Rafael Anton Irisarri – Peripeteia
Jarek Szczęsny:

Ambient wagi ciężkiej.

Bouchons d’oreilles – Stray Dog with a Collar
Jarek Szczęsny:

W połowie drogi.

Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.



Loess – Pocosin

Opowieści z mchu i paproci.

Tu, gdzie teraz jestem, rytm życia wyznacza natura. Nad ranem trzeba nakarmić kozy, owce i kury. Te pierwsze muszą być czasem wydojone, te ostatnie – jeśli mają dobry humor – dają jajka. W ogrodzie rosną ziemniaki, kalafiory, sałata, ale też drzewka pomarańczowe, brzoskwinie i truskawki. Rośliny podlewa się wczesnym rankiem lub popołudniami, bo tutejsze temperatury powodują szybkie parowanie wody. Za dnia wypieka się chleb i gotuje zupy. Można kupić od sąsiada wiejski ser na kozim mleku, można wymienić marchew na pomidory. Z tarasu rozpościera się widok na stoki gór, bezkresny ocean i portowe miasto, które nocami nieśmiało migocze. Niebo jest tu gwiaździste, wolne od zanieczyszczenia świetlnego.

W pewien sposób „Pocosin” stanowi idealną ścieżkę dźwiękową do tego miejsca, położonego prawie 1000 metrów n.p.m. Tytuł trzeciej (i pierwszej od 11 lat!) płyty filadelfijskiego duetu oznacza rodzaj mokradeł. Nazwy utworów nawiązują do królestwa zwierząt – ptaków, ryb i wodnych ssaków. A sam „Loess” to nic innego jak poczciwy less. Skojarzenia z naturą nasuwają się więc same. Jest w tej muzyce coś bardzo organicznego – nawet jeśli to elektronika określana niefortunnym mianem IDM-u. Leniwie sączące się, chrupiąco-klikające rytmy, tęskne syntezatorowe melodie, rozległe ambientowe podkłady, kleiste basy – wszystko jakby w zwolnionym tempie. Bardzo nastrojowe, bardzo melancholijne.

Siła tej przepięknej płyty tkwi w onirycznej atmosferze, w niuansach i subtelnościach wypełniających miejsca pomiędzy stukającymi beatami i przepastnymi pejzażami dźwiękowymi. Nie ma tu oglądania się na modę – Clay Emerson i Ian Pullman zbliżyli się do pełnej zadumy, nieco staroświeckiej stylistyki Boards of Canada, Arovane i Nautilisa (znakomita płyta „Are You An Axolotl” z 2002 r.) – i to właśnie do wielbicieli tych projektów skierowana jest zawartość „Pocosin”. Mówiąc krótko: muzyka dla androidów, które marzą o elektrycznych owcach.

n5MD | 2017

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.