Wpisz i kliknij enter

Phaeleh – Somnus

Ambientowa droga jednego z ciekawszych eksperymentatorów muzyki elektronicznej ostatnich lat.

Swój trzeci long play prezentuje bristolski wojownik doświadczalnego dubstepu. Tym razem, Matt Preston zabiera nas w absolutnie nowe rejony swojej twórczości. O ile dwa poprzednie albumy („Fallen Light” oraz „Tides”), oscylowały w tematach ściśle związanych z tempem 140bpm, breakbeatem, dubem oraz wyciętymi z przeszłości samplami, to tym razem wchodzimy w nową substancję.

To spirytualistyczne przeżycie, będące wynikiem rejestracji dźwięków opuszczonego miasta, świątyń, podziemi, głębin, przestrzeni, przedmiotów, zjawisk atmosferycznych, ludzi, magów i innych źródeł, których odgadnięcie przychodzi przy kolejnych kontemplacjach albumu. W pewnych momentach tej produkcji, wydawało mi się, że miałem do czynienia z jedyną w swoim rodzaju manierą płynącą od mistrza Lukasa Boysena (Hecq). Innym to razem, przenosiłem się w niebiańskie rejony  Tima Heckera, by znowu uścisnąć klamkę piekieł samego Mondkopfa. Od „One” do „Eleven” – konsekwentna podróż w odmęty naszej wyobraźni.

Pierwszy utwór jest zapisem głosów, ptaków, szmerów, szumu fal oraz… No właśnie, tego niepokojącego i dostojnego pasma syntezatorów, które z całą masą zakłóceń w tle, potrafi stworzyć ten niepowtarzalny ezoteryczny klimat. To swojego rodzaju wejście w kolejne fazy zjawiska, jakim jest sen. Ten nieodłączny element naszego życia, jest jednocześnie jedną z najbardziej tajemniczych kwestii naszego bytu.

W „Two” oraz „Three”, Phaeleh częstuje nas licznymi cymbałkami, pianinkami i dzwonkami. Muzyka płynie jakby ktoś delikatnie muskał wypełnione wodą kieliszki, wydobywając z nich najspokojniejszą melodię. To ukłon w stronę snu, jaki przeżywaliśmy będąc dziećmi. Kołyska-twierdza, oraz latający nad nami świat ożywionych maskotek, głos rodziców, rodzeństwa oraz rozmazany obraz domowego ogniska. Wszystko ukryte daleko za gęstą mgłą, ale jakieś bezpieczne.

„Four” zabiera nas w zgoła odmienne rejony. To samotny lot gdzieś nad ziemską atmosferą oraz próba zgłębienia niepoznanego wszechświata. Wietrzne i szumiące pady prowadzą nasz prom pośród ciężkich akordów mgławic za szybą statku. Pojęcie przestrzeni oraz czasu jest tutaj bardzo względne oraz wątpliwe. Zrozumienie zamknięcia czasu w dwudziestu czterech godzinach doby, a także ograniczenie przestrzeni do planety Ziemia, staje się przyczyną zrozumienia naszej małości oraz kruchości.

Chwilę później nadchodzi „Five”. Gęste pasma chordów, wysokie zakresy padów, dźwięk kropel uderzających o skałę, łańcuszki i dzwoneczki poruszane przez wiatr oraz splendor wytwarzany przez coś podobnego do tybetańskich trąb, zabiera nas do centrum deszczowego miasta.  Nasza obecność w tym miejscu, trwa aż do zakończenia utworu „Eight”.

„Eleven” to wręcz IDMowa konstrukcja, która powoli wybudza nas z bardzo głębokiego snu. Całość rozpoczyna się od pozostawionego w pokoju gramofonu ze skończonym już odsłuchem winylowego krążka. Gdzieś w tle pojawiają się akustyczne świerszcze oraz trzask eksplodujących o żarówkę ciem. Niewyłączony na noc komputer, komunikuje nieznane treści. Ktoś nalewa wodę w łazience oraz przygotowuje śniadanie. Tak po prostu, po raz kolejny wita nas nowy dzień.

Undertow | 2014

https://phaeleh.bandcamp.com/album/somnus

https://www.facebook.com/Phaeleh?fref=ts

https://soundcloud.com/phaeleh

http://www.discogs.com/artist/1249996-Phaeleh







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy