
Średniowieczna mistyka i berlińskie imprezy.
Kiedy w 2010 roku hamburska wytwórnia Dial opublikowała debiutancki album Johna Robertsa, było to naprawdę spore wydarzenie. „Glass Eights” objawił bowiem, że do euforycznej muzyki house można podchodzić w zupełnie inny sposób, wydobywając z niej zupełnie niespodziewanie nostalgię i tęsknotę. Niestety – wraz z każdym kolejnym krążkiem młody producent oddalał się od swego genialnego dzieła, grzęznąc na peryferiach elektronicznej awangardy. Niespodziewanie jednak pomysły swego starszego kolegi podjął w 2015 roku DJ Richard.
W jego przypadku zaszedł podobny proces jak u Robertsa, ale w dokładnie przeciwnym kierunku. Choć zaczynał od noise’u, z każdym kolejnym nagraniem zwracał się ku bardziej komunikatywnej muzyce – techno i house’owi. Początkowo publikował swą muzykę nakładem prowadzonej wraz z Young Male’m wytwórni White Material, a potem zadebiutował w katalogu Dial. Wydany w 2015 roku album „Grind”, pokazał jak młody Amerykanin potrafi tworzyć niekonwencjonalną wizję ambientu i house’u, głęboko zanurzonych w refleksyjnym klimacie i brzmieniach lo-fi.
Wątki te rozwija teraz druga płyta DJ Richarda dla Dial. „Dies Irae Xerox” mocno koncentruje się na ilustracyjnej muzyce. Sporo więc tu ambientu w różnej postaci – od dungeon synths („Dies Irae Xerox”), przez kosmische musik („Crimson Curve”), po soundtrackową elektronikę („Ancestral Helm”). Drugą stronę zestawu tworzą rytmiczne utwory. To jednak nie tylko surowy house („In Broad Daylight”) i mroczne electro („Tunnel Stalker”), ale też melodyjny EBM („Vanguard”) („Pitfall”) i podszyte hip-hopem downtempo („Gate Of Roses”).
Wszystko to zanurzone jest w eterycznym klimacie, tworzonym przez spowolnione rytmy i oniryczne brzmienia. Niby mamy tu momentami poczucia zagrożenia, ale niknie ono w zetknięciu ze spokojem niesionym przez ambientowe kompozycje. Wszystko to wypływa ze wspomnień DJ Richarda, jakie zabrał ze sobą wracając z Berlina do Providence. Nie wiedzieć czemu imprezowe reminiscencje skojarzyły mu się ze średniowieczną mistyką i oczekiwaniem na Apokalipsę. W efekcie powstała śmiała opowieść o „dniu gniewu bożego”, którą każdy może interpretować na swój sposób.
Dial 2018
