Wpisz i kliknij enter

Ben Frost & Daníel Bjarnason – Sólaris

Sinfonietta Cracovia, Ben Frost, Brian Eno oraz Daníel Bjarnason – projekt o takim pierwszoligowym składzie już dawno przeszedł ze sfery marzeń do rzeczywistości. Tych, którzy zbierają właśnie szczękę z klawiatury zapraszam do lektury puszczając jednocześnie enigmatyczny komunikat do zaznajomionych z tematem – już jest, oficjalnie na płycie.

„Sólaris” to nie tylko zachwycający monument postawiony muzyce eksperymentalnej. To także ogromne przedsięwzięcie sięgające początkami ubiegłorocznej edycji Unsound Festival, na potrzeby której Ben Frost wraz z Daníelem Bjarnasonem skomponowali suitę inspirowaną słynną powieścią Stanisława Lema. Książka wraz z filmem Andreia Trakovsky’ego stanowią niemałe źródło inspiracji, dlatego też oczekiwać można tworu ciekawie przenikającego zarówno pierwowzory, jak i naszą wyobraźnię.

Członkowie Sinfonietty Cracovii – sekcja instrumentów smyczkowych w sile dwudziestu dziewięciu osób, dwóch perkusistów oraz pianista, którzy odpowiadali za nagranie partii instrumentalnych, byli zachęcani do osobistej interpretacji czytanych nut. Tym samym melodie wiodące, miast przypominać jeden organizm, bardziej podobne są do roju pszczół – podążają w określonym kierunku, lecz każdy z instrumentalistów dąży do celu po nieznacznie odmiennej trajektorii. Ten prosty zabieg sprawił, iż muzyka zamknięta na albumie „Sólaris” tętni życiem niepodobnym do jakichkolwiek znanych mi ambientowych tworów, wymykając się z resztą jednoznaczniej klasyfikacji gatunkowej. Nie jest to ambient grany przez filharmoników, a prędzej dźwiękowa interpretacja tajemnicy, jaka kryje się za nazwą Solaris pod postacią fuzji brzmień symfonicznych i poszukiwania dźwięków rozsianych wśród ciszy. I choć zabrzmi to jak zręczny chwyt marketingowy, to „Sólaris” nigdy nie powinno znaleźć się na liście przedmiotów dostarczanych na International Space Shuttle, czy okołobiegunowe stacje badawcze. Album ten jest transmiterem tak niepokojących, ambiwalentnych wrażeń, iż można go scharakteryzować jako bliski eksplozji ładunek lękowych egzystencjalnych.

Dramaturgia podąża tu za zmieniającą się sinusoidalnie dynamiką – w jednej chwili upuszczane w całkowitej ciszy pojedyncze dźwięki gamelanu, wsparte brzmieniem strun fortepianu obłożonych łańcuchami i śrubami, powoli odmierzają czas niczym podczas teatralnej przerwy, by zaraz ustąpić nerwowo wzbierającym kadencjom kontrabasu oraz skrzypiec. Duet Frost/Bjarnason prawie całkowicie odciął się od wszędobylskiej elektroniki zdając się tym samym wyłącznie na akustyczne instrumentarium podczas komponowania. „Sólaris” zyskało dzięki temu głęboki oddech, przestrzeń potęgującą symfoniczny majestat kompozycji.

Chciałbym wierzyć, iż projekty tak wyjątkowe, jak ten, tworzone specjalnie z okazji konkretnego wydarzenia, będą w przyszłości wspominane jako forpoczta pewnego trendu, który z czasem stanie się stałym i oczywistym punktem programowym wydarzeń pokroju Unsound Festival.

Protegowany Briana Eno oraz kompozytor muzyki klasycznej z mroźnej Islandii stworzyli muzykę żywą, której rozwoju nie sposób przewidzieć podczas pierwszego z nią kontaktu. „Sólaris” jest kapsułą w czasie, listem wysłanym w przyszłość wyrażającym nadzieje na to, iż kiedyś powstanie album, który za każdym razem zabrzmi inaczej, a muzyka na nim uwięziona – jak żywa.

Bedroom Community | 7.11.2011

5/5







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
microust
8 lat temu

Okazuje się że przez jakiś czas mieszkałem w jaskini, lub w najlepszym wypadku leśnej chatce. Umknęła mi ta pozycja. Dzięki!

Edwin
8 lat temu

Boskie. Ben Frost zawsze kojazyl mi sie z ciekawym ambientem, takim ktory nie nuzy, ale pozwala poszybowac myslami gdzies daleko.

ladyship
ladyship
8 lat temu

o dziwo, lepiej mi z tym w domu niż rok temu w kinie kijów…

improwizowawszy
improwizowawszy
8 lat temu

Poezja smaków

catsndogs93
catsndogs93
8 lat temu

Coś pięknego.

Zbyszek
Zbyszek
8 lat temu

Genialny album!

Polecamy

Islaja – Tarrantulla

Koniec ubiegłego roku przyniósł nowy album Merji Kokkonen, znanej wszystkim jako Islaja.