Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Robert Hood – Paradygm Shift

Minimal Nation – Reaktywacja.

W ostatnich latach amerykański producent dał się przede wszystkim poznać jako niestrudzony ewangelizator – oczywiście w rytm euforycznego disco i house’u, realizowanego pod szyldem Floorplan. W kontekście jego trwającej niemal już trzydzieści lat kariery, była to jednak w jakimś sensie działalność poboczna. Od czasów rozstania z Underground Resistance i solowego debiutu na początku lat 90., tworzył on bowiem przede wszystkim pod własnym imieniem i nazwiskiem różne odmiany detroitowego techno.

Niezwykle ważnym wydawnictwem w dyskografii Roberta Hooda był wydany w 1994 roku zestaw pod wszystko mówiącym tytułem „Minimal Nation”. Osiem nagrań, opublikowanych nakładem wytwórni Axis, prowadzonej przez Jeffa Millsa, wyznaczyło w niemal wręcz perfekcyjny sposób kanon klinicznego techno, które po odarciu z niepotrzebnych ozdobników, działało jak bomba rzucona na taneczny parkiet. Potem Amerykanin penetrował różne odmiany gatunku, a po wielu latach dziś znów wraca do tego rodzaju grania.

Znajdujemy je na jego nowym albumie – a pierwszym, zrealizowanym dla holenderskiej wytwórni Dekmantel. I tym razem nie jest to bogaty zestaw. Dziewięć nagrań z „Paradygm Shift” to wypisz-wymaluj współczesna wersja tego, co zapamiętaliśmy z „Minimal Nation”. Mamy tu więc mocne bity techno, od czasu do czasu podrasowane jedynie na house’ową modłę („I Am” i „Pneuma”), które niosą oszczędnie dozowane loopy, splecione z rozwibrowanych akordów metalicznych klawiszy („Idea”).

Hood nie byłby sobą, gdyby jednak i tej muzyki, o wręcz laboratoryjnej precyzji i sterylnym brzmieniu, nie ozdobił choć delikatnym elementem melodii. Stąd w „Nephesh” niespodziewanie rozbrzmiewa funkowa gitara, sprowadzona do postaci mieniącego się loopu, a we wspomnianym „Pneuma” partia klawiszy ma zaskakująco chwytliwy ton. Bardziej rozbudowany charakter zyskał jedynie finałowy „Lockers”, przynosząc upragniony oddech po tej hipnotycznej galopadzie.

Robert Hood jest mistrzem takiego grania – i potwierdza tę opinię swym najnowszym wydawnictwem. Znajdujący się na nim materiał sprawdzi się głównie w klubach, bo ze względu na radykalnie wręcz minimalistyczne podejście do dźwięku, w domowych warunkach może on nie zrobić odpowiedniego wrażenia. W Polsce usłyszmy pewnie jego fragmenty podczas festiwalu Audioriver – i na pewno będzie to tak porywający występ jak ten sprzed trzech lat na Unsoundzie. Bo na żywo czarnoskóry producent nie ma sobie równych.

Dekmantel 2017

www.dekmantel.com

www.facebook.com/dkmntl

www.facebook.com/robert.hood.313

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Elektron

    Hood to firma jednak dla mnie nie przebija Internal Empire

  2. rychu_m

    Jak na możliwości Hooda to ten album uważam za przeciętny. Zrobiłem sobie ostatnio HOODmaraton i ta płytka wypadła najsłabiej. Fakt wszystko jest dopracowane, mocny i bardzo dopracowany beat wali po uszach ale jakoś zabrakło mi jakiś ciekawszych brzmień.