NOON – Nobody, Nothing, Nowhere
Bartek Woynicz:

„Above me, below, me all around me”

Desire Marea – Desire
Jarek Szczęsny:

To nie pierwszy taki przypadek.

His Master’s Voice – Log: Canis Majoris
Paweł Gzyl:

Podróż w stronę Syriusza.

Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.



Wilhelm Bras – Living Truthfully Under Imaginary Circumstances

Budowniczy syntezatorów.

Lubię ubierać płyty, które opisuję, w szerszy kontekst. Czasami ich zawartość prowokuje do takiego zachowania, innym razem dopisuję go sobie sam. Jest to realizacja wizji, że muzyka nie powstaje w próżni. Dopisywanie do niej tła ma więc sens i sprawia, że może ona być jeszcze ciekawsza. Jednak zdarzyć się może, że trafi się album mocno odstający od otoczenia, który sam w sobie będzie skupiał uwagę na tyle skutecznie, że wszystko co wokół, straci chwilowo na znaczeniu. Wilhelm Bras (Lautbild lub po prostu Paweł Kulczyński) właśnie nagrał coś takiego. Sześć utworów tak dopracowanych oraz poskręcanych, że wciągają bez reszty.

Nie ma w tym przypadku. Wszakże Kulczyński elektronicznym złotą rączką jest. Artysta sam dłubie w sprzęcie, składa go, modyfikuje, klei, nadbudowuje, przerabia i za jego pomocą tworzy. To człowiek, który sam zbudował swój syntezator modularny. Nadrzędnym celem Brasa pozostaje jednak twórczość i poszukiwania efektu, na którym mu zależy, a który jest oparty na błędach wynikających z łączenia modułów. Tym sposobem tworzy on odrębny świat. Dobrze to wiedzieć wchodząc na jego terytorium, gdyż Bras wyodrębnił się na tyle, że stworzył własny gatunek muzyczny. Aspekt fizyczny jego pracy jest również istotny. Z jednej strony biorąc pod uwagę to ile godzin musi poświęcać budowie instrumentów, a z drugiej tworzenie tego albumu zajęło mu ponad dwa lata.

„Dystopic Fantasies” pionizuje od samego początku. Daje poczucie jakby Kulczyński swoją muzykę wrzucił w akcelerator cząstek. To porównanie o tyle trafne, że w środku jest próżnia, a cząstki obdarzone są ładunkiem elektrycznym. Nie sposób wychwycić wszystkiego od razu, bo wielość doznań jest ogromna, a paleta barw praktycznie nieskończona. Taki „Despair at Times of Rejection” (znakomity tytuł) wpisać można w apokaliptyczne post-techno. Tylko, że taki opis starcza jedynie na jakieś dwie minuty, gdyż dalej rodzi się coś zupełnie innego. Co ciekawe ta z pozoru odhumanizowana mieszanka, ma w sobie ślady filozoficznej głębi. Tylko trzeba tego kilka razy posłuchać.

Znakomity jest iście matematyczny „Possibility of Artificial Suffering”. Do połowy Kulczyński buduje coś w oparciu o logarytmy, żeby w dalszej części wszystko zdekonstruować. Robi to z zegarmistrzowską precyzją. Poświęciłem temu utworowi równie dużo czasu, co zamykającemu „Waist Deep in Dead Canarians”. Istotą jest bezmiar zmian. Chciałbym zobaczyć jak pracował jego umysł w trakcie komponowania tego cuda. Niestety tego już się nie dowiemy, więc pozostaje nam zachwycanie się niepowszechnością muzyki Brasa. Także przestawcie swoje nastawienie percepcyjne, bo czegoś takiego jeszcze nie słyszeliście.

Attitudes | 2018

Bandcamp
FB

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze