Wpisz i kliknij enter

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)

Geometria dźwięków.

Fale Martenota instrument stworzony na początku lat 20. XX wieku przez francuskiego wiolonczelistę Maurice`a Martenota zaprosił elektroniczne dźwięki do świata muzyki. Właściwie można uznać go za syntezator. Oparty został na technologii oscylatora lampowego, którego pracę można było zakłócać za pomocą choćby ciała ludzkiego, co zniekształcało falę dźwięku dając niesamowite efekty. Z czasem doszły jeszcze klawisze i ozdobny kształt. Tym samym do rąk twórców trafił instrument z praktycznie nieskończoną gamą barw dźwięku.

Przeróżni twórcy korzystali z niego. Najciekawiej wypadał w rękach awangardzistów, a w swojej muzycznej podróży nie ominął również kina, szczególnie ozdabiania filmów science fiction. Trafiał również do kompozycji tworzonych przez współczesnych artystów takich jak Daft Punk czy Radiohead. Nigdy jeszcze nie powstała płyta w całości oparta na nim. Aż do dziś. Album „Chimères (pour ondes Martenot)” został nagrany przez prawdziwą wirtuozerkę tego instrumentu Christine Ott. Znana chociażby ze współpracy z zespołem Oiseaux-Tempête, którego współtwórca – Frédéric D. Oberland – pomagał przy produkcji.

Pierwsze co przychodzi do głowy w trakcie słuchania to określenie „niesamowite”. Jeśli to zbyt łatwe, wówczas proponuję „niecodzienne”. Gwarantuję, że tak plastycznej muzyki, pełnej udziwnionej natury i niesprecyzowanego pochodzenia nie znajdziecie zbyt wiele na tej planecie. Odmienność stanów i emocjonalnych zabarwień stanowi o jej wielopłaszczyznowości. „Todeslied” jest ośmiominutową konfrontacją człowieka z obcością kosmosu. Kosmosu, którego nie jest w stanie zrozumieć, ani się z nim skomunikować. Sam utwór byłby dobrą ścieżką dźwiękową do „Solaris” Stanisława Lema.

Największą uwagę skupia z wolna żarzący się i – od czasu do czasu – buchający żarem „Eclipse”, gdzie słychać echa równoległych światów. A przecież takich mocnych wrażeń nie zwiastuje nawet otwierająca, piękna powolność w „Comma”. Nawet w miarę pogodny i radosny „Darkstar” pozwala się rozchmurzyć i pomarzyć o czymś miłym. Sielankowo-folkowy nastrój panuje w „Mariposas”, a „Pulsar” to istny popis geometrii dźwięków. Utrzymany w tonie ciężkim, odpowiednio okazały, ale z chwilami lekkości utwór „Burning” jest zaskakujący. Doskonale sprawdza się również w roli sugestywnego końca tej płyty. Christine Ott dokonała rzeczy śmiałej i pięknej.

Nahal Recordings | 2020
Bandcamp
FB
FB Nahal







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy