Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.



The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox

Na łączach z Robertem Wyattem.

Japoński producent od wielu lat przyodziewa swoją twórczość w coraz to inne nazwy. Ale zacznijmy od początku, czyli wyjaśnienia, iż chodzi o Tomoyasu Hayakawę, który zasłynął w latach 80. pod pseudonimem Tomo Akikawabaya, a dokładnie płytą „The Castle” z 1984 roku. Ostatnie jego wydawnictwo pod tym alisem ukazało się dwa lata później („Kojiki To Onna”).

Dosyć długo czekaliśmy na nowe artystyczne wcielenie TH. Ten moment nadszedł w 2014 roku, kiedy powstał projekt The Future Eve, a tym samym Japończyk nawiązał współpracę z legendarnym Robertem Wyattem. W następnym roku opublikował z kolei album jako Tomo Akikawabaya zatytułowany „The Invitation of The Dead” (2015). Ale w tych okolicznościach, interesuje nas muzyka tworzona pod szyldem The Future Eve. Zorientowani doskonale wiedzą, ale warto wspomnieć, że Tomoyasu Hayakawa zagrał na gitarze w utworze „Tom Hay’s Fox”, który pochodzi z longplaya Wyatta „Cuckooland” (2003).

Wyatt oficjalnie wycofał się z muzyki w 2014 roku. To jednak dzięki TH ten wielki artysta niejako powrócił, ale cofając się do roku 1998. Wtedy, w domowym zaciszu, na magnetofonie, bez jakiejkolwiek studyjnej obróbki Wyatt zarejestrował kompozycję „Brian the Fox” na głos i syntezator.

fot. TH

Wiem, dużo tu dat, szczegółów, a to będzie kolejna informacja. Okazuje się, że przedsięwzięcie The Future Eve wspomaga osoba odpowiedzialna za produkcję, czyli Takaaki Han-ya (jedna druga duetu Beata Beatrix). Od samego początku artyści pracowali wspólnie nad materiałem Wyatta i to przez dwa lata. Pierwsze efekty pojawiły się w 2014 roku. Wówczas „KiTsuNe” („Brian the Fox”) wyszło jedynie w formie plików cyfrowych. W marcu tego roku The Future Eve powrócił z nową odsłoną „KiTsuNe” jako podwójne wydawnictwo na CD i LP, więc możemy porównać, co się zmieniło i jak została odczytana na nowo kompozycja Wyatta. W trakcie kolejnych prac nad interpretacją „KiTsuNe” zmarła matka Hayakawy, co miało znaczący wpływ na muzykę.


Dopiero jakiś czas po zakończeniu pracy uświadomiłem sobie, że ten utwór skrywa jeszcze więcej możliwości – wspomina TH. Japoński artysta w jednej ze swoich wypowiedzi podkreśla, że w tekstach Wyatta odnalazł nić powiązania z poezją haiku czy ulotnością przypisywaną buddyzmowi.

The Future Eve podpisał utwory jako „01.01”, „02.01”, „02.03” itd. W tym pierwszym – jak „04.02” i „04.04” – słyszymy wyjątkową barwę głosu Wyatta, a po drugiej stronie swoiste nasłuchiwanie wszechświata – pulsujące drony, przeszywające fale syntezatorów („02.03”) i filmowa estetyka otoczoną ambientową powłoką („04.01”). Niepokojące, „postrzępione” i jednocześnie minimalistyczne w swoim wydźwięku syntezatorowe arpeggia w „04.03”, pasują idealnie zarówno do abstrakcyjnych obrazów Johna Carpentera, Larsa von Triera (np. „Melancholia”), jak i Davida Lyncha. „04.05” to również pozaziemski i tajemniczy dryf, ale ku dźwiękowym figurom nieznanego pochodzenia. Wraz z „04.07” narasta napięcie i uczucie zbliżania się do gęstej otchłani, brzmi to jak oddech jakieś obcej formy życia.

Mam wrażenie, że w końcowym „04.08” klarowny, hipnotyzujący głos Wyatt wyrywa nas z objęć tej mrocznej istoty. Powoli zmienia się wnętrze tej elektronicznej kapsuły, fraktalne struktury oświetla promyk nadziei, wkraczamy do jeszcze innego świata, bez konkretnych współrzędnych geograficznych.

Intymność zakodowana w przekazie „KiTsuNe” („Brian the Fox”) pochłania całkowicie, a rzeczywistość zostaje precyzyjnie wycięta aż po widnokrąg. Warto nasiąkać muzyką The Future Eve mając zamknięte powieki, bo to pod nimi wyrastają fascynujące krajobrazy. Nie są to słoneczne plaże, wręcz przeciwnie – bliżej do wyludnionych, suchych, szorstkich, skalistych, szarych i apokaliptycznych pustyń z głębokimi i niezbadanymi kraterami. A może to jedynie skok w otchłań naszego wnętrza?

22 marca 2019 | Flau

Strona KiTsuNe »Profil na Facebooku »Strona Flau »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze