Algiers – There Is No Year
Bartek Woynicz:

Misophonia, czyli 700 wersów wołania do ściany.

Leandro Fresco & Rafael Anton Irisarri – Una Presencia En La Brisa
Jarek Szczęsny:

Niepewność własnego słuchu.

Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.



The Analog Session – April

Oldskulowa odtrutka na dekonstrukcje wszelkiej maści awangardowców.

Działając pod pseudonimem Alexander Robotnick, od czasu swego autorskiego debiutu w 1983 roku, włoski producent Maurizio Dami, uznawany jest za jednego z prekursorów tanecznej elektroniki. Specjalizując się w mocno syntetycznym italo-disco, został ponownie odkryty na początku minionej dekady przez wielbicieli tego gatunku skupionych wokół holenderskiej wytwórni Clone. Dzięki temu z powodzeniem wznowił działalność, mając obecnie na swym koncie już kilka ciepło przyjętych przez muzyczną młodzież singli i albumów.

Trzy lata temu Robotnick rozpoczął współpracę ze swym włoskim kolegę Lapo Lombardim znanym jako Lupus Pinsky. Obaj producenci są bowiem wielkimi fascynatami oldskulowych syntezatorów z lat 70. Działając jako The Analog Session zaczęli więc dawać wspólne koncerty, na których na żywo tworzyli elektroniczne improwizacje. Z czasem ich poczynania nabrały bardziej konkretnego charakteru – a efektem tego jest wspólny album obu Włochów – „April”.

Dwa pierwsze utwory oparte są na klasycznych arpeggiach syntezatorowych rodem z kosmische musik – tutaj zostają jednak wsparte o głębokie pochody basu i twarde uderzenia tanecznych bitów. Mało tego – Robotnick i Pinksy ozdabiają „Ascension” i „Effai” dodatkowymi motywami – staroświeckimi efektami rodem z dawnych filmów sci-fi i epickimi chórami o soundtrackowym rodowodzie. Podobnie dzieje się w finałowym „Distant Voices” – bo i tutaj włoscy producenci łączą ze sobą rozwibrowane kaskady klawiszy z tanecznym pulsem disco, dodając do tego bardziej romantyczne partie syntezatorów, zapożyczone z progresywnej elektroniki lat 80.


Brzmienie tytułowego „April” również wywodzi się również z tej dekady – choć tym razem Robotnick i Pinksy sięgają po chicagowski house. Wypełniając przestrzeń kompozycji acidowymi loopami nie zapominają jednak o melodii, wprowadzając ją przy pomocy przebojowego motywu klawiszowego. Bardziej transowy charakter ma „Amigos”. Co prawda i tutaj buchają z muzyki gorące dźwięki o „kwaśnym” tonie – ale uzupełnia je masywny pochód hipnotycznie pulsującego basu.

Ukłonem w stronę synth-popowej tradycji spod znaku Giorgio Morodera jest w tym zestawie „New Mandarins”. Włoscy twórcy sięgają bowiem po typową dla tego artysty filmową narrację – podszywając jednak główny temat nagrania kosmicznym tłem rodem z kraut-rockowego kanonu lat 70. Znacznie mniej ciekawie wypadają te utwory, w których Robotnick i Pinksy stawiają na mocniejszą energię. „Strange Fruits” i „Little Grudge” są nazbyt skondensowane – za dużo w nich hałaśliwych efektów, a za mało melodii i oddechu.

Ponieważ cały zestaw był nagrywany na analogowych instrumentach ma soczyste i mięsiste brzmienie. W czasach komputerowych deformacji i nadmiernej kompresji dźwięku, słucha się go więc z wielką przyjemnością. Robotnick i Pinsky grają z wyczuciem stylu, zgrabnie żonglując cytatami z przeszłości tanecznej elektroniki. Na odtrutkę po dekonstrukcjach dokonywanych przez awangardowców z PAN czy Mego – posłuchajcie The Analog Session.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Święte słowa. Po nihilistycznej dekonstrukcji należy coś od nowa skonstruować…

    • Michał Fundowicz

      Nihilistycznej dekonstrukcji? Co jest nihilistycznego w dekonstrukcji trance Lorenzo Senni lub rave Lee Gamble?