ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.



Maribou State – Kingdoms in Colour

„Darjeeling Limited” i całkiem zwyczajne przyjemności.

Ponad 3 lata po debiutanckim „Portraits”, brytyjski duet Maribou State, tworzony przez Chrisa Davidsa i Liama Ivory’ego, powraca ze swoją drugą długogrającą płytą – „Kingdoms in Colour”, wydaną przez Counter Records, spółkę – córkę Ninja Tune.

Kiedy Maribou State wrócili do Wielkiej Brytanii po wielkim komercyjnym sukcesie jaki zapewniła im „Portraits”, co wiązało się z kilkunastomiesięczną światową trasą koncertową, zdecydowali się zmianę studia nagraniowego. Dotychczasowe studio stworzone na tyłach ogrodu za domem Liama przenieśli do nowej, profesjonalnej lokalizacji. Jak sami przyznają, w nowym studio nie mogli jednak znaleźć inspiracji do tworzenia kolejnego materiału. Zdecydowali więc, że poszukają jej na zewnątrz, wspominając w odosobnieniu miejsca, które odwiedzili podczas wyczerpującej trasy z okresu 2015-2017. W efekcie zaczęli sięgać do fragmentów nagrań i field recordingu stworzonych w Azji, Australii i Ameryce. Tak zrodziła się „Kingdoms in Colour” – ze wspomnień i dźwiękowych pamiątek celebrowanych i odtwarzanych w spokoju.

Inspiracje te słychać już od pierwszego numeru z płyty – „Beginner’s Luck”, którego tytuł, w kontekście trudności twórczych w tworzeniu albumu, wydaje się być przejawem pokory artystów. Hinduskie wokale i dzwonki wplecione w charakterystyczny ożywiony miks downtempo i dance stanowią świetne wprowadzenie do muzycznego klimatu Maribou State, z którego są tak dobrze znani i cenieni przez fanów.

Efekty te, swoiste „Darjeeling Limited” zanurzone w elektronice, usłyszymy też w jednym z najmocniejszych punktów płyty – singlowym „Turnmills”, który został opublikowany jeszcze przed jej wydaniem. Jest tu też miejsce na melodyjny pop, który słychać chociażby w „Kingdom” z wokalami Jacka Sibleya, nastrojowym „Glasshouses”, nieco melancholijnym „Vale” przypominającym produkcje Bonobo i w błogim „Kāma”, idealnie zamykającym płytę. Popowe elementy nadają uroku produkcjom Brytyjczyków, nie odbiegając jednak zbyt daleko od tego, z czego znaliśmy ich do tej pory.

Oczywiście na „Kingdoms in Colour” znalazło się miejsce dla gości, w tym przede wszystkim Holly Walker, znanej z „Portraits”. Polscy fani mieli okazję poczuć jej sceniczną energię podczas tegorocznego Audioriver, na którym Maribou State wystąpili w powiększonym 5-osobowym składzie.

Wokale Holly Walker pojawiają się w „Nervous Tics” i „Slow Heat”. Nie trzeba być olbrzymim fanem duetu, by usłyszeć, że nieco w nich kantują słuchacza. W „Slow Heat” poprzestawiano właściwie jedynie kolejność poszczególnych elementów tworzących melodię „The Clown”, pochodzącego z debiutanckiej płyty. Ciężko się jednak złościć, gdy te „kanty” dają tyle przyjemności. Nie uda się. O ten patent oparto też pełny fikuśnych ozdobników „Part Time Glory”, bazujący na schemacie „Turnmills”, którego tytuł odnosi się do znanego londyńskiego klubu zamkniętego w 2008 r.

Mówiąc o gościach należy wspomnieć też nagranie „Feel Good” z gościnnym udziałem fantastycznego teksańskiego tria Khruangbin, zaprzyjaźnionego z Maribou State. Gdy opublikowano go kilkanaście tygodni przed premierą płyty budził trochę obawy o całą „Kingdoms in Colour”. Dziś, gdy wybrzmiewa w ramach całości, wydaje się precyzyjnie wyciętym puzzlem, dopasowanym do tej układanki i to pomimo eksperymentów z auto-tune’m, jednym z najgorszych wynalazków wszech czasów. Całokształt okoliczności potrafi jednak wiele zmienić.

I jak z tym całokształtem, tak jest właśnie z muzyką Maribou State. Niby nic, proste chwytliwe melodie, trochę tzw. „zgrane chwyty”. Prawda jest jednak taka, że przejechałam w te wakacje przez niezliczoną ilość festiwali i imprez i na żadnym secie / koncercie nie widziałam tylu wtulonych w siebie ludzi. A umieć celebrować całkiem zwyczajne przyjemności, to w końcu też niebywała sztuka. „Kingdoms In Colour” jest do tego lekkim soundtrackiem.

7 września 2018 | Counter Records

Profil Maribou State na Facebook » Profil Maribou State na Bandcamp »

PS: Ogłoszono właśnie, że w ramach trasy promującej „Kingdoms in Colour” Maribou State wystąpią w Polsce w dniu 19 marca 2019 r. Brytyjski duet wystąpi w warszawskim klubie Smolna w ramach live actu.

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze