Wpisz i kliknij enter

L.U.C – PyyKyCyKyTyPff

Twórczości Łukasza Rostkowskiego już od dawna nie wypada nazywać hip-hopem. Na poziomie mistrzowskim opanował on słowotwórstwo, które znajduje ujście w eksperymentalnym sylabowaniu kolejnych wersów. Album ‘PyyKyCyKyTyPff’, którego tytuł onomatopeicznie naśladuje raperski beatbox, świadczy o totalnym resecie, jaki potrzebny był artyście po zrealizowaniu projektu ‘39/89 – Zrozumieć Polskę’, pragnącemu jednocześnie ziścić swoje marzenia tyczące się nagrania bardzo, jak na polskie standardy, awangardowego. Rezultat?

Brzmienie albumu w całości zbudowane zostało w oparciu o szeroką gamę dźwięków, jakie generuje aparat mowy Łukasza – śpiew i melorecytacje wsparte beatboxem przemielonym przez elektroniczno-analogowy kombajn znakomicie się uzupełniają i, co ważne, nie zlewają się w jednowymiarową breję. Rozbudowane podkłady rytmiczne stworzone zostały z polotem i finezją. Przypominają bardziej trip-hopowe produkcje, niż przewidywalne, ograne do bólu blokerskie bity. Momentami można po prostu zapomnieć, iż nie słyszymy kroczącej, elektronicznej perkusji tylko wokalne impresje Eluce. Szmery, przydźwięki i płynące nad nimi partie ‘basu’ tworzą wyjątkowo depresyjny klimat, którego w tak wysokich stężeniach nie uświadczyłem nawet na ‘Homoxymoronomaturze’. Co prawda znajdziemy tu tragikomiczne przypowieści (‘Oratorium Rubikochomikorium’, ‘Kto Jest Ostatni?’) pasujące swą wymową do ‘Planet L.U.C’, lecz są one tylko ciut weselszymi przerywnikami od krucjaty rozliczającej rzeczywistość z obietnic składanych przez wielkich tego świata.
Duże wrażenie robi też utwór ‘L.U.C. Jak Dziadek W Kiosku (Całe Życie W Ruchu)’ wypełniony zwierzeniami Łukasza na temat życia, które składa się właściwie jedynie z podróży od koncertu do koncertu przerywanego sesjami w studiu nagraniowym i weekendowymi wizytami w domu. Kolejny dowód na to, iż żywot zawodowego muzyka nie jest wcale różami usłany.

Treść ‘PyyKyCyKyTyPff’ skupia się na obserwacjach szarego oblicza naszego kraju, którego dawno być już nie powinno, a z którym przyszło nam toczyć nieustanne, donkiszotowskie walki. A tematów do poruszenia nie brakuje – dostaje się wszystkim po równo, między innymi post-peerelowskiej poczcie polskiej, Morzu Bałtyckiemu, polskim autostradom, a na deser wtórnej kinematografii światowej (przezabawny monolog o ostatnim remake’u Robin Hooda Ridleya Scotta). Do tego sporych rozmiarów streszczenie ostatnich, nie do końca chlubnych wydarzeń, w tym walk o krzyż i zachowań społeczeństwa podczas pogrzebu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego sygnalizuje, iż Łukaszowi przyszłość Polski obojętna nie jest.

‘PyyKyCyKyTyPff’ sprawia wrażenie dopracowanej produkcji, będącej zręcznie dopisanym epilogiem do albumu ‘Planet L.U.C’. Nie podziela w pełni optymistycznego rozwoju przyszłych wydarzeń każąc zastanowić się zarówno nad sobą, jak i nad światem, w którym przyszło nam żyć. L.U.C jako jeden z niewielu polskich artystów nie boi się eksperymentować i tworzyć muzyki po swojemu. Chwała mu za to.

EMI Music Poland | 22.10.2010

4/5







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
ubique
ubique
11 lat temu

umrzyj

Polecamy