Wpisz i kliknij enter

Floorplan – Victorious

Kiedy Robert Hood gra w Berghain, nawet ci geje, którzy przed chwilą uprawiali seks w dark roomie, śpiewają na chwałę Jezusa.

Czarnoskóry producent chyba sam nie przypuszczał, kiedy w 1996 roku publikował singiel „Funky Souls” swego nowego projektu Floorplan, że dwie dekady później będzie on tak popularny w klubowym środowisku. Stało się to oczywiście wiele lat później za sprawą jego debiutanckiego albumu „Paradise”, który przyniósł takie taneczne killery, jak „Let’s Ride”, „Baby Baby” czy „Never Grow Old”.

Odwaga z jaką Robert Hood zamanifestował swą chrześcijańską wiarę na klubowej scenie (raczej zorientowanej ateistycznie i hedonistycznie), połączona z jego producenckim geniuszem sprawiła, że Floorpan grał dla tłumów fanów zarówno w Berghain, jak i na największych festiwalach muzyki tanecznej na całym świecie. Nic więc dziwnego, że projekt wraca z nowym albumem. Co ciekawe – tym razem w jego realizacji wspomogła amerykańskiego producenta jego młodziutka córka – Lyric Hood.

Otwierający album „Spin” od razu bucha gorącą energią. To masywne techno wypełnione perlistym arpeggio i zdubowanymi akordami z miejsca nadaje ton całemu zestawowi. Potwierdza to „Music” – podszyty funkowym basem dynamiczny house, którego głównym motywem jest świdrujący loop. W „The Heavens & The Earth” rozlega się wdzięczny głos wspomnianej Lyric. Czytany przez nią fragment Księgi Rodzaju uzupełnia twardy bit i pomysłowo wpleciony motyw grany na kościelnym Hammondzie.

„Good Thang” wprowadza do zestawu typowe dla Floorplan echa gospel – ekstatyczne okrzyki podszyte skorodowanymi akordami. Wątek ten rozwija „He Can Save You” – porywając nawiedzoną tyradą jakiegoś czarnoskórego kaznodziei. W „Mmm Hmm Hmm” amerykański producent zabiera nas do Chicago, żonglując dowcipnymi samplami wokali i dęciaków. „Ha Ya” jest chyba najbliższy minimalowemu graniu Roberta Hooda. Tym razem morderczy bit uzupełniają bowiem tylko kliniczne czyste loopy.

Finezyjnie podawane przez Roberta disco ożywa w „Tell You No Lie”. Mamy tu więc piłujące smyczki, seksowny chórek i podsłuchaną u Chic gitarę – a wszystko to wycięte z jakichś zakurzonych winyli z lat 70. Dla odmiany dwie następne kompozycje to klasyczne techno. „Push On” lokuje się blisko hipnotycznego minimalu, a „They Can Tell” – uderza tektonicznym bitem niosącym splątane sample i dubowe pomruki. Całość wieńczy ponownie twarde disco – wciągający zaloopowanym refrenem „Sun In The Sky”.

„Victorious” to godny następca „Paradise”. Obie płyty zostały w zasadzie zrealizowane według podobnej recepty. „Victorious” robi jednak wrażenie jeszcze bardziej energetycznego materiału. Czy to możliwe? A jednak! Być może efekt ten Robert (i Lyric) uzyskują stosując najbardziej oldschoolowe metody tworzenia klubowych numerów. Tną i kleją ekspresyjne sample, które wsparte morderczą galopadą mocarnych bitów, wprost eksplodują euforyczną mocą. Takiego chrześcijaństwa trochę nam tutaj w Polsce brakuje. Szkoda, że Floorplan nie pojawi się na Światowych Dniach Młodzieży. To by dopiero była sensacja!

M-Plant 2016

www.facebook.com/RobertHoodFloorplan







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
jędrek
jędrek
5 lat temu

Robert Hood, Czy E-dANCER podobają nawet się dzieciakom wczesnoszkolnym, coś w tym jest [ coś o tym wiem ], pierwotna energia, prostota, wiatr w plecy … muzyka jako uniwersalny język & bóg rozwiącujący wszelakie problemy … tylko taniec …

sc
sc
5 lat temu

chrześcijaństwo + techno; ryzykowne połączenie, ciekawe czy rzeczywiście Duch Boży w nim żyje, bo jeżeli tak, cóż, dla Boga nie ma nic niemożliwego, skoro przemawiał przez metalowców, może i przemawiać przez didżeja 🙂

Polecamy