LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.



Bedroom Community

Jodie Landau and wild Up

Nowa postać w Bedroom Community! Czytaj dalej »

Emily Hall

Mamy nową postać w Bedroom Community, a jest nią Emily Hall. Czytaj dalej »

Nowy album Bena Frosta

„Aurora” to tytuł nowej płyty Bena Frosta, której premiera odbędzie się 26 maja. Czytaj dalej »

Washerman – Raw Poet

Nie zrażajcie się koszmarną okładką – bo kryje się pod nią świetna muzyka.

Czytaj dalej »

Premiery płytowe z Bedroom Community

Islandzka wytwórnia Bedroom Community nie spuszcza z tempa i w przeciągu ostatnich dni w katalogu oficyny pojawiła się nowa płyta Jamesa McVinnie’ego. Przypomnimy też o zaległej już marcowej premierze albumu Nadii Siroty oraz mamy dobrą wiadomość dla słuchaczy Daníela Bjarnasona. Czytaj dalej »

Nico Muhly powraca z nowym albumem

Urodził się w Vermont, ale od wielu lat mieszka w Nowym Jorku. Już w wieku 10 lat rozpoczął naukę gry na fortepianie. Ukończył wiele szkół m.in. Columbia University i Juilliard School. Czytaj dalej »

Nowy nabytek wytwórni Sigurðssona

Do szeregów islandzkiej wytwórni Bedroom Community dołączył nowy artysta – Paul Corley. Czytaj dalej »

Darmowy utwór od Valgeira Sigurdssona

Fantastyczna wiadomość dla miłośników muzyki Valgeira Sigurdssona! Czytaj dalej »

John Daly – Sunburst

Ten pochodzący z irlandzkiego Cork młody producent dał się poznać w ciągu siedmiu lat swej fonograficznej aktywności z wyjątkowo eklektycznego gustu. Na swych dwunastocalówkach publikowanych głównie nie wiedzieć czemu przez szwajcarskie wytwórnie Plak i Drumpoet Community penetrował rozlegle obszary techno i house`u, sięgając jednocześnie po starsze gatunki w rodzaju disco i electro. Choć jego debiutancki album „Sea & Sky” z 2009 roku nagrany dla prowadzonej przez Francoisa K. firmy Wave Music był skoncentrowany na tanecznych rytmach, to zaledwie rok później irlandzki producent wzbogacił swą dyskografię o ambientowy krążek „Confinement”.

Jak w takim razie brzmi jego najnowsze dzieło? Zgodnie z oczekiwaniami, trzecia płyta w dorobku Johna Daly jest swobodną wycieczką po różnych odmianach klubowej elektroniki. Zaczyna się od techno – ale tego bogato zaaranżowanego, o wyraźnie detroitowych inklinacjach, utrzymanego w lekko nostalgicznym klimacie (tytułowy „Sunburst”). Podobne brzmienia wracają dopiero pod koniec albumu. Najpierw pojawia się „Moon Pool” wymodelowany na nieco oldskulową modłę, a na finał „Daybreak” – poetycka wizja wyraźnie zainspirowana klasycznymi dokonaniami samego Derricka Maya. Choć wszystkie te nagrania osadzone są na mocnych podkładkach – ich głównym elementem pozostają w każdym przypadku czytelne melodie rozpisane na kilka różnych partii analogowych syntezatorów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1941689-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1941689-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bardziej rozrywkową część albumu rozpoczyna „Release”. To wywiedzione z ejtisowej tradycji plastikowe disco, które niegdyś z powodzeniem mogłoby się znaleźć w katalogu berlińskiego Lasergunu. „Cruise Control” – jak wskazuje sam tytuł – również osadzony jest w tych samych ramach czasowych. Takie mechaniczne electro idealnie nadawałoby się do breakdance`owych zawodów tanecznych w nowojorskim metrze za czasów „gwiezdnych wojen” między Reaganem a Gorbaczowem. „I Got Balls” przywołuje natomiast wspomnienie chicagowskiego house`u, rozbrzmiewając surowymi dźwiękami vintage`owych syntezatorów, niosących chóralnie odśpiewany refren. Po raz ostatni Daly zatrzymuje się w ósmej dekadzie dwudziestego wieku w „All Night”. To romantyczny deep house zrealizowany z wyczuciem stylu typowego dla twórców związanych niegdyś z kultową wytwórnią Nu Groove.

Najmniej ciekawie wypadają w tym zestawie typowo współczesne realizacje. Przycięty do formuły kilkuminutowej piosenki „Promenade” przypomina banalne nagrania rodem z brytyjskiego Kiss FM lansującego komercyjna odmianę radiowej muzyki klubowej. Wpisany w formułę energetycznego tech-house`u „Pass The Swing” wyraźnie ustępuje podobnym produkcjom rodem z Kolonii. Jedynie mocno zdubowany „Deep Heat” robi lepsze wrażenie – bo Daly ożywił go przyjemną bryzą nocnych tonów karaibskich klawiszy.

„Sunburst” słucha się jednak z przyjemnością  – bo to po prostu niezobowiązująca kolekcja w większości sprawnie zrealizowanych nagrań, która ma umilić nam wolny wieczór w domu czy klubie.

Drumpoet Community 2012

www.drumpoet.com

www.myspace.com/drumpoet

www.myspace.com/thesoundofjohndaly

Ben Frost & Daníel Bjarnason – Sólaris

Sinfonietta Cracovia, Ben Frost, Brian Eno oraz Daníel Bjarnason – projekt o takim pierwszoligowym składzie już dawno przeszedł ze sfery marzeń do rzeczywistości. Tych, którzy zbierają właśnie szczękę z klawiatury zapraszam do lektury puszczając jednocześnie enigmatyczny komunikat do zaznajomionych z tematem – już jest, oficjalnie na płycie.

„Sólaris” to nie tylko zachwycający monument postawiony muzyce eksperymentalnej. To także ogromne przedsięwzięcie sięgające początkami ubiegłorocznej edycji Unsound Festival, na potrzeby której Ben Frost wraz z Daníelem Bjarnasonem skomponowali suitę inspirowaną słynną powieścią Stanisława Lema. Książka wraz z filmem Andreia Trakovsky’ego stanowią niemałe źródło inspiracji, dlatego też oczekiwać można tworu ciekawie przenikającego zarówno pierwowzory, jak i naszą wyobraźnię.

Członkowie Sinfonietty Cracovii – sekcja instrumentów smyczkowych w sile dwudziestu dziewięciu osób, dwóch perkusistów oraz pianista, którzy odpowiadali za nagranie partii instrumentalnych, byli zachęcani do osobistej interpretacji czytanych nut. Tym samym melodie wiodące, miast przypominać jeden organizm, bardziej podobne są do roju pszczół – podążają w określonym kierunku, lecz każdy z instrumentalistów dąży do celu po nieznacznie odmiennej trajektorii. Ten prosty zabieg sprawił, iż muzyka zamknięta na albumie „Sólaris” tętni życiem niepodobnym do jakichkolwiek znanych mi ambientowych tworów, wymykając się z resztą jednoznaczniej klasyfikacji gatunkowej. Nie jest to ambient grany przez filharmoników, a prędzej dźwiękowa interpretacja tajemnicy, jaka kryje się za nazwą Solaris pod postacią fuzji brzmień symfonicznych i poszukiwania dźwięków rozsianych wśród ciszy. I choć zabrzmi to jak zręczny chwyt marketingowy, to „Sólaris” nigdy nie powinno znaleźć się na liście przedmiotów dostarczanych na International Space Shuttle, czy okołobiegunowe stacje badawcze. Album ten jest transmiterem tak niepokojących, ambiwalentnych wrażeń, iż można go scharakteryzować jako bliski eksplozji ładunek lękowych egzystencjalnych.

Dramaturgia podąża tu za zmieniającą się sinusoidalnie dynamiką – w jednej chwili upuszczane w całkowitej ciszy pojedyncze dźwięki gamelanu, wsparte brzmieniem strun fortepianu obłożonych łańcuchami i śrubami, powoli odmierzają czas niczym podczas teatralnej przerwy, by zaraz ustąpić nerwowo wzbierającym kadencjom kontrabasu oraz skrzypiec. Duet Frost/Bjarnason prawie całkowicie odciął się od wszędobylskiej elektroniki zdając się tym samym wyłącznie na akustyczne instrumentarium podczas komponowania. „Sólaris” zyskało dzięki temu głęboki oddech, przestrzeń potęgującą symfoniczny majestat kompozycji.

Chciałbym wierzyć, iż projekty tak wyjątkowe, jak ten, tworzone specjalnie z okazji konkretnego wydarzenia, będą w przyszłości wspominane jako forpoczta pewnego trendu, który z czasem stanie się stałym i oczywistym punktem programowym wydarzeń pokroju Unsound Festival.

Protegowany Briana Eno oraz kompozytor muzyki klasycznej z mroźnej Islandii stworzyli muzykę żywą, której rozwoju nie sposób przewidzieć podczas pierwszego z nią kontaktu. „Sólaris” jest kapsułą w czasie, listem wysłanym w przyszłość wyrażającym nadzieje na to, iż kiedyś powstanie album, który za każdym razem zabrzmi inaczej, a muzyka na nim uwięziona – jak żywa.

Bedroom Community | 7.11.2011

5/5