Various Artists – Flowers From The Ashes: Contemporary Italian Electronic Music
Paweł Gzyl:

Nowe otwarcie?

Ljerke – Ljerke
Jarek Szczęsny:

Malownicza forma życia.

Fahrland – Mixtape Vol. I
Paweł Gzyl:

Domowe melodie.

Wojciech Jachna / Ksawery Wójciński – Conversation with Space
Jarek Szczęsny:

Nie ma to jak sobie pogadać.

Kazuya Nagaya – Microscope of Heraclitus
F P:

Natura lubi się ukrywać

Syny – Sen
Jarek Szczęsny:

Dużo, ciemno i głośno.

Fluxion – Ripple Effect
Paweł Gzyl:

Odświeżająca wersja gatunku.

FFRANCIS – Off The Grid
Ania Pietrzak:

Najciekawszy „polski” mariaż popu i elektroniki, polecany w szczególności sceptykom tego pierwszego.

Rebekah – My Heart Bleeds Black
Paweł Gzyl:

Jaki tytuł, taka muzyka.

Lemiszewski/Olter – Post Refference
Jarek Szczęsny:

To ja sobie poleżę.

Ursula K. Le Guin & Todd Barton – Music and Poetry of the Kesh
Jarek Szczęsny:

Czytajcie i słuchajcie.

Kapital & Richard Pinhas – Flux
Łukasz Komła:

Ziemianie z planety Flux!

Dax J – Offending Public Morality
Paweł Gzyl:

Apologia wolności twórczej.

Jerzy Przeździecki & Andrzej Karałow – Wir
Łukasz Komła:

Wyimprowizowana opowieść na fortepian i syntezatory modularne.  



YOY – glutton

Błażej z Barcelony.

Pierwszy kwartał bieżącego roku stoi pod znakiem dominacji polskiej elektroniki. Zarówno pod kątem ilościowym, jak i jakościowym. Co tydzień można było się potknąć o płytę znaczącą, bardzo dobrą lub zajmującą. Znalazło się też miejsce na ocieranie się o geniusz. Jako przykłady wskazałbym Jakuba Lemiszewskiego i Nanook of the North. Taki Fischerle wydał aż trzy płyty, w tym dwie w kooperacjach. Błyskotliwość i odwaga w poszukiwaniu nowych form ekspresji dominują wśród naszych twórców. Z jednej strony mamy wycieczki eksperymentalne, z drugiej coraz młodsi wchodzą do gry.

Kolejnym, który dołącza do stawki jest Błażej Kotowski z Barcelony. Z jego profilu na portalu społecznościowym można się doczytać, że pochodzi z Poznania, a stolicę Katalonii w chwili obecnej jedynie zamieszkuje. Godna pozazdroszczenia perspektywa, ale nie to skłonić powinno was to zapoznania się z jego twórczością. Pierwszy z kolei „rast” brzmi jakby sztuczna inteligencja przejęła kontrolę nad nagraniem. Iskrzące dźwięki, komputerowe pikania, rwane odgłosy zacięcia i paleta wszystkiego co komputerowy świat jest w stanie z siebie wygenerować.

W pewnym momencie („gripper”) można poczuć się jakbyśmy znaleźli się w tunelu, do którego światło słoneczne nie dociera. Potarcia basowe robią wrażenie przy jednostajnych zapętleniach. Błyszczy ten utwór. Idealnie sprawdza się nocną porą. Gdzieś tam odezwie się dźwięk, który w jakiś sposób o ludzkiej rasie przypomni, ale w mig zostaje przetworzony i stapia się z rozciągniętym tłem. Właściwie wszystko z tym tłem się rozpuści po pospiesznej końcówce. Zjawiskowość muzyki YOY przypomina mi twórczość Jakuba Lemiszewskiego.

Reprezentantem ludzkiego pierwiastka jest „human wave”. Przypomina to przeskakiwania po falach radiowych, ale odbieranych na stacji kosmicznej. Nieodparte wrażenie pustki jest dojmujące. W tle słychać charakterystyczne niskie dźwięki oraz ambientowe plamy. Kotowski potrafi skręcić w stronę idm („sparks”), wykazać się nietuzinkową rytmiką („slime mold”) lub odmalować tło z rozmachem („throat ache”). Ciekawym przykładem jest „aspirin”, gdzie słychać wpływy krautrockowej motoryki. Sięga po smaczki muzyczne przypominające muzykę ze starych gier komputerowych, tak jak niegdyś zrobił to Krojc. Kwadratowa plastyczność towarzyszy nam praktycznie przez całe siedem minut utworu. Jako całość „glutton” wymyka się łatwemu zaszufladkowaniu i stanowi kolejny dowód na niebywałą potencję rodzimej sceny elektronicznej.

Audile Snow | 2018

Bandcamp

FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze