę nad materiałem)
    c) za sprawą rzadkich i oszczędnych wydawnictw pozbył się nieco presji masowego oczekiwania na jego kolejne nagrania

    Chętnie poznałbym czyjeś konstruktywne argumenty przemawiające na korzyść MUZYKI zawartej na Rival Dealer, a nie posiłkujące się subiektywnie rozumianymi i ulotnymi ideami zawartymi tam (bądź nie)

    • Maciek Kaczmarski

      Tak jak napisał ktoś wyżej – płyty nie powstają w próżni. Poza tym zaprzeczasz sam sobie: najpierw piszesz, że niczego się nie spodziewałeś po tej płycie, a potem stwierdzasz, że jest słaba w porównaniu do poprzednich. Co tylko potwierdza, że nic nie dzieje się w próżni. Poza tym – odbiór jest kwestią skrajnie subiektywną, powyższa recenzja też. Inne argumenty, nawet jeśli przemawiałby na korzyść muzyki, również byłyby subiektywne.

      • Litości, panie Kaczmarski! Umie Pan czytać ze zrozumieniem? W którym miejscu sobie zaprzeczam? Może jeszcze raz wytłuszczę to co napisałem wyżej bo widzę, że jest kłopot ze zrozumieniem: nie miałem żadnych oczekiwań co do nowych nagrań Buriala ( nie czekałem na nie, nie zastanawiałem się jakie mogą być), ale gdy się ukazała przesłuchałem Ją i doszedłem do wniosku, że jest słabsza od poprzednich. Gdzie jest to przeczenie sobie pytam?

        Poza tym, żadnych muzycznych argumentów. Proszę ostudzić emocje i podać mi MUZYCZNE argumenty, ze ta płyta jest dobra! Pozdrawiam!

    • Maciek Kaczmarski

      Panie Nowicki, jeśli ktoś powinien tu ostudzić emocje, to raczej Pan, a nie ja. To samo dotyczy zresztą czytania ze zrozumieniem (swoją drogą to ulubiony argument tych, którzy sami nie w pełni opanowali tę umiejętność, ale mniejsza o to). Pozwoli Pan, że teraz ja wytłuszczę: to, że nie zastanawiał się Pan ani nawet nie czekał na ten album, nie znaczy jeszcze, że nie było żadnych oczekiwań. To, że Pan ich sobie nie uświadamia, nie znaczy, że ich tam nie ma. Powtarzam – jeśli uznaje Pan „Rival Dealer” za słaby materiał, bo wypada blado w porównaniu do poprzednich, to są to jak najbardziej oczekiwania; Burial nagrał wcześniej kilka dobrych płyt, więc oczekiwał Pan, że będzie trzymał poziom. Jeśli chodzi o „muzyczne argumenty”, to tego też najwidoczniej Pan nie rozumie – to tak, jak gdyby chciał mnie Pan przekonać, żebym polubił kefir albo próbował opisać niewidomemu kolor pomarańczowy.

      • „To, że Pan ich sobie nie uświadamia, nie znaczy, że ich tam nie ma.” – to ma Pan też zdolności parapsychologiczne?

        „jeśli uznaje Pan „Rival Dealer” za słaby materiał, bo wypada blado w porównaniu do poprzednich, to są to jak najbardziej oczekiwania;” – źle mnie Pan zrozumiał Ja uważam że nawet bez porównań do czegokolwiek te nagrania są słabe co wyraziłem wcześniej, ale najwyraźniej nie zrozumiał Pan pomiędzy wierszami: („Nawet nie zwrócilibyście uwagi gdyby ten materiał nagrał ktoś inny. Potraktowalibyście go jak grafomana”)

        W swoim zacietrzewieniu jest Pan groteskowy. Wystawia sobie Pan sam laurkę (nie po raz pierwszy na tym forum). Po co Pan tutaj pisze skoro nie potrafi Pan dyskutować o argumentach i traktuje swoich dyskutantów jak idiotów. Nie ma Pan monopolu na prawdę, Ja oczywiście również nie ale, w przeciwieństwie do Pana zdaję sobie z tego sprawę.

        Nie będę kontynuował dalszej polemiki z Panem. Szkoda czasu.

    • Maciek Kaczmarski

      Widzę, że do perfekcji opanował Pan wytykanie innym swoich własnych przywar. Najpierw „brak czytania ze zrozumieniem”, a teraz „zacietrzewienie”. Tymczasem to Pan się zaperza, obraża i kruszy kopie (jakby było co co) i nie tylko nie czyta między wierszami, ale nawet i w samych wierszach – w przeciwnym razie zauważyłby Pan, że nie ja jeden zwróciłem uwagę na to, że rzeczy nie dzieją się w próżni a propos Pana komentarza („Nawet nie zwrócilibyście uwagi gdyby ten materiał nagrał ktoś inny” – kolejny przykład projekcji, to wszak Pan zarzuca mi „zdolności parapsychologiczne”).

      Być może zauważyłby Pan też, że w jednym z komentarzy wyraźnie napisałem, że moja interpretacja jest tylko jedną z wielu możliwych, ale niekoniecznie jest trafna. Pan natomiast z oceniania płyty gładko przeszedł na ocenę autora w sposób pozbawiony klasy i kultury. To jest dopiero groteskowe. „Laurkę” (a i to określenie jest przesadą) mogłem wystawić jedynie Burialowi, ale na pewno nie sobie, bo ten tekst nie dotyczy mnie. Pan widocznie widzi to inaczej, ale to już nie mój problem.

      W jednym się zgadzamy – dyskusja nie ma sensu. Miał rację Lem, kiedy powiedział: „Przypomniałem sobie słowa Goethego w rozmowie z Eckermannem: że nigdy nie powinno się rozmawiać z krytykami. Eckermann na to: —A gdyby oskarżyli pana o kradzież srebrnych łyżeczek? —Też nie , odpowiedział Goethe, i miał naturalnie rację”.

  9. Paweł Gzyl

    Szkoda tylko, ze Lana Wachowski po zmianie plci robi tak beznadziejne filmy, jak „Atlas chmur”.

  10. budi

    haha, za mało snu zdecydowanie. 🙂 pozdrawiam.

  11. budi

    Podobnie skrajne emocje wzbudza też najnowsza EP-ka autora Untrue.
    ? 😉

Kto linkował?

  1. 2013: Popisali się | Ziemia Niczyja | Mariusz Herma