Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.

Rhythm Baboon – W-Life
Bartek Woynicz:

Z Chicago do Gdańska.

Algiers – There Is No Year
Bartek Woynicz:

Misophonia, czyli 700 wersów wołania do ściany.

Leandro Fresco & Rafael Anton Irisarri – Una Presencia En La Brisa
Jarek Szczęsny:

Niepewność własnego słuchu.

Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.



Burial

Podsumowanie roku 2019

Oto one. Płyty z 2019 roku, do których warto wracać. Bez konkretnych podziałów na style czy kraj pochodzenia.
Czytaj dalej »

Podsumowanie roku 2019

„Dla Izraelitów 9 było symbolem przeczucia, odrodzenia, duchowości i podróży. W mitologii greckiej uchodziła za liczbę rytualną – dziewięć dni trwały misteria eleuzyńskie na cześć bogini ziemi – Demeter; u Homera w orszaku Apollina występowało dziewięć muz. Hezjod utrzymywał, że aby dostać się do nieba, trzeba wędrować dziewięć dni i dziewięć nocy. Za najdoskonalszy wiek, jaki mógł osiągnąć człowiek uważano 81 lat – iloczyn dwóch dziewiątek. W chrześcijaństwie dziewięć dni trwa nowenna. Dziewięć jest chórów anielskich, a grzesznicy wchodzą do piekła przez dziewięć bram: trzy spiżowe, trzy kamienne i trzy żelazne. W islamie dziewięć otworów jakie ma ciało ludzkie jest uważane za symbol kontaktu człowieka ze światem zewnętrznym, muzułmański sznur modlitewny subha ma 99 paciorków, a Allah występuje w Koranie pod 99 imionami. W kulturze Japonii dziewiątka jest liczbą przynoszącą szczęście i długie życie. (…) Dziewięć to także liczba ukończonych symfonii skomponowanych przez Ludwiga van Beethovena i Antonína Dvořáka, a szczytowe osiągnięcia kompozytorów w tym zakresie to odpowiednio IX symfonia d-moll op. 125 i IX symfonia e-moll „Z Nowego Świata”.

Uzasadnienie dla wyboru dziewięciu najlepszych płyt 2019 niezmienne, choć w ubiegłym roku, przeciwnie do 2018 r., nie było według mnie aż tak dużej konkurencji. Płyt dobrych (dostatecznych) wyszło całkiem sporo, ale do zachwytu jednak wciąż brakowało. Poniżej siedem „nowych” płyt i dwie reedycje (ale jakie!), które obok kolejnych wydawnictw londyńskiej ambientowej oficyny Astral Industries i niezliczonej liczby krótszych form czyli EP-ek wypełniły mi 2019 rok. Kolejność przypadkowa, bez głównego pierwszego miejsca:

Bochum Welt – Seafire

Muzyczny powrót Gianluigi Di Costanzo aka Bochum Welt po dwuletniej przerwie od poprzedniego studyjnego albumu „April”. Bez wielkiego rozgłosu jak w przypadku tego ostatniego i nieco krócej, ale za to różnorodniej stylistycznie (i ambient, i IDM i electro), z wyjątkową wrażliwością i pod nader ciekawym szyldem wytwórni Central Processing Unit z Sheffield.

Synkro – Images

Jeden z najważniejszych i najsolidniejszych artystów tworzących w stylistyce ambient/breakbeat i jego drugi świetny album studyjny w dyskografii, którą przecież stale poszerza równie dobrymi EP-kami. Klasa, klasa i jak zawsze oryginalny wyspiarski styl, który sprawia, że zawsze bliżej mi do Londynu niż Berlina. [Recenzja Pawła Gzyla]

Calibre – Planet Hearth

Niezwykle osobisty album jednej z ciekawszych postaci drum & bass’ów, Irlandczyka Dominicka Martina aka Calibre, dedykowany pamięci zmarłego przyjaciela artysty. Spokojny, wyciszający album pełen pięknych kompozycji, czy to jeśli chodzi o utwory stricte ambientowe, te w których łączy się on z downtempo czy też te, które można śmiało nazwać piosenkami. Dla tych którym „Planet Hearth” szczególnie przypadnie do gustu polecam sprawdzić także zeszłoroczny album Desolate’a pt. „Exceptionalism” (Sven Weisemann).

GAS – Pop

Jest las, jest kwas i jest GAS, ale w „najcieplejszej” odmianie spośród wszystkich swoich leśnych albumów. Płyta, która trafiła do mojej kolekcji po dwudziestu latach od premiery dzięki ubiegłorocznemu repressowi (wyczekiwanego latami) po prostu musiała trafić do tego zestawienia. Bez znaczenia, że to reedycja. Dobra muzyka się nie starzeje, oto dowód.

Gramm ‎– (Personal_Rock)

Na tej samej zasadzie co „Pop” do zestawienia „The best of 2019” musiała też trafić jedyna płyta Jana Jelinka nagrana pod pseudonimem Gramm. Płyta genialna od początku do końca i równie wyjątkowa pozycja w osobistej płytotece. 10/10 od dwudziestu lat.

DWIG – music for xxx

Jeden z najciekawszych twórców deep-house’owych i jego czwarty album studyjny, który – jak każdy poprzedni w istocie – można było kupić w ciemno. A nawet trzeba było, bo nakład rozszedł się jak ciepłe bułeczki. Kto przegapił kupić może od rekinów z Discogsa, płacąc rzecz jasna dwa razy tyle. Czy warto? Nie mam żadnych wątpliwości. [Recenzja autorska]

Burial ‎– Tunes 2011-2019

Są w tym zestawieniu reedycje, niech będzie też kompilacja. Tym bardziej, że zostawia ona w tyle większość „nowych” elektronicznych płyt tego roku. Trudno się dziwić, gdy chodzi o takiego artystę jak Burial. Geniusz o wyjątkowej wrażliwości, którego album „Tunes 2011-2019” można określić krótko: fenomenalny. [Gdyby ktoś chciał szerzej: recenzja autorska Jarka Szczęsnego]

Priori – On A Nimbus

Debiutancki album Francisa Latreille’a aka Priori, jednego z współzałożycieli i prowadzących wytwórnię NAFF to zdecydowanie najprzyjemniejsze techno 2019 roku, przefiltrowane przez hipnotyzujący idm i delikatne elementy jungle. Remedium dla wszystkich zmęczonych mocarnym techno i szukających czegoś „lżejszego”, a przy tym płyta, której wyjątkowo słucha się także w domu. Bardzo warto, bo to bardzo fajna płyta. I można sobie popatrzeć na okładkę jak kiedyś na te japońskie obrazko-książeczki. Tylko przyjemniej.

Segue – The Island

Jest Segue (Jordan Sauer), są duby. Jest też ambient no i jest kanadyjska oficyna Silent Season. Wreszcie jest dokładnie tak jak okładka podpowiada. Zabrać ten album i uciec na bezludną wyspę, odcinając od siebie cały świat. Niesamowite wrażenia. I takich właśnie życzę wam na 2020.
[PS: a jeśli chcecie nabyć The Island w naprawdę przyzwoitej cenie – zajrzyjcie do sklepu z poniższego linku].

Podsumowanie roku 2019

Najlepsza dziesiątka. Czytaj dalej »

Podsumowanie 2019

Dziesięć strzałów w dziesiątkę. Czytaj dalej »

Burial – Tunes 2011-2019

Brama do innej rzeczywistości. Czytaj dalej »

Pod igłą #4: Burial, Kangding Ray, Nthng, Hierarchy

Czwarta odsłona cyklu „Pod igłą” to spojrzenie na cztery świetne EP-ki oscylujące w chłodnych brzmieniach różnych odmian techno, od deep & dub, ambient-techno aż po eksperyment. Zapraszam do sprawdzenia nowości od Buriala, Kangding Ray, Nthng i Hierarchy. Może to decyzja przekorna wakacyjnemu słońcu, ale naprawdę warto sprawdzić te wydawnictwa, nawet (a może właśnie szczególnie) w środku lata.

Burial – Claustro / State Forest

O geniuszu i wadze twórczości Buriala dla muzyki elektronicznej powiedziano już wiele, jeśli nie wszystko. William Bevan nowego albumu nie wydał od ponad 10 lat, ale co jakiś czas przypomina o sobie EP-kami. Jedne z nich były bardzo udane (np. Subtemple / Beachfires z 2017 r.), inne być może ciut mniej (ale też żadnej nie można określić jako „średnia” czy „przeciętna”). Spokojnie mógłby z nich złożyć jeden album, czego nie robi z sobie znanych przyczyn. Nie wiem co nim kieruje i nigdy się nie dowiem.

Słuchając najnowszej EP-ki Brytyjczyka zatytułowanej „Claustro / State Forest” wiem za to, że Burial wciąż ma pomysł na tworzenie oryginalnych brzmień w tak przesyconej aktualnie elektronice. To chyba właśnie dlatego wystarczą mu dwa nagrania, nie liczące łącznie nawet kwadransa, żeby jasno zaznaczyć w tym świecie swoją ważną obecność. Dziwaczny, drumowo – garażowy „Claustro” spokojnie i dostojnie żongluje elementami dance’owymi i wokalami, wpędzając słuchacza w nastrojowy odpływ. W tle słychać wykręcone, dziwaczne motywy, które tylko dodają nonszalancji tej zabawie przez co nie sposób nie zauroczyć się tym klubowym numerem.

„State Forest” to zupełnie inna historia, a nawet zupełnie inny świat. Momentami rozrywający na strzępy, a przy tym spokojnie pulsujący chłodem na gołych nerwach i zranionych emocjach, jest idealną muzyczną metaforą samotności i bezsensu istnienia. Nie umiem znaleźć w nim nadziei, a w swojej szczerości na temat straty i odosobnienia jest do granic prawdziwy. Powracający w tle odgłos znużonego, ciągłego otwierania metalowej zapalniczki jest jak mantra przypominająca o tych wszystkich przepalonych godzinach, trwających wieczność, spędzonych na próbach jakiegokolwiek wytłumaczenia czyjegoś odejścia. I kiedy wydaje się, że to może już, pojawia się to wspomnienie oddechu, które rozpoczyna te katusze na nowo. Bez cienia wątpliwości to jedna z najpiękniejszych eksperymentalnych ambientowych kompozycji, jakie kiedykolwiek pojawiły się w elektronice i jednocześnie dowód na ostatnie odruchy człowieczeństwa. Pewne jest bowiem, że moment, w którym przestaniemy wzruszać się muzyką Buriala, będzie ostatecznym dowodem na koniec „czującej” ludzkości.

Czerwiec 2019 | Hyperdub

Kangding Ray ‎– Predawn Qualia

Mimo, że najnowsza EP-ka Davida Letelliera aka Kangding Ray składa się raptem z czterech utworów, to solidna i wyborna pozycja w dyskografii francuskiego producenta, obejmująca najlepsze co można sobie wyobrazić w eksperymentalnym techno. Kangding Ray w znany tylko sobie sposób wyłuskuje to, co w tej stylistyce najciekawsze i oprawia z wyczuciem wymagającymi w odbiorze efektami, uzyskując efekt budzący spore uznanie.

U mało kogo jak u Kangding Ray torpedujący, nie dający wytchnienia kick brzmi dość lekko i hipnotycznie gdy nałożony jest na melancholijną melodię i zgrzytliwy, arpeggiowany metaliczny dźwięk („Predawn Qualia”). Podobnie u niewielu artystów eksperymentalne techno potrafi jednocześnie zabrzmieć jak muzyka filmowa („Stone Sober Brushstrokes”) czy jak wymarzony utwór na peak deep/minimal techno seta („Orcan Tears”). Dopełnieniem EP-ki jest ostatni „Trade On Azul”, perfekcyjny closing totalnie łamiący schemat namiotowych rave’ów! Jest miło, szczególnie gdy do namiotu wpada ciepłe słońce. A jednak w lipcowej odsłonie „Pod igłą” nie udało się uciec od letniego słońca! Nie jest to tania EP-ka (70-90 zł), ale nie mam wątpliwości że dla koneserów techno, ta cena nie wyda się wygórowana. Dodatkowo dostają artystyczne rękodzieło w postaci ręcznie malowanego sleeve’a. Bajer, ale urokliwy i świadczący o dopracowaniu EP-ki pod każdym względem.

Maj 2019 | ARA . About Recording Artists

Nthng ‎– Microdose

Kto gustuje w deep techno, ten prędzej czy później musi trafić na nagrania tajemniczego holenderskiego producenta tworzącego pod pseudonimem nthng. Kiedy już natrafi się na tego delikwenta i posłucha kilku z jego kompozycji, raczej nigdy nie wyjdzie się już z fascynacji brzmieniem artysty, które jest tak hipnotyzujące, że uzależnić się od niego zajmuje chwilę. Podobnie jest i w przypadku najnowszej EP-ki nthng, zatytułowanej „Microdose”, wydanej nakładem wytwórni Mörk, sub-labelu brytyjskiej Lobster Theremin. Trafiły na nią trzy utwory, emocjonalny i subtelny „Sighting Of An Angel”, nasączony electro „Neo” i kosmiczny tytułowy „Microdose”. Nthng jak zwykle się nie spieszy, budując każdy z nich ze spokojem i wyczuciem, dzięki czemu ponad ośmiominutowe kompozycje stają się alternatywnymi opowieściami, idealnymi do miksowania na różne momenty pełnego napięcia seta. Jest ciemno, ale nie jest duszno, wręcz przeciwnie, dużo tu przestrzeni i energii, którą się przesiąka i która napędza do hipnotycznego tańca.

Znów mu się udało i znów myślę sobie, że przeżyć jego set na żywo będzie jednym z najlepszych doświadczeń w ciemniejszym i głębszym techno. Tylko poczekać, aż ktoś zaprosi go do Polski. Tylko, a może aż. Na czas przeczekania najlepiej zamknąć się w czterech ścianach z „Microdose”, zgasić światło i przemyśleć co wrzucić na pod igłę, gdy po blisko pół godziny ta rewelacyjna atmosferyczna EP-ka się skończy. A może EP-kę, którą proponuję jako ostatnią w tym wydaniu? Wszak świetnie ze sobą współgrają.

Lipiec 2019 | Mörk

Hierarchy ‎– Matter/Space/Void

Na koniec zostawiam najnowsze wydawnictwo w oficynie A Sacred Geometry, jaką jest EP-ka Hierarchy, zatytułowana po prostu jak trzy utwory, które na nią trafiły: „Matter/Space/Void”. Jest to jeden z trzech krążków (zob. także Nors i album „Dies Irae” oraz „A Syrian Gaze”), które ukazały się nakładem tej wytwórni, nie stanowiąc przy tym nagrań Fabrizio Sestito, założyciela i producenta nagrywającego pod takim samym pseudonimem jak nazwa wytwórni – A Sacred Geometry (jeśli nie znacie serii jego EP-ek pt. „Chapter I-V”, to jest to najlepsza okazja do nadrobienia tych zaległości).

„Matter/Space/Void” to debiut tajemniczego (tajemniczej?) Hierarchy, a więcej informacji na temat artysty nie znalazłam. Wiem za to, że warto już teraz zapamiętać ten pseudonim i śledzić kolejne wydawnictwa, na które „Matter/Space/Void” rozbudza nadzieje. Pełne energii i wyobraźni dub techno, jakie słyszmy w „Matter”, przechodzi następnie w międzygalaktyczną podróż do świata przestrzennych tribali („Space”), by na końcu przeobrazić się w surowe i wyciszające ambient-techno („Void”). Te trzy utwory świadczą o dużej muzycznej wrażliwości artysty, który (która) zna doskonale kanon esencjonalnego dub techno, a jednak debiutując potrafi dodać temu sporo własnej wizji. Dzięki temu otrzymujemy naprawdę ciekawą EP-kę, do której niejako gratisem jest remiks samego założyciela A Sacred Geometry, wspomnianego Fabrizio Sestito, który na EP-kę Hierarchy dograł swoją reinterpretację utworu „Matter”, oznaczoną jako „ASG Materia Remix”. Wisienka na tym winylowym torciku!

Lipiec 2019 | A Sacred Geometry

Pod igłą # 4 | Lipiec 2019

Burial – Untrue po 10 latach

Jarosław Szczęsny

Nie byłem przygotowany na to, co nadeszło. Nieopierzonym słuchaczem będąc, tkwiłem sobie w świecie ułożonym przez redaktorów jednej z rozgłośni radiowych. Aż tu nagle takie coś. No bo przecież człowiek jakby z letargu się budził, a jako pobudkę mu trans się podsuwa. Bo, że Burial nagrał płytę taneczną (czy jeszcze używa się tego pojęcia?) było dla mnie rzeczą oczywistą.

Choć aura bijąca z „Untrue” wskazywałaby raczej na cmentarz jako miejsce, gdzie ów taniec miałby się odbyć. Jestem też sobie w stanie wyobrazić, że ta muzyka mogłaby by się wydobywać z toni wodnej. Dźwięk zarejestrowany na płycie ma charakter wyraźnie nierzeczywisty. No i te głosy niemożliwie przetworzone i porozciągane. Do tego jakieś odgłosy demontujące poczucie intymności na rzecz wzmocnienia emocjonalności. Jeśli powyższe brzmi jak jakiś bełkot to znaczy, że płyta przez ostatnie dziesięć lat się nie postarzała i ciągle miesza w głowie.

Bartek Woynicz

Po dekadzie od premiery można już z dużą dozą pewności stwierdzić, że ten album był, jest i już pozostanie jedną z najważniejszych pozycji w historii muzyki elektronicznej. W moim odczuciu mimo upływu ponad trzech i pół tysiąca dni od jego ukazania materiał nic, a nic nie sczerstwiał i pomimo, że wiemy już kto jest jego twórcą poziom tajemniczej magiczności towarzyszący słuchanym dźwiękom jest w dalszym ciągu tak samo wysoki jak w dniu pierwszego odsłuchu.

Potwierdzeniem wyjątkowości „Untrue” jest fakt, iż po setkach jego przesłuchań nie jestem w stanie przyporządkować poszczególnych utworów do ich tytułów (z wyjątkiem „Archangel”). Oczywiście historie pokroju tej o budowaniu bitów z nagrań otwieranej zapalniczki Zippo tylko dodają kolejne rozdziały do legendy tego klasyka

Krystian Zakrzewski

Z Burialem to była miłość od pierwszego usłyszenia. Zaraz po premierze albumu, odpaliłem go na swoim „pojemnym” – jednogigabajtowym odtwarzaczu mp3 i przeniosłem się w nostalgiczną podróż po mieście. Mieszkałem wówczas w Toruniu, więc dźwięki „Untrue” towarzyszyły mi w trakcie porannych, jesienno-zimowych wycieczek do pracy.

Stare miasto, gotyk, mgła, mrok oraz odbijające się od zarysowujących się kamienic dźwięki takich numerów jak „Archangel”, „Ghost Hardware” oraz „Homeless” na zawsze zostały w mojej pamięci i nie wyobrażam sobie tych dwóch pór roku bez celebrowania odsłuchu albumów Buriala”

Maciek Kaczmarski

Preferuję pierwszy album, choć to na „Untrue” trafiła jedna z najpiękniejszych kompozycji Buriala – „Ghost Hardware”. I jedna z najgorszych, czyli „Archangel”.

Ania Pietrzak

To, że „Utrue” Buriala zmieniło dubstep to dość oczywiste, ale w 2007 r. kiedy został wydany ten album, zdarzyło się moim zdaniem coś więcej niż „tylko” zatrzęsienie w dubstepie. Tak naprawdę „Untrue” sprawiła, że w końcu niezwykle wyraźnie ukazała się emocjonalna, wrażliwa i jednocześnie bardzo depresyjna twarz elektroniki, która dziś jest równie mocna co ta nieco „radośniejsza”.

To oczywiście stwierdzenie przekorne z mojej strony. Przecież w 2007 r., kiedy Hyperdub wypuszczała „Untrue” nikt jeszcze nie wiedział jak wygląda Burial, a spekulacji na temat jego prawdziwej tożsamości była cała masa, w tym także ta dość szalona, że Burial to kolejny projekt… Davida Lyncha. Dziś wiemy już na pewno, że Burial to William Bevan i że „Untrue” przeszła do historii jako jedna z najpiękniejszych i najwrażliwszych płyt w historii szeroko pojętej elektroniki. Wielu krytyków wieszczyło to już 10 lat temu. Album dostał ówcześnie rewelacyjne recenzje. Ze stawianiem pomników jest jednak najczęściej tak, że są budowane z czasem i „Untrue” jest tego przykładem.

Doskonała i perfekcyjna płyta Buriala dla wielu jego fanów stała się wyznacznikiem muzycznej tożsamości samego artysty, przez co dziś bywa on krytykowany za odejście w stronę dark techno i dark ambientu. Osobiście nie przychylam do tych zarzutów niemniej jednak na pewno zgadzam się, że „Untrue” to największe dzieło Brytyjczyka. Naprawdę ciężko będzie mi wybrać najpiękniejszy moment tej płyty. Uwielbiam ją od pierwszych jej dźwięków, w tym jednego z najbardziej znanych singli Buriala „Archangel”, do ostatniego, krótkiego i sprawiającego wrażenie przypadkowego uderzenia pałeczki perkusyjnej w talerz, którym kończy się zamykający album „Raver”.

Uważam, że to płyta, która nie tylko kształtuje wrażliwość, ale także otwiera ją na prawdziwie uczuciową elektronikę, delikatną i surową, po której dość naturalnym wydaje się eksplorowanie ambientu, minimal techno, a potem wreszcie melancholijnej muzyki klasycznej, opartej o żywe instrumentarium. Poza wspomnianym kultowym „Archangel” i „Raver” moje ulubione fragmenty tej płyty to „Etched Headplate”, „Shell of Light”, „Dog Shelter”, „UK”. Z kolei najważniejszy jej moment (wybrany z wielkim trudem) – „In McDonalds”. Dwuminutowa muzyczna metafora pierwszych samodzielnych kroków w dorosłości i radzenia sobie z jej gorzkością. Powalające. Moja ocena „Untrue” – 10/10.

A jakie jest Wasze zdanie o tej płycie po 10 latach? Piszcie w komentarzach!

Burial – Subtemple / Beachfires

Nowa płyta Buriala „Subtemple / Beachfires”, składająca się z dwóch utworów o takich właśnie tytułach, może być dla was sporym zaskoczeniem. Może, ale nie musi. A to dlatego, że jeśli dobrze wsłuchaliście się w jego wcześniejsze wydawnictwa być może „dostrzegliście” gdzieniegdzie surowe ambientowe fragmenty. „Subtemple / Beachfires” to w całości tego typu materiał. W efekcie Burial stworzył coś tak zimnego, że w moim odczuciu tej płyty można słuchać tylko i wyłącznie w samotności.

„Subtemple / Beachfires” kwalifikuję zdecydowanie jako dark ambient. Serio, mimo przesłuchania jej dziesiątki razy, wciąż odnajduję fragmenty, które mnie przerażają. Z drugiej strony, talent i niebywała wrażliwość Buriala zapewniają jej tak wysoki poziom, że nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Zwracam waszą uwagę, że płyta mocno testuje determinację i wytrzymałość słuchacza (celowo używam obu słów nie traktując ich tu jako synonimów). Dlatego istnieje ryzyko, że odpuścicie ją uznając, że to po prostu za ciężki materiał. Pomimo wspomnianego niepokoju, na wytrwałych czeka jednak gęsta masa tak poruszających emocji, że momentami ciężko znaleźć słowa by je opisać. Nadto także poczucie, że Burial jest dziś jednym z mistrzów szeroko pojętej elektroniki, który zaskoczy nas jeszcze nie jeden raz. Tego jestem pewna.

„Subtemple” i „Beachfires” są niemal w całości okrojone ze wszystkiego co – pomimo różnorodności nagrań Buriala – było do tej pory jego znakiem rozpoznawczym tj. sampli, dubstepu, basów i perkusji. Płytę wypełniają głównie powolne, czasem przeciągnięte, mroczne dźwięki. W „Subtemple” wiele z nich pojawia się dosłownie na chwilę, są poprzecinane szeptami, odgłosami zmęczonego oddechu i zbliżających się kroków. Jednocześnie inne motywy powtarzają się, ale tylko po to, by nieco stonować owe niepokojące tło. To wszystko powoduje, że odbiorca przełącza się na tryb czuwania i w gotowości czeka na to, co wydarzy się dalej.

„Beachfires” zaczyna się nieco spokojniej, choć dzwonki wietrzne wróżą, że spokój ten nie utrzyma się zbyt długo. Burial zaczyna opisywać dźwiękiem świat, ale nie ten który znamy tylko równoległy, który dopiero się tworzy. Powoli odsuwa olbrzymie kamienne głazy za którymi materia, czas i przestrzeń nie mają jeszcze ukształtowanych form ani granic. Tak jakby słuchacz pojawił się tam tuż po wielkim wybuchu i dostał szansę obserwowania jak poszczególne części grawitacyjnej osobliwości kształtują się wokół niego, momentami oplatając całe jego ciało. Nagle, zupełnie niespodziewanie nastaje cisza. A po niej dźwięk przesunięcia odnóża jakiejś lekkiej istoty, który w normalnych warunkach byłby niesłyszalny dla ludzkiego ucha. Tak, nowe życie rodzi się ciszą. To ten krótki moment zanim istota zaczyna oddychać samodzielnie. To wręcz niewiarygodne, że Burial potrafił opisać ten moment dźwiękiem.

Pisząc na wstępie, że gdy Burial wydaje nowe płyty nie wiadomo, czy to już jego prawdziwa twarz czy kolejna maska, chodziło mi o to, że każda jego kolejna płyta znacznie różni się od poprzednich (przykładowo spójrzcie na takie zestawienie: „Untrue” z 2007 r., „Rival Dealer” z 2013 i niniejsza „Subtemple / Beachfires”). Zawsze zaskakuje mnie tak bardzo, że właściwie do końca nie wiem jakim jest artystą i jak go opisać. Jestem przekonana, że to nie jest przypadek. Tak jak nieprzypadkowo na początku swojej kariery ukrywał prawdziwą tożsamość czy tak jak niechętnie udziela wywiadów i publicznych wystąpień. Nawet jego zdjęć w Internecie jest dosłownie kilka. Niewiadoma i dystans są więc wpisane w jego naturę. I chyba właśnie dzięki temu Burial potrafi tak doskonale oswoić samotność swoją muzyką. „Subtemple / Beachfires” jest na to najlepszym dowodem.

2017 | Hyperdub

Boomkat » Profil na BandCamp »

Podsumowanie 2013 – Maciek Kaczmarski

To był kapitalny rok – najlepszy od 2009. Czytaj dalej »

Burial – Rival Dealer

Genre bender Czytaj dalej »

Płyta roku 2012 według czytelników Nowamuzyka.pl

Już po raz ósmy wybieraliście swój album roku. Dziś prezentujemy wyniki głosowania – miejsce pierwsze to precedens w dotychczasowej historii plebiscytu. Sprawdźcie sami! Czytaj dalej »

Burial i Four Tet znów nagrywają

Niespełna miesiąc po EPce Buriala „Kindred”, londyńscy producenci wydają wspólny utwór.

Czytaj dalej »

Burial – Kindred

Co mają ze sobą wspólnego zawodowy bokser Witalij Kliczko oraz producent muzyczny William Bevan alias Burial? Czytaj dalej »

Jak oceniacie współpracę Massive Attack z Burialem?

17 października ukaże się wspólna epka Massive Attack i Buriala. Są pierwsze fragmenty. Czy to dobry pomysł, czy może zjadanie elektronicznego ogona?
Czytaj dalej »