MONOH – MONOH
Łukasz Komła:

W oparach myśli.

ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.



Music Man

Petar Dundov – At The Turn Of Equilibrum

Imponujący hołd dla klasyki nietaneczej elektroniki.

Czytaj dalej »

Deetron – Music Over Matter

Tym razem szwajcarski producent postawił jednoznacznie na house – i to podporządkowany w większości przypadków strukturze piosenki.

Czytaj dalej »

Petar Dundov – Sailing Off The Grid

Nowy album chorwackiego producenta urzeka równie klasycznym pięknem, jak jego ubiegłoroczne arcydzieło .

Czytaj dalej »

Robert Hood – Motor: Nighttime World 3

W lecie 1995 roku austriacka wytwórnia Cheap opublikowała nowy album Roberta Hooda – „Nighttime World Vol. 1”. Płyta była sporym zaskoczeniem – bo choć zrealizowana w niedługim okresie po słynnym „Minimal Nation”, zawierała zgoła inną muzykę. Wyciszoną, nastrojową, ilustracyjną. W ten sposób słynny producent z Detroit odsłaniał swoje nowe oblicze – dalekie od klubowej bombardierki. Kontynuację tego wątku przyniósł wydany w 2000 roku nakładem jego własnej wytwórni M-Plant „Nighttime World Vol. 2”. Tym razem muzyka na krążku była bardziej rozbudowana aranżacyjnie – ale też stonowana. Upłynęła kolejna dekada i dostajemy trzecią część cyklu, tym razem zrealizowaną dla belgijskiej firmy Music Man.

Inspiracją do stworzenia tego materiału był dokumentalny film Juliena Temple (tak, tego od Sex Pistols i The Clash) – „Requiem For Detroit”. Obraz pokazuje bowiem, jak pod wpływem przemian ekonomicznych w USA ostatnich lat, doszło do przerażającej degradacji jednego z największych ośrodków przemysłowych świata. Po krachu finansowym Motor City pustoszeje dosłownie z dnia na dzień. Ogromne połacie miasta rozpadają się pod naporem zieleni – w tej chwili już ponad czterdzieści procent jego powierzchni zostało oddane prerii. Ale co ciekawe – mieszkańcy Detroit w tym upatrują drogę wyjścia z beznadziejnej sytuacji. Okazuje się bowiem, że spora część młodej populacji miasta zwraca się ku… rolnictwu.

Sytuacja ta stała się dla Roberta Hooda punktem wyjścia do stworzenia futurologicznej wizji, obejmującej swym zasięgiem nie tylko Motor City, ale cały nasz glob. Bo przecież amerykański producent nie byłby w pełni chrześcijaninem, gdyby choćby w desperacki sposób nie szukał nadziei. Hood widzi ją właśnie w odwrocie od degradującej ludzkość industrializacji, a tym samym – w powrocie do najbardziej rudymentarnych form współżycia z naturą, czyli ekologicznego rolnictwa. W tym kontekście Detroit znów jawi się miastem… przyszłości, pierwszą post-amerykańską metropolią, która ma szanse pokazać światu, że jest możliwe znalezienie wyjścia z powolnego rozpadu przemysłowej cywilizacji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2037939-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2037939-02″ allowscriptaccess=”always”]

Jak to się przekłada na muzykę? W fascynujący sposób. Tym razem amerykański producent już nie stawia na tak łagodne brzmienia, jak za pierwszym czy nawet drugim razem. Sporą część materiału z nowej płyty wypełnia mocno osadzone w kontekście jego wcześniejszych produkcji solidne techno. Tworzą je klasyczne dla tego gatunku dźwięki – mocne uderzenia twardego bitu podrasowane głębokimi pochodami basu, które uzupełniają rozwibrowane pasaże klawiszy („Drive – The Age Of Automation”), acidowe loopy o żrącym tonie („Motor City”) czy dubowe efekty („Torque One”). Punktem kulminacyjnym jest tutaj rozbudowany „Black Technician” – dziesięciominutowa symfonia rozegrana na melodyjne klawisze, przestrzenne efekty i soundtrackowe ozdobniki. Hood pozostaje oczywiście w kręgu detroitowych brzmień – bo wszystkie te utwory są zanurzone w głębokich tłach, nadających całości charakterystyczny klimat nocnej wędrówki przez przemysłową metropolię.

Są tu też bardziej ilustracyjne kompozycje, w naturalny sposób kontynuujące wątki z dwu wcześniejszych albumów. Dalekie od klubowej funkcjonalności, bo osadzone na mechanicznym rytmie nie nadającym się do tańca, odpowiadają one naszej wizji Detroit – miasta zdominowanego przez maszyny. Hood zestawia jednak monotonne uderzenia automatu perkusyjnego z zaskakująco łagodnymi melodiami, niesionymi przez nostalgiczne akordy klawiszy o fortepianowej barwie („The Wheel”) czy niesłyszane wcześniej w jego produkcjach niemal rave`owe loopy („Assemby”). Do zestawu tego pasują także dwa całkowicie odmienne nagrania – z jednej strony wypełniony pięknymi dźwiękami pianina optymistyczny „Better Life”, a z drugiej – osadzony na IDM-owym podkładzie chmurny „Learning”. Połamaną rytmikę znajdujemy na płycie zresztą znacznie częściej. W „Slow Motion Katrina” amerykański producent stawia na spowolniony hip-hop, a w finałowym „A Time To Rebuild” – na wymodelowany na tribalową modłę zawiesisty breakbeat.

Niepokój miesza się tutaj z nadzieją, mroki dzisiejszego Detroit z łagodną wizją przyszłości miasta, bezradność wobec obojętności państwa z zapałem wypływającym z solidarnego współdziałania ludzkiej wspólnoty. A wszystko to w fascynującej oprawie dźwiękowej, mocno zakorzenionej w naturalnej dla Motor City „czarnej” tradycji muzycznej. W ten sposób Robert Hood potwierdza, że jest mistrzem w tworzeniu elektronicznych concept-albumów. Co najważniejsze jednak – również „Motor: Nighttime World 3” przenika głęboka wiara z możliwość człowieczego odkupienia. A to coś unikalnego, nie tylko we współczesnej pop-kulturze, ale wręcz we współczesnej sztuce w ogóle. „As long as there is a seed, there is hope”.

Music Man 2012

www.musicmanrecords.net

www.facebook.com/musicmanrecords

www.facebook.com/pages/Robert-Hood

Petar Dundov – Ideas From The Pond

Kiedy jedenaście lat temu Jeff Mills opublikował nakładem swej wytwórni Tomorrow ambientowy album „Sculptures 1-3” chorwackiego producenta Petara Dundova, większość zachodnich krytyków i fanów zastanawiała się, kim jest ten wyróżniony przez mistrza z Detroit artysta. Tymczasem pochodzący z Zagrzebia twórca miał już wtedy za sobą aż osiem lat działalności na scenie elektronicznej.

Zaczynał od siarczystego hard trance`u, nagrywając dla wielce wpływowych w tym kręgu na początku lat 90. niemieckich wytwórni Formaldehyd i Adam & Eve. Potem skierował się w stronę minimalowego techno, powołując do życia niezwykle popularny w krajach byłej Jugosławii projekt Brother`s Yard. W międzyczasie tworzył również ambient – i właśnie te kompozycje zachwyciły Millsa na tyle, że Dundov okazał się pierwszym producentem z zewnątrz, któremu były bombardier Underground Resistance postanowił wydać płytę w swojej tłoczni.

Od czasu „Sculptures 1-3” chorwacki twórca zaczął publikować pod własnym nazwiskiem. Nie był to jednak ambient, ale energetyczne techno, które z wielkim powodzeniem zaczęła mu wydawać bardzo zasłużona dla rozwoju klubowej elektroniki wytwórnia Music Man z Belgii. Kulminacją artystycznego rozwoju okazał się nowy album Dundova – „Escapemenets” – który pokazał go jako twórcę melodyjnego techno o niemal epickim oddechu. Kolejne lata upłynęły chorwackiemu producentowi na dostarczaniu tanecznych killerów. Do teraz – bo właśnie ukazał się trzeci jego album, zawierający muzykę zaskakującą swym rozmachem.

„Ideas From The Pond” przynosi siedem rozbudowanych nagrań, które układają się w fascynującą syntezę elementów różnych czterech gatunków – głębokiego techno, przestrzennego ambientu, podniosłego trance`u i majestatycznej kosmische musik. Jak przedstawia się ta wizja w rozbiciu na konkretne kompozycje?

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1930559-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1930559-02″ allowscriptaccess=”always”]

Umieszczone na wstępie płyty „Ideas From The Pond” i „Silent Visitor” rozpoczynają się rozwibrowanymi arpeggiami perlistych syntezatorów, które podszywają przeciągłe smugi rozmytych klawiszy. W pierwszym nagraniu pojawia się niezwykły rytm – zagrana na „żywej” perkusji połamana struktura, podbita fantazyjnie giętym basem. Miarowy puls ciężkiego techno uderza dopiero w drugim z utworów, wiodąc wprost do „Distant Shores”, gdzie modulowane pasaże trance`owych dźwięków stanowią tło do porywającej partii delikatnej gitary, przywodząc na myśl epokowy album Manuela Goettchinga z 1984 roku – „E2 – E4”.

Zanim w „Brownian Interplay” rozlegnie się bit typowy dla muzyki z Detroit aż przez pięć minut mienić się będą kosmiczne tony – dopiero potem Dundov sięgnie po masywny podkład rytmiczny uzupełniony przestrzennymi efektami. Te krautowe reminiscencje dochodzą w pełni do głosu w zachwycającym „Together” – ta rozegrana na pograniczu ambientu i klasyki kompozycja z charakterystycznym dla przełomu lat 70. i 80 zapętlonym bitem z powodzeniem mogłaby się znaleźć zarówno w repertuarze dawnego Vangelisa, jak i Kraftwerk lub któregoś z ich brytyjskich naśladowców w rodzaju wczesnego OMD czy The Human League.

Bliżej najlepszych dokonań Tangerine Dream lokuje się natomiast „Around One”. Gęste brzmienie utworu Dundov tworzy z kolejnych nakładek syntezatorowych pasaży, z których jedne budują hipnotyczny puls, a drugie – przejmującą melodykę. Elementy klasycznego trance`u w stylu Svena Vätha mieszają się tu z kosmicznymi wycieczkami Clustera, tworząc urzekającą swym odrealnionym pięknem germańską mini-symfonię. Płyta kończy się zresztą w podobnym stylu – piętnastominutowa „Tetra Float” wprost zapiera dech w piersiach swym potężnym brzmieniem, wznoszącym urokliwą melodykę rodem z dawnych dokonań Harmonii na wyżyny o niemal metafizycznym wymiarze.

Dawno żaden producent klubowej elektroniki nie stworzył tak pięknej muzyki – w klasycznym tego słowa znaczeniu. Bo na „Ideas From The Pond” nie ma żadnego dźwięku, który wprowadzałby w tę arkadyjską wizję jakikolwiek element dysharmonii. Jeśliby do tego rodzaju muzyki przyłożyć arystotelesowskie kategorie estetyczne i etyczne – nowy album Petara Dundova byłby ich perfekcyjnym wcieleniem w życie.

Music Man 2012

www.musicmanrecords.net

www.petardundov.com

www.myspace.com/petardundov

Marcel Dettmann – Conducted

Ostatnie lata były dla tego niemieckiego didżeja i producenta wyjątkowo obfite. Wydany w 2008 roku przez Ostgut Ton jego miks „Berghain 02” został uznany przez zachodnią krytykę za jeden z najlepszych setów minionej dekady. Sukces odniósł również autorski album artysty – „Dettmann”. Nic więc dziwnego, że o jego remiksy upomnieli się nie tylko koledzy z undergroundu w rodzaju Terence`a Fixmera czy Damona Wilde`a, ale również gwiazdy nowej elektroniki, choćby Junior Boys czy Ellen Allien. Potwierdzeniem świetnej passy niemieckiego twórcy jest jego najnowszy set – zrealizowany tym razem dla wielce zasłużonej dla rozwoju muzyki klubowej belgijskiej wytwórni Music Man.

Zaczyna się zgodnie z oczekiwaniami – industrialne wprowadzenie w stylu Throbbing Gristle zapożyczone z debiutanckiego albumu Sandwell District („Immolare – First”) prowadzi nas wprost do zestawu prawdziwych killerów w stylu mocnego techno. Rozpoczyna go glitchowym dekonstrukcjami o minimalowym charakterze trio Signal złożone z mistrzów tego typu grania z Raster Noton („Wismut”). Potem niemiecki producent Roman Lindau serwuje lekko podłamane bity ozdobione ciepłymi plamami syntezatorów („Sub Suggestion”), a weteran gatunku – Kim Rapatti alias Mono Junk – przywołuje wspomnienie przesterowanych podkładów rytmicznych rodem z hard techno w swym „Channel B”.

Detroitowy klasyk Martina Bondsa z 1991 roku – „Sundog” – opublikowany pod pseudonimem Reel By Reel – sprawia, że miks skręca delikatnie w stronę lżejszych brzmień o niemal house`owym tonie. Potwierdzają to następne nagrania. Autorem pierwszego z nich jest Gene Hughes, nowojorski muzyk, który zginął w wypadku samochodowym w czerwcu tego roku. Dettman przypomina jego oldskulowy „Night” z 1990 roku firmowany szyldem Bluemoon Productions. The Analogue Cops i Vril to całkiem nowe projekty – ich muzyka pasuje jednak idealnie do nagrania Hughesa. To szorstki house o zmysłowym pulsie, przywołujący wspomnienie dokonań klasyków z Motor City z Inner City na czele („Why You Love Me” i „V3”). Podobnie gra zresztą tym razem również Milton Bradley – znany przecież ze znacznie cięższego uderzenia („Don`t Phonk”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1860388-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1860388-02″ allowscriptaccess=”always”]

Kolejne wejście artysty z Sandwell District zwiastuje odwrót do hipnotycznego techno. Silent Servant nadaje miksowi swym „El Mar” odpowiedni puls, a Morphosis i Redshape idealnie się weń wpasowują, serwując dwa znakomite utwory – niepokojący „Too Far” i dowcipny „The Lesson”. Kiedy wydaje się nam, że Dettman pociągnie ten wątek do końca miksu, gwałtownie zmienia się rytmika – to „Hello Bleep!” Sheda, które otwiera breakbeatową część zestawu. Połamane uderzenia automatu perkusyjnego znajdujemy również w „GoGo Bop (A Trip To The Bodega”)” – zapomnianym nagraniu projektu Cheeba Starks Presents The Troupe Committee, działającego w połowie lat 90. na nowojorskiej scenie house`owej.

Dubstepowa jazda zaczyna Answer Code Request – jego „Escape Myslef” o IDM-owym brzmieniu zgrabnie łączy się z podobnie mroczną kompozycją „Post-Traumatic Son” duetu O/V/R (czyli James Ruskin i Karl O`Connor) w remiksie Bena Klocka. Nocny klimat podtrzymuje młody producent z USA – Kevin Kennedy – działający pod pseudonimem FBK („Nanormal”). Całość kończy jednak znów Shed z ukłonem w stronę brytyjskiego breakbeatu – jego „44A” to zaskakujący swą rytmiczną bombardierką hołd berlińskiego producenta dla słynnego sklepu Hard Wax.

Ci, którzy kojarzą Marcela Dettmanna wyłącznie z morderczym techno, będą zaskoczeni tym miksem. „Conducted” odsłania bowiem zupełne inne fascynacje niemieckiego didżeja – zarówno amerykańskim house`m, jak również angielskim hardcore`m. Wszystko te gatunki płynnie łączą się jednak ze sobą na płycie, tworząc intrygującą od początku do końca całość.

Music Man 2011

www.musicmanrecords.net

www.myspace.com/marceldettmann