KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.

Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.



Harmonious Thelonious – Santos

Podróż do Afryki – przez Kubę i Teheran.

Kiedy w 2008 roku niemiecki producent Stefan Schwander zadebiutował jako Harmonious Thelonious, wszyscy jego dotychczasowi słuchacze byli mocno zaskoczeni. Wcześniej dał się on bowiem poznać przede wszystkim jako twórca zwiewnego electro i house’u pod takimi szyldami jak Antonelli, Rhythm Maker, Repeat Orchestra czy A Rocket In Dub. Tymczasem jego nowy projekt przynsiół zgoła inna muzykę – hipnotyczne połączenie industrialnej elektroniki z afrykańskimi rytmami.

Z dzisiejszej perspektywy album „Talking” zwiastował brzmienie, które z powodzeniem spopularyzowali potem brytyjscy artyści – choćby Demdike Stare czy The Machine. Eksperymenty z plemienną rytmiką tak wciągnęły Schneidera, że od pięciu lat poświęcił się wyłącznie tego typu graniu, zarówno solo, jak i z dwoma kolegami w projekcie The Durian Brothers. Nic więc dziwnego, że wytwórnia Italic, z którą współpracuje od lat, prezentuje nam właśnie trzeci album Harmoniousa Theloniousa.

Tym razem Schwander postanowił zaprosić do współpracy kilku gości. Stąd w jego studiu w Dusseldorfie znalazły się takie osobistości, jak grający na marokańskim flecie Ghazi Barakat z grup Stereo Total i Pharoah Chromium oraz znany z formacji Calexico basista Volker Zander, który sięgnął po turecki tambur. Na instrumentami perkusyjnymi zasiadł natomiast Stefan Suhr, który praktykuje rytualną grę na perkusji u kubańskich mistrzów. Jak to wszystko zabrzmiało razem?

Otwierający płytę „Rendez Vous Of The Dead” jest utrzymany w stylu poprzednich nagrań Harmoniousa Theloniousa – i od razu eksploduje wściekłą kanonadą tribalowych bębnów podszytą minimalistycznym pulsem, wnosząc ze sobą nawałnicę industrialnych szumów. Całość brzmi jak niezwykłe spotkanie Suicide z Master Musicians Of JouJouka. Echa transowej muzyki z Maroka rozbrzmiewają również w „Belloumi” – ale utwór ma już zdecydowanie spokojniejszy rytm i klarowniejszą melodię, wnoszoną przez brzęczącą partię wspomnianego tambouru.

„The Late Mighty Lord Hope” zaskakuje house’owym rytmem – co prawda otoczonym kubańskimi bębnami i latynoskim piano, ale nadającym kompozycji bardziej klubowy charakter. Podobnie dzieje się w „Mountains” – choć tym razem dźwięki pasterskich piszczałek i tamburynów wnoszą na płytę raczej bliskowschodni klimat. Bardziej etniczny sznyt ma „Industrielle Muziek” – ze względu na połączenie chmurnego pochodu basu z niepokojącym pasażem klawiszy, faktycznie przypominający dokonania niderlandzkich mistrzów industrialu w rodzaju Le Syndicat czy Het Zweet.

Finał płyty ma jednak zdecydowanie lżejszy ton. „Sans Ecole” zaczyna się od tribalowych perkusjonaliów – ale potem niespodziewanie łapie breabeatowy puls, łącząc ze sobą psychodeliczną plątaninę elektronicznych i akustycznych brzmień. „Was Sollen Wir Mit Unserer Trommel Anfangen” lokuje się jeszcze bliżej muzyki klubowej – uwodząc klaskanym rytmem i radośnie plumkającym wibrafonem. Finałowy „Third Movement” mógłby właściwie firmować Antonelli – bo to już typowy dla tego projektu Schwandera efektowny house o nostalgicznym tchnieniu, leciutko podrasowany metalicznymi perkusjonaliami.

„Santos” to bez wątpienia najbardziej przystępny album Harmoniousa Theloniousa. Nie dość, że daleki od industrialnej furii poprzednich krążków (poza „Rendez Vous Of Dead”), to urzekający znacznie bogatszym wachlarzem etnicznych wpływów (od Maroka do Kuby) i mocniej odwołujący się do wcześniejszych nagrań Schwandera z kręgu tanecznej elektroniki. Wszystko to układa się w wielobarwną całość, w imponujący sposób podsumowującą osiem lat działalności tego projektu.

Italic 2015

www.italic.de

www.facebook.com/italicrecordings

www.harmoniousthelonious.com

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.