Wpisz i kliknij enter

Petar Dundov – Ideas From The Pond

Dawno żaden producent klubowej elektroniki nie stworzył tak pięknej muzyki.

Kiedy jedenaście lat temu Jeff Mills opublikował nakładem swej wytwórni Tomorrow ambientowy album „Sculptures 1-3” chorwackiego producenta Petara Dundova, większość zachodnich krytyków i fanów zastanawiała się, kim jest ten wyróżniony przez mistrza z Detroit artysta. Tymczasem pochodzący z Zagrzebia twórca miał już wtedy za sobą aż osiem lat działalności na scenie elektronicznej.

Zaczynał od siarczystego hard trance`u, nagrywając dla wielce wpływowych w tym kręgu na początku lat 90. niemieckich wytwórni Formaldehyd i Adam & Eve. Potem skierował się w stronę minimalowego techno, powołując do życia niezwykle popularny w krajach byłej Jugosławii projekt Brother`s Yard. W międzyczasie tworzył również ambient – i właśnie te kompozycje zachwyciły Millsa na tyle, że Dundov okazał się pierwszym producentem z zewnątrz, któremu były bombardier Underground Resistance postanowił wydać płytę w swojej tłoczni.

Od czasu „Sculptures 1-3” chorwacki twórca zaczął publikować pod własnym nazwiskiem. Nie był to jednak ambient, ale energetyczne techno, które z wielkim powodzeniem zaczęła mu wydawać bardzo zasłużona dla rozwoju klubowej elektroniki wytwórnia Music Man z Belgii. Kulminacją artystycznego rozwoju okazał się nowy album Dundova – „Escapemenets” – który pokazał go jako twórcę melodyjnego techno o niemal epickim oddechu. Kolejne lata upłynęły chorwackiemu producentowi na dostarczaniu tanecznych killerów. Do teraz – bo właśnie ukazał się trzeci jego album, zawierający muzykę zaskakującą swym rozmachem.

„Ideas From The Pond” przynosi siedem rozbudowanych nagrań, które układają się w fascynującą syntezę elementów różnych czterech gatunków – głębokiego techno, przestrzennego ambientu, podniosłego trance`u i majestatycznej kosmische musik. Jak przedstawia się ta wizja w rozbiciu na konkretne kompozycje?

Umieszczone na wstępie płyty „Ideas From The Pond” i „Silent Visitor” rozpoczynają się rozwibrowanymi arpeggiami perlistych syntezatorów, które podszywają przeciągłe smugi rozmytych klawiszy. W pierwszym nagraniu pojawia się niezwykły rytm – zagrana na „żywej” perkusji połamana struktura, podbita fantazyjnie giętym basem. Miarowy puls ciężkiego techno uderza dopiero w drugim z utworów, wiodąc wprost do „Distant Shores”, gdzie modulowane pasaże trance`owych dźwięków stanowią tło do porywającej partii delikatnej gitary, przywodząc na myśl epokowy album Manuela Goettchinga z 1984 roku – „E2 – E4”.

Zanim w „Brownian Interplay” rozlegnie się bit typowy dla muzyki z Detroit aż przez pięć minut mienić się będą kosmiczne tony – dopiero potem Dundov sięgnie po masywny podkład rytmiczny uzupełniony przestrzennymi efektami. Te krautowe reminiscencje dochodzą w pełni do głosu w zachwycającym „Together” – ta rozegrana na pograniczu ambientu i klasyki kompozycja z charakterystycznym dla przełomu lat 70. i 80 zapętlonym bitem z powodzeniem mogłaby się znaleźć zarówno w repertuarze dawnego Vangelisa, jak i Kraftwerk lub któregoś z ich brytyjskich naśladowców w rodzaju wczesnego OMD czy The Human League.

Bliżej najlepszych dokonań Tangerine Dream lokuje się natomiast „Around One”. Gęste brzmienie utworu Dundov tworzy z kolejnych nakładek syntezatorowych pasaży, z których jedne budują hipnotyczny puls, a drugie – przejmującą melodykę. Elementy klasycznego trance`u w stylu Svena Vätha mieszają się tu z kosmicznymi wycieczkami Clustera, tworząc urzekającą swym odrealnionym pięknem germańską mini-symfonię. Płyta kończy się zresztą w podobnym stylu – piętnastominutowa „Tetra Float” wprost zapiera dech w piersiach swym potężnym brzmieniem, wznoszącym urokliwą melodykę rodem z dawnych dokonań Harmonii na wyżyny o niemal metafizycznym wymiarze.

Dawno żaden producent klubowej elektroniki nie stworzył tak pięknej muzyki – w klasycznym tego słowa znaczeniu. Bo na „Ideas From The Pond” nie ma żadnego dźwięku, który wprowadzałby w tę arkadyjską wizję jakikolwiek element dysharmonii. Jeśliby do tego rodzaju muzyki przyłożyć arystotelesowskie kategorie estetyczne i etyczne – nowy album Petara Dundova byłby ich perfekcyjnym wcieleniem w życie.

Music Man 2012

www.musicmanrecords.net

www.petardundov.com

www.myspace.com/petardundov







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


11 Komentarzy

  1. No jakie to słitaśne! 😀 To naprawdę jest płyta z tego roku? Może po prostu w tym roku ktoś ją odnalazł, a nagrana została jednak z 30 lat temu? Ech, odzyskuję wiarę w brać elektroniczną, skoro ktoś jeszcze potrafi produkować takie perełki.

  2. tyle tej nowej muzyki ze Petar Dundov myli mi sie z Dieterem Wernerem

    ale Vangelis nie mylic mi sie z niczym: shit od razu laduje w koszu

  3. @phamm

    przYłożenie, nie przełożenie; przyłożenie kategorii (jak linijki) celem „pomiaru jakości” wcielenia

  4. O men, pojechałeś na końcu. Możesz wytłumaczyć co masz na myśli z przełożeniem na kategorie etyczne?

    1. W klasycznej filozofii (ale też oczywiście w chrześcijańskiej) piękno ma służyć dobru – stąd powiązanie estetyki z etyką.

    2. bardziej się można przyczepić do masła maślanego w tych słowach… „Jeśliby do tego rodzaju muzyki przyłożyć arystotelesowskie kategorie estetyczne i etyczne – nowy album Petara Dundova byłby ich perfekcyjnym wcieleniem w życie” – przełożenie i wcielenie są użyte w tym samym znaczeniu, czyli mamy do czynienia z tzw. błędnym kołem… może lepiej by było, że „płyta Dundova jest swoistą emanacją estetycznych i etycznych kategorii Arystotelesa”, ale nic nie zarzucam, jak zwykle treściwa recenzja i zachęciła mnie do poszukiwań albumu i oczywiście odsłuchu

      1. Przemyślałem to i uważam, że jest dobrze, bo „przyłożenie” i „wcielenie” jednak nie oznacza tego samego. To dwa zupełnie inne procesy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy