Aphex Twin – Collapse EP
Ania Pietrzak:

Ukochany troll częstuje kryształami.

Tim Hecker – Konoyo
Jarek Szczęsny:

Wkurz przemądrzałego realistę.

Kaczmarek – K.A.C.Z.M.A.R.E.K.
Paweł Gzyl:

Kolejny krok w stronę eksperymentu.

Envee, Teielte oraz Petite Noir
Jarek Szczęsny:

Polska i reszta świata.

The Lotus Eaters – Desatura
Paweł Gzyl:

Wycinki ze studyjnych improwizacji.

Marie Davidson – Working Class Woman
Jarek Szczęsny:

Alternatywny bal.

Puce Mary – The Drought
Paweł Gzyl:

Dominacja czy uległość?

The Dumplings // Oxford Drama
Jarek Szczęsny:

Młodzi, zdolni, elektroniczni.

Various Artists – Air Texture Vol. VI – Selected By Steffi & Martyn
Paweł Gzyl:

Breakbeatowa wersja ambientu.

Szun Waves – New Hymn To Freedom
Jarek Szczęsny:

Pasuje jak ulał.

Stephen Lopkin – Clyde Built
Paweł Gzyl:

Świetlista elektronika w stylu Motor City.

Oiseaux-Tempête – Tarab
Łukasz Komła:

Nie pomińcie tego!

Murcof – Lost In Time
Ania Pietrzak:

危機

Wilhelm Bras – Living Truthfully Under Imaginary Circumstances
Jarek Szczęsny:

Budowniczy syntezatorów.



Podsumowanie roku 2014 – Bartek Woynicz

Subiektywna lista płyt odchodzącego roku.

11 poniższych pozycji w mijającym roku sporo mi towarzyszyło i są to albumy, do których w mojej opinii będziemy wracać po latach – ja na pewno. W krótkich opisach sięgnąłem (w większości przypadków) do cytatów z recenzji moich redakcyjnych kolegów, za co mam nadzieję, się nie obrażą.

Perc – „The Power & Glory”
„Druga płyta po głośnym debiucie jest podobno zawsze szczególnie trudna dla każdego artysty. Ali Wells poradził sobie z tym syndromem bez problemu. „The Power & The Glory” to zupełnie inny materiał niż „Wicker & Steel”. Więcej tu śmiałych eksperymentów, brzmienie ma bardziej ekstremalny charakter, ale nie brak tu również surowej energii o klubowej proweniencji, chociaż całość ma zdecydowanie awangardowy ton. Co tu dużo pisać – Perc to autentyczny geniusz najmocniejszych odmian nowej elektroniki” – trudno mi się nie zgodzić ze słowami Pawła Gzyla, którego pełna recenzja znajduje się tutaj.

Swans – „To Be Kind”
„Wszystko wskazuje na to, że bez najmniejszego trudu można zatracić się w twórczości Swans, w najlepszym tego słowa znaczeniu, ale i też odnaleźć w niej wiele niezapomnianych emocji, barw i ekscytujących brzmień. „To Be Kind” skupia w sobie rockowe wariactwo, współczesną awangardę i demoniczny folk, który został dodatkowo oblany bluesowym i jazzowym brudem” – tak pisał o tym potężnie pięknym albumie Łukasz Komła. Cała recenzja tutaj.

Ben Frost – „AURORA”
Australijczyk przebywający na codzień, na Islandii, stworzył dzieło zarazem piękne jak i straszne. Inspirowane tragicznymi wydarzeniami w szarpanym wojną Kongo, oparł swój 5 album na syntezatorach i potężnych perkusjach, choć poza niemal kakofonicznym wydźwiękiem całości, można tu odnaleźć chociażby elementy IDM-u. Obcowanie z tym materiałem ma znamiona masochistycznej wręcz przyjemności.

FKA Twigs – „LP1”
„Jeden z twórców długogrającego debiutu FKA Twigs stwierdził, że świat nie jest jeszcze gotów na ewolucyjny skok jaki serwuje „LP1″. W tym zuchwałym stwierdzeniu może być sporo prawdy, bo debiut Angielki faktycznie ma szansę stać się ważnym drogowskazem dla szerszego muzycznego spektrum” – pomimo, że jej Ep-ki wydają się być lepsze od albumu (bo bardziej odważne), to jest to jednak moim zdaniem ważny, przełomowy krążek.
Pełna recenzja tutaj.

Loops Haunt – „Exits”
„Rozbuchana wyobraźnia szkockiego producenta wprzęgnięta zostaje w formę krótkich i zwartych nagrań. Ich nieposkromiona energia i sowizdrzalski humor przywodzą oczywiście na myśl dawne utwory Aphex Twina czy Amona Tobina. Scott Douglas Gordon wyrasta jednak z pokolenia wychowanego na dubstepie, a nie na rave’ie czy jungle’u. Stąd jego muzyka ma zdecydowanie inne brzmienie – lokując się jednak ze względu na swą niesforność blisko debiutów wspomnianych gigantów nowej elektroniki” – podpisuję się w pełni po tym, co o „Exits” napisał Paweł Gzyl, tutaj pełna recenzja jego autorstwa.

Young Fathers – „Dead”
„Długogrający debiut Młodych Ojców to konsekwentne poszerzanie granic, bezkompromisowe wyrzucanie się z porządkujących szufladek, ukazywanie prawdziwych nerwów na zewnątrz, skupienie na spontanicznym momencie tworzenia, z którego nigdy nie wiadomo co wyjdzie. A, że wychodzi genialne? Tylko się cieszyć” – tuż za tą pozycją powinny znaleźć się tegoroczne krążki Clipping – „CLLPNG”, „Run The Jewels – Run the Jewels 2”, Ratking – „So It Goes” czy Shabazz Palaces – „Lese Majesty”.
Pełna recenzja „Dead” tutaj

Answer Code Request – „Code”
„Patrick Gräser celowo pozbawił swój debiutancki album potężnej mocy swych singlowych nagrań. Owszem – są tutaj momenty, w których z pełną furią rezonuje siła nowego techno rodem z Berghain. Ale są też momenty wyciszenia – i niemal mistycznej medytacji. To bogactwo brzmień pracuje jednak tylko na korzyść „Code”. W efekcie to jeden z najciekawszych albumów tego sezonu – o zadziwiająco przystępnym potencjale” – nasz nowomuzyczny specjalista od techno brzmień, Paweł Gzyl ponownie trafia w punkt.
Pełna recenzja tutaj.

Damon Albarn – „Everyday Robots”
„Zawsze ambitnie i odważnie (…). Już od pierwszych taktów słychać, iż Albarn odniósł osobisty sukces, po raz kolejny zmieniając twórczy tor, nie wypierając się przy tym okrzepłych już w jego umyśle inspiracji (…). Jako neutralny obserwator z typową dla siebie melancholią kreśli obraz cywilizacji XXI wieku” – tym razem cytuję Daniela Barnasia, który skrzętnie podsumował nostalgiczny krążek lidera Blur.
Cała recenzja tutaj.

Skadedyr – „Kongekrabbe”
„Ma się wrażenie, że przy takiej ilości detali i rozwiązań artyści musieli spędzić noce i dnie w studiu, a tak nie było. Wystarczył im jeden dzień (…). Członkowie Skadedyr umiejętnie kontrolują poziom i natężenie abstrakcji w swoich nagraniach. Nie boją się wejść w ekstremalne frazy, wywracać klasyki do góry nogami i krążyć wokół mikrotonalnych wariacji” – Łukasz Komła po raz kolejny odkrył wspaniały „nieznany ląd”.
Jego recenzja tutaj.

„Flying Lotus – You’re Dead!”
„Ellison nagrał w zasadzie płytę jazzową i w tej kategorii materiał prezentuje się porywająco, a wyobraźnia jego twórcy imponuje. Jest to jednak przede wszystkim oryginalny muzyczny esej o ostateczności, która każdego z nas spotka, najpierw pośrednio, a finalnie najbardziej bezpośrednio jak tylko się da. Słuchając tego eseju można szybować myślami wokół idei śmierci i odrodzenia zaszczepianych w historii filozofii chociażby przez Sokratesa, Montaigne’a, Heideggera czy Sartra. Flying Lotus stworzył kolejną ważną płytę, która z pewnością zostanie zapisana na kartach muzyki”.
Recenzja tutaj.

Hatti Vatti – „Worship Nothing”
”(…) to piękny, osobisty album, który po bardzo dobrze przyjętej w zeszłym roku „Algebrze” ugruntowuje coraz bardziej znaczącą pozycję Piotra Kalińskiego na kosmopolityczno-elektronicznym horyzoncie.”
Recenzja w całości tutaj.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. FKA Twigs to odkrycie roku!